Sesja
Notatkę dodano:2011-07-03 20:02:00

W jakiś sposób udało mi się zaliczyć już wszystkie egzaminy, zdobyć wpisy i oddać pracę licencjacką. Było trochę problemów, bo niektórzy wykładowcy planowali egzaminy dopiero na początek lipca, no ale w końcu się udało. Obronę mam pierwszego lipca, potem najprawdopodobniej wyjeżdżam na praktyki do Indii. Od października zamierzam wybrać specjalność europejską, myślę także nad drugim kierunkiem studiów, ale nie wiem, czy to się uda, bo mam szansę także na ciekawy staż i to by było trudne do pogodzenia.
Ostatnio byłam strasznie zajęta, nie miałam nawet czasu, żeby tutaj pisać.
W maju udało mi się chociaż wyskoczyć na tydzień do Freiburga. Poniżej zamieszczam zdjęcia z tego wypadu:


Wiesneck koło Freiburga





Brak komentarzy
Przestrzenie snu - wieczór poetycki w Łodzi
Notatkę dodano:2011-03-16 11:22:13

Grupa poetycka Euterpe, działająca przy Bałuckim Ośrodku Kultury "Na Żubardzkiej" w Łodzi, zaprasza na otwarty wieczór poetycki pt. "Przestrzenie snu" w kawiarni Czekolada Retro Cafe (Łódź, ul. Moniuszki 11). Wstęp wolny.

9f1fc848e8a1e4bf0739b34f32cfb3a2.jpeg

Komentuj(1)
Niebieskie krzesło - antologia poezji portalu pisarskiego
Notatkę dodano:2010-11-27 01:50:50

Dzisiaj rano mama obudziła mnie i położyła na moim łóżku  kartonowe pudło, które właśnie przyniósł kurier. Zerwałam taśmę klejącą i w środku zobaczyłam połyskujące okładki Antologii Poezji Portalu Pisarskiego „Niebieskie krzesło”, w której zamieszczone są również moje wiersze.

Wreszcie dostałam egzemplarze autorskie. Nie mogłam się już doczekać. Książka jest bardzo ładnie wydana. Na okładce znajduje się bajkowy, surrealistyczny obraz Leszka Kostuja „Leśny ratuje księżyc IV” który idealnie wprowadza w atmosferę wierszy.

Na razie zdążyłam przejrzeć ją pobieżnie, ale wygląda zachęcająco: widzę sporo dobrych wierszy bardzo utalentowanych autorów.

Link do księgarni:

http://slowo.osdw.pl/ksiazka/Niebieskie-krzeslo,52378702021KS

771caaa3f3912cc96c02ff381865ac78.jpeg

Brak komentarzy
Październik
Notatkę dodano:2010-11-02 00:55:59

Październik upłynął mi pracowicie. Przede wszystkim na uniwersytecie – nie wyobrażacie sobie, ile wysiłku wymaga, u nas na uniwersytecie, załatwienie najprostszych formalności. Szczególnie, kiedy się jest studentką MISHu i wróciło właśnie z Erasmusa… Na szczęście, udało mi się to wreszcie jakoś ogarnąć. Pozostaje jeszcze ułożenie planu na ten semestr. Wygląda na to, że znowu nie da się uniknąć bilokacji.
Poza tym, od września pracuję w Forum Młodych Dyplomatów. Jest naprawdę miło, zwłaszcza, że pracuje tam też moja koleżanka Sonia. Zajmuję się pisaniem artykułów, szukaniem informacji o bieżących inicjatywach w regionie łódzkim, możliwościach zdobycia dofinansowań i grantów itp.
Możliwe, że będę zajmowała się bardziej Biurem Karier - dowiedziałam się już, gdzie można szukać najbardziej atrakcyjnych ofert pracy, staży i praktyk.
Ostatnio byłam jako przedstawiciel FMD na uroczystości z udziałem przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso. Prawdopodobnie będę organizowała konferencję – ma dotyczyć bezpieczeństwa energetycznego UE.


