Niepokój, wzrastający momentami do potwornego strachu, nie pozwalał jej skupić się na niczym, więc chodziła po mieszkaniu jak tygrys w klatce: od okna do okna i wyglądała bezmyślnie to na ulicę, to na oficyny otaczające wewnętrzne podwórko.
Niepokój, wzrastający momentami do potwornego strachu, nie pozwalał jej skupić się na niczym, więc chodziła po mieszkaniu jak tygrys w klatce: od okna do okna i wyglądała bezmyślnie to na ulicę, to na oficyny otaczające wewnętrzne podwórko.
Książka: Ukryci