Nie bójmy się prosić o pomoc. Wywiad z Natalią Nowak-Lewandowską

Data: 2021-10-01 13:57:10 Autor: Patryk Obarski
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Nie bójmy się prosić o pomoc. Wywiad z Natalią Nowak-Lewandowską z kategorii Wywiad

– Najlepszą i jedyną skuteczną metodą, by poradzić sobie ze stalkerem, oprócz oczywiście zgłoszenia zawiadomienia na policję, jest milczenie. Każdy kontakt ze strony ofiary nie tylko nakręca prześladowcę, ale może być też odczytany jako próba nawiązania kontaktu, przed czym przestrzegam – mówi Natalia Nowak-Lewandowska, autorka powieści Joker.  

Gra Pani czasem w karty?

Nie, nie gram w karty. Kiedyś, w dzieciństwie, grałam z babcią w „wojnę” i „piątkowego durnia”, jednak nie jestem miłośniczką karcianych rozgrywek.

Co w kartach oznacza joker?

W niektórych grach zastępuje dowolną kartę, w taroku jest najwyższą kartą.

W Pani najnowszej powieści pod pseudonimem Joker ukrywa się stalker nękający główną bohaterkę. Rozumiem, że to nie przypadek?

Choć główną bohaterką jest Julianna, to jednak tytułowy Joker staje się osią całej historii. Pojawia się fragmentarycznie, ale wszystko krąży wokół jego postaci.

Joker w grze w tarok występował początkowo jako „szaleniec”. Myśli Pani, że stalking to też jakiś objaw szaleństwa?

Szaleństwo to może nieodpowiednie słowo, ale z badań osób uprawiających stalking, czyli prześladowanie, wynika, że większość charakteryzowała się zaburzeniami osobowości.

W Internecie przeczytałem, że taroku gracz nie ma pojęcia, kto jest jego karcianym partnerem, dopóki ten się nie ujawni… To chyba trochę jak w przypadku Julianny i jej natrętnego „wielbiciela”?

Julianna niemal do końca nie wie, kto jest jej prześladowcą, co nie jest niczym zaskakującym w przypadku takich sytuacji. Jak i to, że stalker najczęściej należy do otoczenia osoby prześladowanej. W przeważającej większości są to mężczyźni (choć i zdarzają się kobiety), którzy kiedyś byli partnerami swoich ofiar.

Julianna początkowo bagatelizuje zagrożenie. Głuche telefony i przysłane do jej pracy kwiaty nie wydają się przecież aż tak groźne. Zło zawsze początkowo wygląda niewinnie?

Według mnie tak właśnie jest. Początkowo nie zwracamy uwagi na małe sygnały, które mogą sugerować potencjalne zagrożenie. Z czasem przybierają one na sile, aż dochodzimy do momentu, kiedy jesteśmy w samym centrum i nie bardzo widzimy drogę wyjścia.

To chyba moment, w którym trzeba już szukać pomocy?

Patrząc na zdarzenie z boku – tak. Jednak warto pamiętać, że kiedy zaczyna się uporczywość zachowań ze strony prześladowcy, ofiara przestaje zachowywać się logicznie. Strach o własne życie oraz o bezpieczeństwo najbliższych, ciągłe napięcie, poczucie zagrożenia, ale i w konsekwencji zaburzenia psychosomatyczne prowadzą do zaburzeń interpersonalnych, zatem zachowanie Julianny z punktu widzenia ofiary stalkera jest jak najbardziej naturalne.

Bohaterka gotowa jest poprosić o pomoc wszystkich, tylko nie… własnego partnera. Często celowo nie angażujemy swoich najbliższych, nie chcąc ich nadmiernie martwić?

To błędne koło, ale staramy się chronić tych, którzy mogą nam pomóc. Nasz mózg, poddawany ciągłemu napięciu, przestaje działać prawidłowo, dlatego wydaje nam się, że postępujemy właściwie. W przypadku Julianny do głosu dochodzi również jej przeszłość. Przez całe dorosłe życie mogła liczyć jedynie na siebie i swojego brata bliźniaka, Jakuba. Wspierali się, pomagali sobie, i właśnie to z nim najpierw rozmawia o tym, co dzieje się w jej życiu, a nie z Norbertem.

I w ten sposób przestaje dbać o własne bezpieczeństwo...

Będąc ofiarą prześladowania, nie jesteśmy w stanie ani zadbać o siebie, ani o najbliższych. Poziom zagrożenia jest tak duży, że tylko pozornie nam się zdaje, że panujemy nad czymkolwiek.