Komentuj(1)
Immer wieder
Notatkę dodano:2010-08-27 22:45:13

Od dwóch tygodni jestem w Polsce. Mam wrażenie, jakby to były co najmniej dwa miesiące, tyle się dzieje. Do pewnego stopnia brakowało mi tego. Na pewno tęskniłam za Justyną i tymi naszymi spotkaniami, podczas których nigdy nie było wiadomo, co jeszcze jest żartem.
W sobotę pojechaliśmy razem z nią, Kamilem i Niną na ślub Doroty do Radomska. Było bardzo przyjemnie, kiedy jechaliśmy samochodem przez nasłonecznione łąki, słuchając Die Toten Hosen na cały regulator. W pewnym momencie rozmowa zeszła na studia magisterskie.
- Na specjalności europejskiej możesz też wybrać seminarium licencjackie z profesorem de Lazari, jeśli lubisz Rosję - poinformował Kamil.
- Nie rozumiem, skąd wniosek, że mogłabym lubić Rosję - odparłam, udając urażony ton, po czym uśmiechnęłam się ironicznie.
I tak rozmowa zeszła na P. Znowu. Nina, która jest w naszej paczce stosunkowo od niedawna, próbowała połapać się w czym rzecz.
- On jest twoim chrzestnym? - spytała mnie, na co Justyna wybuchnęła śmiechem, a Kamil zakrztusił się wodą mineralną i opluł nią kierownicę.
- Ta... chrzestnym! Lepiej...
Postanowiłam zachować pełne godności milczenie, ale także zaśmiałam się.
Ta scena była taka radosna. Wyobraziłam sobie ją jako kadr z filmu. W samo południe grupka roześmianych nastolatków jedzie samochodem przez słoneczne łąki. Kolory są intensywne. Z głośników dobiega głośna muzyka. Powoli cichnie, kiedy samochód się oddala. Po chwili nachodzą na nią smutne tony, scena nabiera dystansu.
W tym momencie przebiegł mnie dreszcz.


Brak komentarzy
Kolejny z końców. Początek.
Notatkę dodano:2010-08-03 20:31:19

Przepraszam, że tyle czasu nie pisałam… Mój laptop wylądował w serwisie, a nieszczególnie miałam ochotę na pisanie z biblioteki uniwersyteckiej, bez polskiej klawiatury. Później zaczęły się egzaminy. Dużo zostało już zrobione, ale jeszcze więcej pozostaje do zrobienia.

Myślę, że nie ma sensu już wracać do tego co było.

Mój pobyt w Bremie powoli dobiega końca. Czekam jeszcze na oceny z dwóch przedmiotów – Politik und Wirtschaft i EU-Kritik im Kontext der Osterweiterung, ale to były tylko eseje, więc jestem raczej pewna, że będzie dobrze.

Został mi jeszcze tydzień na załatwienie wszystkich formalności, a potem wracam do Polski. Pewnie wszyscy będą pytali, jak minął mi semestr na Erasmusie, a ja z wymuszonym uśmiechem odpowiem: „fajnie”. Być może nawet nie będzie wymuszony. W końcu nie skłamię. Przecież oczywistym jest jednak – że moja odpowiedź, jaka by ona nie była – mnóstwa spraw nie ujmie. Tych najbardziej podstawowych.


Komentuj(1)
Mama
Notatkę dodano:2010-07-09 17:58:03

Tydzień temu w Bremie odwiedziła mnie mama.  Z tej okazji postanowiłam gruntownie wysprzątać mieszkanie. Kiedy efekt był już zadowalający, pojechałam do supermarketu po zakupy. Wracając obładowana, na przystanku tramwajowym spotkałam Henriego, bardzo wyprasowanego Francuza, o którym wspominałam już w poprzedniej notce. Jako prawdziwy gentelmen (a jakże) zaproponował, że skoro mieszka koło mnie, to może pomóc mi dźwigać zakupy. Co prawda, Henri jest, jaki jest, ale stwierdziłam, że skoro chodzi tylko o dźwiganie zakupów, nie ma co wybrzydzać i wręczyłam mu torbę. Kiedy wyszedł ode mnie, a ja wzięłam się za rozpakowywanie zakupów, spostrzegłam kałużę w kolorze czerwonym na podłodze. Z przerażeniem zobaczyłam, że z torby, którą niósł Henri coś wycieka...
Henri nie tylko zmasakrował moje truskawki, ale i popsuł karton z sangrią. Ja oczywiście tego nie zauwazyłam i kilka razy przeniosłam torbę. Cała, dopiero co wysprzątana kuchnia śmierdziała więc winem i truskawkami. Na szczęscie udało mi się to wszystko jakoś ogarnąć.
Miałam ją odebrać z dworca o 7. Zapomniałam tylko, że w sobote o tej porze nie chodzi szóstka, a Uniwersytet dzieli od centrum jakieś 5,4 km. Na szczęście, udało mi się kawałek podjechać autobusem. Resztę drogi musiałam przebiec. Było bardzo swieżo i rześko po deszczu, z drzew spadały płatki kwiatów.
Jakoś zdąrzyłam i mama nie musiała na mnie długo czekać. Myślę, że bardzo się za mną stęskniła. Spotkanie upłynęło w miłej atmosferze. Pokazałam jej Bremę, została ze mna na weekend. W przeszłosci często się nie zgadzałyśmy. Nigdy tak naprawdę nie umiała mnie zrozumieć. Miałam do niej o to pretensje. Teraz wiem, ze mimo wszystko, nawet jeśli mnie nie rozumie, to na swój sposób mnie kocha i troszczy się o mnie jak umie. Być może, to odległość sprawiła, że mam do tego wiekszy dystans.


