Podopieczna stwierdziła, że chce wracać do domu starców. Dowiedziałam się, że to już drugi, w którym była. W obu znalazła się na własne życzenie. Decyzję, że opuści i jeden i drugi ośrodek podjęła również samodzielnie. Przez chwilę przyglądałam się i słuchałam. Pierwszy dom starców był jednym z lepszych. Monika żartobliwie mówiła, że miał cztery gwiazdki. Przebywali w nim adwokaci, lekarze, dyrektorzy, prawnicy, artyści. Podopiecznej nie podobało się, że wszyscy już od rana chodzili tam ubrani w eleganckie ciuchy, z pełnym makijażem. To chyba były za wysokie progi na Marlen nogi. Natomiast w tym miejscu, z którego ją właśnie odebrałyśmy, ludzie byli dla niej za bardzo obleśni. Skarżyła się siostrzenicy, że nie może żyć w takich warunkach. Opowiadała, że mieszkańcy podczas posiłków parskają, kasłają, kaszlą, plują. Ktoś wyciągał protezę, ktoś inny zabrał jej widelec i go oblizał. Ona była za delikatna, by na to patrzeć. Faktycznie wyglądała super. Nie śliniła się, nie parskała i wydawało mi się, że mówi z sensem.
Nigdy nie rozumiałam, jak ludzie mogą być tak beztroskoobojętni na krzywdy wyrządzone tym, że idą za głosem serca
"Władza, jak wiesz, to przemijająca istota, a skrzydła jej zawsze do lotu rozwinięte".
Przerwał ją kolejny ptak, który zaćwierkał kilka razy i sfrunął na dół,przypuszczając atak na pobratymca i skutecznie egzekwując swoje prawa dostępu do wody.
Biedni nie chcą wyglądać na biednych, a bogaci nie chcą wyglądać nabogatych. Koniec końców nikt nie chce być sobą.