– Nigdy nie będę miała cię dość – szepczę, a on tylkouśmiecha się przewrotnie, jakby chciał powiedzieć, że nie muszęnic dodawać, bo to tak oczywiste, że nawet ślepy by zauważył.
Każdy ma swoją ścieżkę, nie można wciąż błądzić po bezdrożach.
„ – Nie idźcie tam! – wołają. – Mordują każdego, kto na ich drodze!
Zawrócić? Ale dokąd? Wszędzie to samo.”
– Skąd wiedziałeś, że właśnie na to miałam ochotę? – Słucham cię znacznie uważniej, niż ci się wydaje, Covey.– Peter obejmuje mnie ramieniem z uśmieszkiem zadowolenia i przez przypadek szturcha mnie w prawą pierś. – Au! Zażenowany wybucha śmiechem. – Ups.Przepraszam.Nic ci nie jest?