Lidia z jego marzeń. Fragment książki „Zgodne małżeństwo"

Data: 2022-04-29 13:14:15 | Ten artykuł przeczytasz w 7 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Po dwudziestu latach małżeństwa Joanna i Jacek rozumieją się niemal bez słów. Bo i wielu słów nie potrzeba, gdy brakuje tematów do rozmów. Trochę brakuje też emocji w związku, ale kto by się tym przejmował, skoro pozornie wszystko gra.

Nadchodzi jednak moment, kiedy rutyna zaczyna doskwierać. Najpierw Jackowi, który zbliżając się do pięćdziesiątki, czuje na karku nieprzyjemny podmuch mijającego czasu. Czuje go tak mocno, że rozbudza się w nim głęboka chęć do zmiany. Bo czy nie byłoby przyjemnie rozpocząć nowe, lepsze życie? Nowe miejsce, nowa kobieta, nowe plany... Jacek, nakręcony marzeniami zaczyna działać. Na horyzoncie pojawia się potencjalna kochanka oraz plan jak zdobyć szybkie pieniądze, umożliwiające realizację upragnionego celu. Wprawiona w ruch machina zdaje się nie do powstrzymania. Do czasu, gdy Joanna zaczyna coś podejrzewać...

Obrazek w treści Lidia z jego marzeń. Fragment książki „Zgodne małżeństwo" [jpg]

W tej komedii nie odnajdziecie romantycznych uniesień. Zgodne małżeństwo to powieść ANTYromantyczna, w której małżonkowie odkrywają w sobie nieznane dotąd instynkty. Uprzejmie prosimy nie brać przykładu z bohaterów. Zapraszamy za to do lektury – i do obejrzenia premierowego spotkania autorskiego, podczas którego Aleksandra Tyl opowiedziała o swojej najnowszej książce:

W ubiegłym tygodniu w serwisie Granice.pl mogliście przeczytać premierowy fragment książki Zgodne małżeństwo. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Denerwowały go dzieciaki, które grały w piłkę na boisku przed blokiem. Krzyki i śmiech bywały nie do wytrzymania, gdy po powrocie z pracy wychodził na spacer z psem, marząc o chwili spokoju. Nie raz zwracał młodym uwagę, by tak nie hałasowali, ale ignorowali go, nie obrzuciwszy nawet spojrzeniem. Teraz też krzyknął w ich stronę. Wiedział, że nie odpowiedzą, ale krzyknął. Dał upust frustracji. Dziś jeszcze bardziej ich nienawidził, jeszcze bardziej go deprymowali. Te młode zwinne ciała, sprężyste ruchy, ogniste spojrzenia. A przede wszystkim beztroska. Tak, beztroska wkurwiała go najbardziej.

Kiedy miał siedemnaście lat, też taki był. Świat wtedy wydawał się lekki, stał otworem, obiecywał wszystko. Rodzice mówili, że wystarczy dobrze się uczyć, a potem ciężko pracować, by zdobyć szczyt. Nie wyjaśnili, jaki to miałby być szczyt, ale to było wtedy bez znaczenia. Jacek miał poczucie, że każdy szczyt jest do zdobycia. Też grał w piłkę, też szybko biegał, też lubił się śmiać. Nieźle się uczył, skończył nawet studia. Wtedy się wydawało, że ekonomia to dobry wybór. Nie był orłem, ale magistra zrobił w terminie, a wkrótce potem znalazł pracę. Całkiem niezłą, bo oprócz pensji dawali też prowizję za sprzedaż grzejników. Jacek szybko przeliczył, że jeśli się postara, będzie żył jak król. Potrzebował pieniędzy, bo ponętna Joasia, poznana na dyskotece, niespodziewanie, już podczas pierwszego zbliżenia, zaszła w ciążę i naciskała na ślub. Była śliczniutka, drobniutka i zapatrzona w niego jak w obrazek, dlatego długo się nie wahał i kupił obrączki. Ech, to były czasy! Wszystko szło jak po maśle. Rodzice i teściowie dorzucili się do eleganckiego mieszkania w nowym budownictwie (dali pieniądze na wpłatę własną przy kredycie), kupili również wózek i wyprawkę. Znalazły się też pieniądze na pierwszy samochód. Żyć nie umierać. Były też wielkie perspektywy, bo nowoczesne grzejniki, którymi handlował Jacek, robiły na rynku prawdziwą furorę. Kolorowe, energooszczędne, każdy chciał taki mieć. Jacek był zadowolony z wysokości comiesięcznego wynagrodzenia, szczególnie z prowizji, Joanna też. Zgodnie ustalili, że w tej sytuacji Joasia nie musi pracować, dzięki czemu będzie mogła poświęcić się wychowaniu jedynej córki. Czasem rozmawiali o drugim dziecku, ale Joanna czuła się tak zmęczona tym pierwszym, że temat szybko upadł. Zresztą Jackowi aż tak bardzo nie zależało. Podczas wyjazdów wakacyjnych to on zajmował się córką, by odciążyć żonę, i wtedy właśnie odkrywał, jaka to katorżnicza praca. Jeśli kolejne wakacje miałby poświęcać na uganianie się za kolejnym dzieckiem, nie dałby rady. Poza tym te cholerne wywiadówki. Joasia kazała mu na nie chodzić, tłumacząc, że ona nie ma głowy do nauczycieli. Z wykształcenia była prawie pedagogiem. Prawie, bo z powodu ciąży rzuciła studia, a potem nie chciało jej się wracać. Jacek wiedział, że niespełnione nauczycielskie ambicje nie pozwalają Joasi patrzeć na tych, którzy wykonywali ten zawód. Bywała w szkole tylko na przedstawieniach, w których występowała Kasia.

