Pierwszym, co poczułam był smród. Intensywny ostry, kwaśny i organiczny odór, który wgryzał się w nozdrza jak przemysłowe chemikalia. Nie należał do tych dzikich wzgórz i nawet powiewy wiatru nie potrafiły go rozwiać.
Szał, który nas ogarnął, i głód, jaki czułam, to czysty żywioł. To było tak dobre, tak doskonałe i tak pierwotne.