GDY BOGOWIE MILKNĄ
– Nazywam się Eurydyka Physisollo. Mój profesor zafascynowany poszukiwaniem tajemnicy o Bramie do Elyzium, niedawno zmarł. Pozostawił dla mnie zapiski w swoim dzienniku, abym ja odnalazła to miejsce... Całe życie poświęcił poszukiwaniom, zrozumieniu podążania duszy i jej wędrówek. Pochodził z Grecji, jak jego cała rodzina. Żył tym całe życie. Poszukiwał każdej informacji, symbolu, próbował zrozumieć starożytne języki...
– I w jakim celu, to wszystko? Po co mu było, za wszelką cenę odkrycie tej tajemnicy? – Przerwał jej, nachylając się w jej kierunku. Eurydyka otworzyła usta, nie wiedziała co ma z siebie wydusić. – Ale tak, to jest Ołtarz Persefony. Na blacie znajduje się klucz do Bram. – Wskazał palcem wiekową tajemnicę.
Zwróciła wzrok w kierunku symbolu Persefony. Bogini. Córka Demeter i Zeusa. Opiekunka dusz zmarłych. Żona Hadesa. Wierzyli w nią ofircy, rozprzestrzeniając kult po dolinach i krainach Morza Śródziemnego. Dusza istniejąca niezależnie od ciała, istnieje nadal, kiedy zamkniemy ziemskie oczy na zawsze. Dusza potrzebowała wyzwolenia poprzez śmierć. A kolejne wcielenia miały być karą, nauką, za to co zrobiliśmy źle jako ludzie. Każdy z nas, ma w sobie cząstkę boską, która ma szansę na oczyszczenie i dostąpienie Bramy. Pól Elizejskich. Kiedy każda dusza przejdzie wszelkie katharsis, ma nastąpić wszelka radość i harmonia. A tym wszystkim miała się opiekować ona – Persefona. Wiara w nią miała być kluczem.
Kobieta podeszła do ołtarza. Znów ujrzała symbol Persefony, wykonany z najszczerszego złota. Słońce otoczone przez węża. Dotknęła opuszkami palców artefaktu. Czuła emanującą od niego energię. Ciszę przerwał ciężki głos Therona:
– Po co pragniesz odkryć tajemnicę Duszy? – Eurydyka odwróciła się w jego kierunku. Poprawiła swój długi warkocz, a z torby wyjęła dziennik profesora.
– Profesor mówił...
– Pytam się ciebie, o twoje odczucia, cel. Nie profesora. – Wtrącił się jej w połowie. – Każdy człowiek ma swoje pragnienia i wolę. Nigdy czyjeś potrzeby nie są identyczne, jak kogoś.
Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Trzymając w dłoniach dziennik profesora po raz pierwszy poczuła, że zgubiła własny cel życia. Patrzyła się na zapisane stronnice. Odręczne rysunki profesora, który wyobrażał sobie we własnej imaginacji, jak może wyglądać Ołtarz Persefony, Klucz do Bramy. Próbowała spełnić czyjeś marzenie, czyjeś pragnienia, gubiąc w tym natłoku samą siebie. Zatraciła się w tym wszystkim, zapominając, czego ona pragnie. Co ona chciałaby odkryć jako naukowiec, archeolog. Czy ona pragnęła odkrywać mity, nadawać im życie na nowo.
– Nie wiem... – Cała ekscytacja z niej uszła, jak powietrze z balonika. Opadły jej ręce, a w jednej bezwładnie trzymała dziennik, który nadawał tempa jej życiu.
– To może czas odkryć własną siebie, nie uważasz? Każda dusza jest po coś. Każda dusza ma talent i każda dusza ma coś dać od siebie dla ogółu innych. Ku wyższej harmonii, ku wyższej jedności.
– W ten sposób nauczali ofircy, w VI wieku przed naszą erą! – Podniosła głowę, mając w głosie iskrę nadziei. Theron patrzył ze spokojem na kobietę, jak nauczyciel, który uczył młodą uczennicę, jak wygląda świat.
– Być może. – Podszedł do niej bliżej, wyciągając w jej stronę dłoń. – Chwyć mnie, pokażę ci coś. Nic ci się nie stanie. – Jego głos był spokojny, a jednocześnie kuszący. Co miała zobaczyć? Dostąpiła zaszczytu poznania prawdy? A co potem? Umrze? Pomimo wszystko, złapała go za dłoń i zamknęła oczy.
Poczuła, że wpada w ciemność, niczym w głęboki i szybki sen. Egipt. Jej ukochany, starożytny Egipt, zaraz po antycznej Grecji. Pojawili się w wielkim pałacu faraona. Od razu rozpoznała charakterystyczne symbole.
– Amenhotep IV, powszechniej znany jako Echnaton.
