Uderzył mocniej. I jeszcze raz, i jeszcze, a święci z drewna, z drewnianym papieżem Polakiem na czele, przypatrywali się temu z martwą obojętnością.
Doskonale jednak wiedział, że nawet najdłuższa podróż kiedyś się kończy i tam, gdzie wysiadamy, zawsze jest tak samo jak tu, wszędzie bowiem targamy ze sobą swoje fatum. Ono jest w nas, a nie na zewnątrz, jak zawieja, deszcz czy śnieg. To można zostawić za plecami, tamtego nie. Bo tamto jest jak garb, przed którym nie da się uciec. Możemy tylko stawić tamtemu czoła i to przezwyciężyć. Przynajmniej do czasu.
Poznał prawdę, lecz nie poczuł się oczyszczony. Bo prawda nie wyzwala. Ona jeszcze bardziej tytła. I zwykle lepiej jej wcale nie poznawać.
Uderzył mocniej. I jeszcze raz, i jeszcze, a święci z drewna, z drewnianym papieżem Polakiem na czele, przypatrywali się temu z martwą obojętnością.
Książka: Zaprzaniec