Kiedy to było? Kiedy zleciał ten czas? Kasia zdążyła dorosnąć, a nawet się wyprowadzić. A on i Joanna… jakby stanęli w miejscu. Przeleciało jak z bicza strzelił. Tygodnie, miesiące, lata. Z siedemnastolatka nie wiadomo kiedy stał się czterdziostodziewięcioletnim mężczyzną. Ile jeszcze zostało?

Otrząsnął się z zamyślenia, patrząc z niesmakiem na roześmianych, pełnych energii nastolatków.

– Kapsel! – krzyknął, kiedy pies niespodziewanie pociągnął smycz. – Kapsel, spokój!

Ale pies szarpał się, podekscytowany.

Jacek zaklął pod nosem, zauważywszy biegającą luzem suczkę. Była nieco mniejsza od Kapsla i wyglądała na nadmiernie zadbaną. Lśniąca długa sierść niemal odbijała promienie popołudniowego słońca, a między włosiem dało się zauważyć ozdobną, wysadzaną kryształkami obrożę.

– Kapsel, do nogi! – ponowił komendę Jacek. Wzbierała w nim wściekłość. Nie znosił wymuskanych suk biegających samopas. Zbyt często ich właścicielkami były wymuskane paniusie, które na widok Kapsla prawie omdlewały z obaw o swoje pupilki.

– Malinka! – Jacek usłyszał za sobą dźwięczny kobiecy głos. Domyślił się, że to jedna z tych wymuskanych. Poluzował trochę smycz, dzięki czemu Kapsel prawie dorwał elegancką Malinę.

– Ojej! Malinka! – Dało się słyszeć. – Chodź tu do mnie!

– Ojej, Malinka – przedrzeźnił cicho Jacek, naśladując cienki głos. Jeszcze bardziej poluzował smycz. Kapsel się wyrywał, a Malinka, merdając zadbanym ogonem, bezsprzecznie kokietowała, nie przejmując się nawoływaniem swojej pani.

– Bierz ją, Kapsel – wycedził Jacek szeptem. – Zeżryj sukę.

– Malinka! – Kobiecy głos stawał się coraz bardziej piskliwy.

I coraz głośniejszy. Opiekunka Malinki była już coraz bliżej.

Jacek wyprostował się, gotów do konfrontacji. Za chwilę usłyszy spazmy i lamenty, że Kapsel to taki groźny pies i bez kagańca, a tam taka mała suczka, delikatna i wrażliwa.

Wziął oddech, zamierzając jako pierwszy przystąpić do ataku. Naskoczyć na opiekunkę Malinki za brak smyczy, nieodpowiedzialność i w ogóle wszystko, co najgorsze.

I wtedy na nią spojrzał.

I zaniemówił.

To była Lidia. Ta Lidia z jego marzeń, z jego snów. Tulpa, którą każdego dnia starał się urzeczywistniać coraz bardziej.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Zgodne małżeństwo. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Zgodne małżeństwo
Aleksandra Tyl 9
Okładka książki - Zgodne małżeństwo

Po dwudziestu latach małżeństwa Joanna i Jacek rozumieją się niemal bez słów. Bo i wielu słów nie potrzeba, gdy brakuje tematów do rozmów. Trochę brakuje...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Upiór w moherze
Iwona Banach
Upiór w moherze
Jemiolec
Kajetan Szokalski
Jemiolec
Pożegnanie z ojczyzną
Renata Czarnecka ;
Pożegnanie z ojczyzną
Sprawa lorda Rosewortha
Małgorzata Starosta
Sprawa lorda Rosewortha
Szepty ciemności
Andrzej Pupin
Szepty ciemności
Gdzie słychać szepty
Kate Pearsall
Gdzie słychać szepty
Góralskie czary. Leksykon magii Podtatrza i Beskidów Zachodnich
Katarzyna Ceklarz; Urszula Janicka-Krzywda
Góralskie czary. Leksykon magii Podtatrza i Beskidów Zachodnich
Zróbmy sobie szkołę
Mikołaj Marcela
Zróbmy sobie szkołę
Księga zaklęć
Agnieszka Rautman-Szczepańska
Księga zaklęć
Pokaż wszystkie recenzje