Fizyka na mecie

Autor: MaryHa
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Oboje zgasili w tym samym momencie kiepa i uderzyli ochoczo w ślinę. Pocałunek ten został uwieczniony na ajfonie Fadiego.

- „Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej stoją na fortepianie i nie podlewa ich kurwa nikt!” - rozległy się klasyczne śpiewy z sąsiedniego pokoju. Marycha i Angelina gromkimi rodowymi głosami wprawiały słuchaczy w niekłamany podziw. Na te dźwięki Fadi i Krzysiu S w swoich dwóch postaciach, złączonych obecnie do kupy, pośpieszyli szybko rzucić się w wir wydarzeń.

A wydarzenia miały się następująco:

- „Zdradziłaś kuurwo mnie...” - produkowały się dwa niepoznańskie słowiki, a po chwili dołączył się trzeci, równie profesjonalny głos zawodowego piewcy (może trochę innych wałków) - xiędza Artura. Jak już xiądz Artur (z wiśniówką w ręku i z jointem w czaszce), zaczął swe zawodzenia, dołączył się Radosław:

- „ pood pociąg się pooołooożę...”

- Cicho! Dzwoni mi coś! - poczuł Krzysiu S wibracje w kieszeni.

- Co jest? – zaczął rozmowę tonem pełnym rezygnacji.

- Ja nie wracam dzisiaj - oznajmił po chwili.

Zaległa cisza wręcz grobowa... Wszyscy udając obojętność nadstawiali uszu z ciekawością, jak to się zazwyczaj zdarza, gdy w liczniejszym towarzystwie ktoś rozmawia przez telefon.

- U Basi Sobas kurwa! - wykrzyknął do głośnika Krzysiu S i na tym rozmowa się skończyła.

- Niech zdupca! - chojrakował zgrywając kozaka - Tylko bębny mam u niej i wieżę - wymienił z dumą swe skarby.

- Przeprowadź się do mnie stary - po raz kolejny zaproponował Radosław.

- Na parę dni... - spojrzał na niego głupawo Krzysiu S.

- No to git! - ucieszył się wielce Radosław – Ale ci za skórę zalazła, stary, łicz jedna...

- A kurwa żyć mi nie daje! - pożalił się Krzysiu S. - Wylewa miętówki, gangę mi wysypała...

Wszyscy ze współczuciem spojrzeli na Krzysia S i zaczęli go pocieszać.

- To chodźmy wszyscy razem po twoje graty - zaproponował zachwycony swym pomysłem Fadi - Weźmiemy moją furę i dziewczyn.

- I przeprowadzisz się do mnie - przypomniał sobie Radosław.

- Z Basią Sobas! - oznajmił radośnie Krzysiu S.

Tymczasem Basia Sobas łapała już zwisa i nie za bardzo wiedziała co się dzieje wokół niej.

- Nie ma sprawy – zgodził się wielkodusznie Radosław. Już sobie wyobraził korzyści płynące z posiadania na chacie baby. Do jego niewielkiego móżdżku nie dotarła oczywista oczywistość, że Basia Sobas jest wybitnie wyjątkowym wyjątkiem...

Najpopularniejsze opowiadania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
MaryHa
Użytkownik - MaryHa

O sobie samym: "Brejkam wszystkie rule"
Ostatnio widziany: 2013-06-20 11:15:27