Kiedy blask zachodzącego słońca prześwietlał liście okalających główną aleję brzóz, siadywała na tarasie, piła herbatę albo podjadała wiśnie i brzoskwinie, zadumana niczym heroina z romansu.
Babcia mówi na mnie "Lenka". Tak naprawdę to mam głupie imię, Leonarda, i mama, jak jest na mnie zła, to właśnie tak na mnie woła.(...) Mama, jak nie jest na mnie zła, mówi "Lena", a tata "Chodź No Tu". Już nie powiem, jak przezywają mnie w szkole... I tylko babcia nazywa mnie Lenką. I za to ją jeszcze bardziej kocham.
Kiedy blask zachodzącego słońca prześwietlał liście okalających główną aleję brzóz, siadywała na tarasie, piła herbatę albo podjadała wiśnie i brzoskwinie, zadumana niczym heroina z romansu.
Książka: Pani na wrzosowisku. Ostatni nokturn
Tagi: blask zachodzącego słońca, prześwietlał liście, główna aleja brzóz, siadywała na tarasie, piła herbatę, podjadała wiśnie, brzoskwinie, zadumana, heroina z romansu