Julianna nie może nawet oficjalnie zgłosić sprawy na policję, bo właśnie tam pracuje Norbert. A sama coraz gorzej radzi sobie z ogarnianiem rzeczywistości. W pojedynkę trudno jest zaradzić tak groźnym problemom?

W Polsce stosunkowo niedawno wprowadzono regulację w kodeksie karnym o stalkingu z uwagi na jego niszczące dla ofiary skutki. Sądzę, że dobrze się stało, jednak rzeczywistość już nie jest tak kolorowa. Każda dłuższa przerwa w wysyłaniu SMS-ów, telefonowaniu czy innych przejawach prześladowania powoduje, że zachowanie stalkera traci jego znamiona. Tu znowu mamy do czynienia bardziej z aspektem psychologicznym. Osoba zastraszana nie myśli racjonalnie, jej działania są podyktowane silnymi emocjami, zatem i ich skuteczność jest nikła. Poza tym nigdy nie wiadomo, jak daleko jest w stanie posunąć się prześladowca. Tak naprawdę samemu jesteśmy w stanie niewiele zdziałać.

Mimo podejmowanych przez bohaterkę działań, stalker nie zamierza się poddawać. Joker w popularnych grach wygrywa. Taki cel jest także każdego stalkera – wygrać, poczuć przewagę nad swoją ofiarą?

Większość prześladowców charakteryzuje zaburzenie osobowości, chcą osiągnąć cel, nie bacząc na „skutki uboczne” swoich działań. On nie do końca gra, raczej uważa, że jest to dobra droga do spełnienia urojonych pragnień.

Dziennikarka tkwi po uszy w rozgrywce z Jokerem, próbując odgadnąć jego tożsamość. To dość ryzykowne, jednak Julianna czuje, że musi to zrobić. Jednak czy faktycznie nie ma nic do stracenia?

Ma bardzo wiele do stracenia, ale z powodu udręczenia wszystko widzi jakby w krzywym zwierciadle. Kiedy dochodzi do swojego punktu krytycznego, wie, że musi prosić o pomoc Norberta, bo inaczej zwariuje. I przełamuje się. Górę bierze rozsądek, a może paniczny strach i wizja kolejnych strat.

Czasem powinniśmy zrzucić zbroje superbohaterów dnia codziennego i pozwolić, by to inni pomogli nam rozwiązać nasze problemy?

Warto prosić o pomoc, ale tego też się trzeba nauczyć. W dzieciństwie uczono nas, aby być samodzielnymi, to samo przekazujemy własnym dzieciom, ale gdzieś po drodze zgubiliśmy umiejętność przyznania się do własnej niewiedzy, niemocy i proszenie o wsparcie często utożsamiane jest ze słabością, która ma coraz bardziej pejoratywny wydźwięk. A przecież nie ma nic złego w tym, że ktoś udzieli nam pomocy, nie ma nic złego w tym, że my komuś pomożemy. To powinien być naturalny odruch. Pomagamy skrzywdzonym zwierzętom, pomagajmy też ludziom.

Ostatecznie działania Jokera eskalują, a Julianna nakręca się coraz bardziej. Czy nie powinniśmy raczej ignorować natrętnego trolla niż go dokarmiać?

Najlepszą i jedyną skuteczną metodą, oprócz oczywiście zgłoszenia zawiadomienia na policję, jest milczenie. Każdy kontakt ze strony ofiary nie tylko nakręca prześladowcę, ale może być też odczytany jako próba nawiązania kontaktu, przed czym przestrzegam.

Z drugiej strony, w sytuacji zagrożenia trudno chyba biernie „nic nie robić”…

Trudno, wiem to z własnego doświadczenia. Sama doświadczyłam stalkingu, jednak to jedyna droga, która pomoże się uwolnić od natręta. W takiej sytuacji warto poprosić o pomoc psychologa, policję, ale i zaufaną osobę, kogoś, kto spojrzy na wszystko chłodno i czasem podsunie sposób wyjścia z dramatycznej sytuacji.

Czy więc istnieje jakiekolwiek „uniwersalne” rozwiązanie problemów ze stalkerem?

Obawiam się, że nie, jednak tak jak wyżej wspomniałam, mamy regulację prawną, możemy prosić o pomoc i nie miejmy oporów, aby to robić.

Powieść Joker kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.