Fizyka na mecie
Oboje zgasili w tym samym momencie kiepa i uderzyli ochoczo w ślinę. Pocałunek ten został uwieczniony na ajfonie Fadiego.
- „Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej stoją na fortepianie i nie podlewa ich kurwa nikt!” - rozległy się klasyczne śpiewy z sąsiedniego pokoju. Marycha i Angelina gromkimi rodowymi głosami wprawiały słuchaczy w niekłamany podziw. Na te dźwięki Fadi i Krzysiu S w swoich dwóch postaciach, złączonych obecnie do kupy, pośpieszyli szybko rzucić się w wir wydarzeń.
A wydarzenia miały się następująco:
- „Zdradziłaś kuurwo mnie...” - produkowały się dwa niepoznańskie słowiki, a po chwili dołączył się trzeci, równie profesjonalny głos zawodowego piewcy (może trochę innych wałków) - xiędza Artura. Jak już xiądz Artur (z wiśniówką w ręku i z jointem w czaszce), zaczął swe zawodzenia, dołączył się Radosław:
- „ pood pociąg się pooołooożę...”
- Cicho! Dzwoni mi coś! - poczuł Krzysiu S wibracje w kieszeni.
- Co jest? – zaczął rozmowę tonem pełnym rezygnacji.
- Ja nie wracam dzisiaj - oznajmił po chwili.
Zaległa cisza wręcz grobowa... Wszyscy udając obojętność nadstawiali uszu z ciekawością, jak to się zazwyczaj zdarza, gdy w liczniejszym towarzystwie ktoś rozmawia przez telefon.
- U Basi Sobas kurwa! - wykrzyknął do głośnika Krzysiu S i na tym rozmowa się skończyła.
- Niech zdupca! - chojrakował zgrywając kozaka - Tylko bębny mam u niej i wieżę - wymienił z dumą swe skarby.
- Przeprowadź się do mnie stary - po raz kolejny zaproponował Radosław.
- Na parę dni... - spojrzał na niego głupawo Krzysiu S.
- No to git! - ucieszył się wielce Radosław – Ale ci za skórę zalazła, stary, łicz jedna...
- A kurwa żyć mi nie daje! - pożalił się Krzysiu S. - Wylewa miętówki, gangę mi wysypała...
Wszyscy ze współczuciem spojrzeli na Krzysia S i zaczęli go pocieszać.
- To chodźmy wszyscy razem po twoje graty - zaproponował zachwycony swym pomysłem Fadi - Weźmiemy moją furę i dziewczyn.
- I przeprowadzisz się do mnie - przypomniał sobie Radosław.
- Z Basią Sobas! - oznajmił radośnie Krzysiu S.
Tymczasem Basia Sobas łapała już zwisa i nie za bardzo wiedziała co się dzieje wokół niej.
- Nie ma sprawy – zgodził się wielkodusznie Radosław. Już sobie wyobraził korzyści płynące z posiadania na chacie baby. Do jego niewielkiego móżdżku nie dotarła oczywista oczywistość, że Basia Sobas jest wybitnie wyjątkowym wyjątkiem...
