- Sądził ksiądz, że sami się z tym uporacie? - powtórzyła po duchownym. - Nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Z tego, co zdążyłam się zorientować, Kościół rozwiązuje problemy poprzez zamiecenie ich pod dywan.
Wychylił się i otworzył schowek pod deską rozdzielczą. Do tej pory uspokajało go samo spojrzenie na leżący tam pistolet, teraz jednak czuł, że bardziej przyda się trzymana w bagażniku gaśnica. Nie miał złudzeń, że przyjdzie mu się zmierzyć z ogniem. Od ognia się zaczęło i na ogniu się skończy.
Spojrzał na zegarek. Powinien być już w drodze na spotkanie z ważnym klientem, ale wiedział, że musi z niego zrezygnować. Jego myśli nieustannie będą krążyć wokół nowego labiryntu i tego, co tym razem w nim ukryła. Bał się, nie chciał nawet myśleć, do czego zmierzała przez te wszystkie lata, lecz nie miał wyboru. Musiał podjąć grę.
- Sądził ksiądz, że sami się z tym uporacie? - powtórzyła po duchownym. - Nie bardzo wiem, jak to rozumieć. Z tego, co zdążyłam się zorientować, Kościół rozwiązuje problemy poprzez zamiecenie ich pod dywan.
Książka: Czterdzieści dusz