Fizyka na mecie

Autor: MaryHa
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

- No jak złoto, pani tego - przytaknęła czarna. Obie zaczęły się niezmiernie cieszyć. Basię Sobas coś tknęło. Powstała z ławki w tempie błyskawicy i

zagrodziła drogę dziewczynom.

- Wy coś wiecie, gołąbeczki! - wykrzyknęła.

- No skądże Basiu Sobas - wyprowadziła ją z błędu czarna odpalając papierosa i skręcając się ze śmiechu.

Basia Sobas niewy3mała.

- Co to kurwa za jajca, wy coś cholery jedne wiecie!

- Wiemy, że Basia Sobas jest piękna! - lała na całego czarna, opierając się na swym czekoladowym koledze.

- Wiecie kurwa kim jestem, ty Maryycha wiesz! - zwróciła się do czarnej.

- No kto tak ładnie mówi do mnie „Maryycha” - no toż to li i jedynie....

- Basia Sobas jak złoto! - zakończyła miedzianowłosa Angelina zwana Wiewiórą.

- Nie jestem kurwa Basią Sobas jej mać! Jestem Krzysiu S! Nie widzicie?

Tego już było za dużo jak na dwie wątłe kobiety. W parku zrobiło się zbiegowisko, bo te wariatki wyły i ryczały ze śmiechu. Głupawa była porażająca. Dredziaści kolesie wtórowali im równo, trzymając się za brzuchy.

- Co wy se kurwa myślicie! - (Krzysiu S bardzo hojnie okraszał swe wypowiedzi mięsiwem, szczególnie jak się wkurzył, jego mowa była nader kwiecista, co mu pomagało zapewne w rozładowaniu emocji. Jest to ponoć naukowo udowodnione, że wypowiadanie brzydkich słów znakomicie rozluźnia).

- Ej chwila, nie kłóćcie się i nie prze-gi-naj-cie, bo tu pan policjant móc przyjść, pan policjant, pjess, wiecze - załapał paranoje jeden z dredziarzy.

- No to chodźmy do nas, będzie piękna beka - zaproponowała ruda.

I poszli.

Na szczęście nie było daleko i Basia Sobas miała mniejszą traumę tnąc powietrze kantami swoich perfekcyjnie odprasowanych spodni.

 

W przytulnym dwupoziomowym apartamencie, urządzonym na poły gotycko, na poły etno, Basia Sobas bywała niejednokrotnie jeszcze jako Krzysiu S. Pełno tu było mrocznych, czarno - czerwonych malowideł i świec w antycznych świecznikach (pokoje Marychy), a także masek afrykańskich, chust z frędzlami, fajeczek i bongoli (Angelina). Zasiedli w dźwiękoszczelnym pokoju z klimatyzacją, na środku którego stał mały stoliczek, a na nim piękna i zawsze świeżo nabita faja wodna. Rozpalono owo cudo i wszyscy zaczęli ciągnąć ze swoich ustników. Basi Sobas nie trzeba było namawiać. Z rozkoszą ściągnęła pokaźną chmurę i jeszcze dwie następne. I już wesoło zaczęła opowiadać o babci Bobas, mamie Sobas i cioci Ali Sobas. Wszystko, (prawie wszystko), co ją spotkało od czasu tej koszmarnej przemiany, wypłynęło z niej szczerze, jak rzeka pełna ścieków. To ją zdziwiło. Jako Krzysiu S nie była skłonna o zwierzeń. Zdaje się, że chyba był to jakiś fragment prawdziwej Basi Sobas albo wpływ gangi. Dziwna ta ganga. Wokół siebie Basia Sobas widziała skupione, zasłuchane w jej opowieść twarze, pełne empatii i zainteresowania. Dotąd nikt jej nie wierzył, teraz uwierzyła, że jej wierzą. Obie szurnięte z deka kobietki dla Krzysia S palcem by już nie kiwnęły, ale dla Basi Sobas ich troska była balsamem na zbolałą duszę. Pogrzebawszy w obszernych garderobach, odziały przyzwoicie nową koleżankę, a kolegów dredziarzy tak urzekła jej historia, że postanowili upiększyć ją własnoręcznie skręconymi dredami. Tymczasem w piekarniku dochodziła trójkolorowa zapiekanka - cudo na gastrofazę. Potem nadciągnęło jeszcze trochę luda z browcami i imprezka trwała do białego rana. A Basia Sobas postanowiła zostać tu na jakiś czas. Nazajutrz mocno skacowana, acz szczęśliwa, podążyła w towarzystwie Fadiego i Angeliny do domu państwa Sobasów. Postanowiła wziąć z chaty parę rzeczy oraz podprowadzić coś do lombardu, by radośnie przeimprezować najbliższy tydzień. Nie wiedziały gołąbeczki jaka katastrofa nań czeka.

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
MaryHa
Użytkownik - MaryHa

O sobie samym: "Brejkam wszystkie rule"
Ostatnio widziany: 2013-06-20 11:15:27