Najnowsze cytaty Perły rzucone przed damy

Gdy dotarłam na miejsce, huczało mi w głowie, trochę od hałasu na autostradzie, trochę ze zmęczenia. Po części z pewnością ze stresu. Do tego nie mogłam znaleźć adresu podanego przez firmę. Zatrzymałam się przed jednym z budynków, podejrzewając, że jest tym właściwym. Jednak nie było widać numeru domu. Nie widziałam również wejścia. Dostrzegłam, jak za szybą drzwi tarasowych szczupła kobieta z długimi nogami macha energicznie rurą od odkurzacza. Nie mając pewności, czy jestem we właściwym miejscu, zadzwoniłam do koordynatora. Pan Waldemar oświadczył, że on też będzie za kilka minut, i poprosił, bym poczekała. Przyjechał furą, czymś w rodzaju dżipa. Z auta wyszedł postawny mężczyzna, nawet przystojny. Być może byłam jedynie zaślepiona przepychem. Widokiem auta, jego płaszcza, ciągnącego się za nim w nieskończoność, oraz zapachem luksusowych perfum unoszącym się w powietrzu. Jak sierotka stałam z walizeczką koło mojej „mikrusi”. Wykończona podróżą. Przepocona, zakurzona, z modlitwą na ustach o dobre zlecenie. Waldemar zamaszystym krokiem przeszedł się wzdłuż ulicy. Również miał wątpliwości, który to budynek. Trochę mnie to zdenerwowało i zapytałam zirytowana, czy jest tu pierwszy raz. Szybko odpowiedział, że nie, ale szczerze mówiąc, nie bardzo przypomina sobie, jak wyglądał budynek i którędy do niego wchodził. Podzieliłam się więc tym, co zaobserwowałam. Wskazałam na kobietę nadal walczącą z odkurzaczem, mówiąc, że wydaje mi się, że to ten dom. Nie widać jednak wejścia. Przed nami rozciągał się taras. Koordynator bez namysłu ruszył w stronę tarasu. „No fajnie”, pomyślałam. „Wbijam się na zlecenie tarasem”.

Pewnego dnia, biorąc prysznic, usłyszałam kroki podopiecznej, która po schodach zbliżała się do łazienki. W drzwiach, jak w większości domów osób z demencją, nie było kluczy. Mając przeczucie, że Marlen zbliża się do mnie, wyszłam z wanny i chwyciłam za klamkę. Chwilę później poczułam, jak starsza pani próbuje otworzyć drzwi. Powiedziałam, że jest zajęte. Seniorka nadal naciskała klamkę, i to ze zdwojoną siłą. Powtórzyłam drugi raz, trzeci. Nic nie pomagało. Marlen oznajmiła, że to jej łazienka i ona chce wejść. Stałam goluteńka i w pewnym momencie zaczęłam krzyczeć, że biorę prysznic. Ona dalej swoje, że chce wejść. Nie wiem, co by się stało, gdyby weszła. W tamtej chwili uważałam, że muszę bronić swojej prywatności, i zaczęłam się drzeć wniebogłosy. Nie krzyczałam już, że biorę prysznic. Miałam tak serdecznie dość, że wykrzyczałam z siebie całą złość, która we mnie tkwiła od momentu, gdy przyjechałam do tego domu. Całą złość, która zbierała się we mnie, gdy jako młoda, trzydziestosiedmioletnia kobieta leżałam na łóżku w pustym pokoju, nie mogąc nic zrobić ze swoim czasem. Krzyczałam z całych sił potężne, przeraźliwe „Aaaaaaaaaaaaaaa!”, nadal trzymając klamkę. Poczułam, że podopieczna przestała walczyć z drzwiami. Zasyczała ze złością, żebym przestała wrzeszczeć, bo sąsiedzi pomyślą, że mi coś robi, po czym uciekła na dół. Wróciłam pod prysznic. Gdy wychodziłam z łazienki, coś we mnie pękło. Przestało mi zależeć, by męczyć to nijakie, nudne zlecenie. Być może sama przeraziłam się moim wrzaskiem, lecz niczego nie żałowałam. Zeszłam do swojego pokoju. Gdy z niego wyszłam, w kuchni czekały na mnie podopieczna z siostrzenicą. Marlen rzuciła w moim kierunku coś w stylu: „Teraz to my ci pokażemy”.

Reklamy