Komentuj(6)
Co tak naprawde sie wydarza, a co tylko sie wydaje?
Notatkę dodano:2010-06-20 14:22:28

Zamierzałam napisać już parę dni temu. Właściwie nie wiem, czemu tego nie zrobiłam. Czasu wprawdzie nie miałam wiele, ale to nie jego mi zabrakło. Tak jakbym jakoś nie mogła się wybudzić na tyle, żeby zacząć pisać. A przecież czeka praca licencjacka, i - co być może ważniejsze - czeka Cesarz (albo jego Ukraina). Kazałam przyjaciółkom żądać ode mnie skończonego opowiadania jak tylko wrócę do Polski. Mam nadzieję, że to mnie jakoś zmobilizuje.
Ciężko mi się pisze to opowiadanie. Walczę z każdym słowem, pilnując, by nie wyrażało ni więcej ani mniej niż chciałam. Jednocześnie zastanawiam się, co tak naprawdę łączy mnie z tą historią. Być może tylko tyle, że znam sekret. Ale to i tak zbyt wiele. Wiem, że ta historia po prostu nie może przeminąć niezauważona, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jakie mogły by być konsekwencje, gdyby ktoś sie o tym wszystkim dowiedział. Więc bardzo staram się, by oddzielić prawdę od faktów.

Między czasie tutaj wiele się zdarzyło. Na przykład ta impreza, Welcome-Party, pewien bardzo wyprasowany Francuz (Henri) i piękna Finka (Elena). I Zita dzwoniąca do drzwi następnego dnia rano i dziarskim głosem zapraszająca na piknik. I Piknik. I Elena. I nieustający ból głowy. Wieczór polski. A potem zajęcia, na których znowu nie mogłam się wybudzić. Klaus i referaty. Elena. Czy ja mam obsesję?

I znowu nie wiem, co tak naprawdę się wydarza, a co tylko się wydaje. Staram się o tym pisać, odnaleźć rzeczywistość. A ona nieustannie chowa się gdzieś - na drugim planie albo za kulisami, wśród nieistostnych szczegółów. I te wszystkie nicnieznaczące sceny. Drżenia.


Komentuj(1)
Okolicznościowo
Notatkę dodano:2010-04-12 10:36:53

Okolicznościowo

niespodziewanie powracamy do siebie

w nic nie znaczącej scenie

za kulisami wielkiej tragedii

pozostajemy rozsądni

z minami równie zbolałymi

co nieszczerymi poprawiamy poduszki

i zbieramy  z dywanu

rozrzuconą bieliznę

 

nie czas teraz

rozmawiać o tym co było

dalej wszystko już musi być idealne

wszystkie niedoskonałe ujęcia

zostaną wycięte

a przecież naprawdę  się wydarza

choć próbujemy sobie wmówić

że tylko się wydaje

 

nie potrzebuję wcale pocieszenia

przytul mnie mimo to

 

 

 


Komentuj(2)
Odrobina słodyczy
Notatkę dodano:2010-04-09 13:29:56

Brema to naprawdę miłe miasto. Pisałam wam już o krokusach i przebiśniegach, prawda? Dodajmy więc do tego kaczki, Boetcherstrasse i Bremer Bombons Manufaktur, dodajmy zające biegające w okół Instytutu Polityki. O Muzykantach z bajki nie muszę chyba wspominać...Wczoraj byłyśmy z Wiolą i Patrycją z Polski i Liz z Francji i zamówiłyśmy gorącą czekoladę.
Monachium, na przykład, ma ciemne strony swojej historii, ma Hitlera i nazizm. A w Bremie wszystko jest takie urocze i słodkie. To jest miłe, ale w pewnym momencie musiałam poczuć mdłości i wtedy uciekłam. Jest oczywistym, że nie mogłam postąpić inaczej, ale w ten sposób chyba... nie, nie chyba, nie próbuj sie usprawiedliwiać - na pewno - kogoś zraniłam. Matko, nie jestem w tym mieście nawet od tygodnia, a już zdąrzyłam kogoś zranić... Czy to się musi znowu zdarzać?
Później ktoś widział go, jak płakał. Siedziałam potem przy komputerze i obok była Lilian (z Brazylii). Pożyczyłam od niej kabel USB i kopiowałam zdjęcia z Bremy do komputera. Miałam wrażenie, że ona także ma w oczach łzy. Nie wiedziałam, czy to przez Santiago, ale bałam się spytać. W końcu dopiero się poznałyśmy.
Ja nie płakałam - własciwie to nawet jeśli ta sytuacja była dla mnie niezręczna -  nie miałam do tego powodu.
Dziś rano chodziłam po uliczkach Schnoora (najstarszej dzielnicy miasta) i  w maleim sklepiku tam znalazłam pozytywkę, grającą "Bolero" Ravela. Pamiętam, że kiedy byłam mała mój tata uwielbiał ten utwór. Ja wtedy twierdziłam, że jets "paskudny". Nie zapamiętałam z dzieństwa melodii, jedynie kolorą okładkę płyty. Teraz poczułam, że jest piekna. Chyba kupię sobie te pozytywkę.

4ab839dd6f236ba1df24abd5ad8cd6f8.jpeg

Brak komentarzy

Wątki:

Licznik

Odsłon: 18342
Osób: 14962
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2010