Słyszał pan o sprawie Wampira? „Wampir z Zagłębia" Przemysława Semczuka

Data: 2021-03-12 10:24:44 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Sześć lat pościgu. Tysiące milicjantów, setki tropów i milion nagrody za wskazanie winnego. Wszystko na nic. Za zgodą Gierka na pomoc wezwano nawet amerykańskiego profilera pracującego dla FBI.

Milicja za wszelką cenę próbowała nie ponieść porażki. Sprawa bardzo szybko stała się polityczna, a gdy prawdziwy seryjny morderca zniknął we mgle, trzeba było znaleźć dublera. Reżimowi dziennikarze przekonali społeczeństwo, że Zdzisława Marchwickiego wytypował komputer. Ludzie uwierzyli, bo komputer przecież nowoczesna maszyna nie mogła się mylić.

Dopiero przeprowadzone po latach dziennikarskie śledztwo ujawnia misterną iluzję. Czy komputer istniał naprawdę? Czy skazany odpowiadał profilowi, który opracował amerykański biegły? Czy morderstwa ustały?

Obrazek w treści

Do lektury wstrząsającego reportażu o bezsilność jednostki wobec totalitarnego systemu zaprasza Wydawnictwo Świat Książki. O największej mistyfikacji w polskim wymiarze sprawiedliwości w swojej książce Wampir z Zagłębia opowiada Przemysław Semczuk. Ostatnio mogliście przeczytać pierwszy i drugi fragment reportażu, dziś odsłaniamy kolejną jego część:

Wampir zaatakował przynajmniej dwadzieścia razy. Czternaście kobiet poniosło śmierć, sześć doznało ciężkich obrażeń. Milicjanci podejrzewali, że ofiar mogło być więcej, bo na terenie samego tylko Śląska rocznie odnotowywano około trzydziestu zabójstw. Przez kilka lat zebrało się ponad dwadzieścia niewyjaśnionych przypadków. Zakładano, że i te kobiety mogły być ofiarami Wampira. To jednak trzeba było jeszcze udowodnić.

Sylwetkę Zdzisława Marchwickiego przedstawia dziennikarzom podpułkownik Jerzy Gruba, były szef Wydziału Operacyjnego do sprawy „Anna”. Z jego opisu wyłania się człowiek o dwóch twarzach. Na zewnątrz spokojny, pracowity i uczynny, w rzeczywistości awanturniczy, cyniczny i mściwy; złodziej i alkoholik. Według opinii psychiatrów psychopata charakterologiczny bez odchyleń w sferze poczytalności. Biegli z zakresu medycyny sądowej stwierdzili również, że Marchwicki jest zboczeńcem płciowym typu sadystycznego w formie szczytowej i że mógł popełniać inkryminowane mu zabójstwa, noszące wszelkie cechy morderstw z lubieżności.

Dziennikarze oglądają fotografie i filmy z miejsc zabójstw. Ukazują one okaleczone, obnażone ciała ofiar. Jest też film nakręcony w pobliżu katowickiego ośrodka Telewizji Polskiej. W marcu 1970 roku zginęła tam ostatnia z kobiet, doktor Jadwiga Kucia. Miała zostać zamordowana na zlecenie brata Zdzisława, Jana Marchwickiego. Pracowała razem z nim na Uniwersytecie Śląskim. Wiedziała, że jest homoseksualistą i łapówkarzem wykorzystującym stanowisko kierownika sekretariatu Wydziału Prawa do robienia interesów i molestowania seksualnego studentów. Józef Klimczak, kochanek Jana, ze szczegółami opowiedział w śledztwie o przygotowaniach, o tym, jak w dniu zabójstwa śledził ofiarę razem z braćmi Janem i Henrykiem Marchwickimi. Wreszcie o tym, jak wskazał ją Zdzisławowi, wykonawcy wyroku. Prokurator Józef Gurgul wyjaśnia, że osobami nagranymi podczas wizji lokalnej są właśnie Henryk Marchwicki oraz Józef Klimczak. Wśród zatrzymanych znalazła się także siostra Marchwickich, Halina Flak, oraz jej syn, Zdzisław Flak. Wszyscy znali mroczną tajemnicę Zdzisława Marchwickiego, pomagali mu w ukrywaniu dowodów i uczestniczyli w ostatnim zabójstwie. Gdy podpułkownik Gruba opowiada o Marchwickim, ani razu nie nazywa go podejrzanym. Co prawda, terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono, ale dowody są twarde: oto jest Wampir.

– Panie pułkowniku – pyta jeden z dziennikarzy – od wczoraj jestem w Katowicach i rozmawiałem z przypadkowymi osobami. Wie pan, co ludzie mówią? Że Wampir, ten prawdziwy, nie żyje. Że kilka dni po ostatnim morderstwie napisał list do milicji. A potem ponoć zabił żonę, dzieci i podpalił dom, gdzieś w Sosnowcu. Był taki przypadek?

– Podobne plotki przez lata utrudniały prowadzenie śledztwa. To bzdury – ucina Gruba.

– Wiadomo, ile kosztowała cała operacja? Liczono wydatki? – pyta inny dziennikarz.

– Wiadomo! – włącza się pułkownik Tadeusz Muniak z Komendy Głównej w Warszawie. – Ale nie liczyliśmy złotówek! Na drugiej szali leżało bowiem coś bezcennego. Życie ludzkie.

*

Nazajutrz w kilku śląskich dziennikach pojawiła się lakoniczna notatka prasowa informująca o tym, że dochodzenie w sprawie Wampira z Zagłębia dobiega końca. Że schwytanym mordercą jest Zdzisław Marchwicki, konwojent z kopalni „Siemianowice”. Tylko na łamach milicyjnego tygodnika „W Służbie Narodu” obszerniej przypomniano śledztwo i kobiety zaatakowane przez Wampira. Pokazano także fotografię narzędzia zbrodni – pejcza wykonanego ze stalowej liny obszytej skórą. To nim Wampir gruchotał czaszki swoich ofiar.

Ale ludzie nie przestali się bać. Kolejne kobiety padały ofiarą psychopaty. Wszyscy zadawali sobie pytanie: czy milicja złapała właściwego człowieka? A może wampirów było więcej?

Wyrok

Z początkiem lipca przystąpiłem do opracowywania koncepcji przygotowania się do sprawy i studiowania 141 tomów akt liczących przeszło 50 000 stron oraz setek dodatkowych dokumentów i dowodów rzeczowych, taśm magnetofonowych, filmowych, zdjęć, szkiców itp. Dokładna znajomość aktu oskarżenia (pierwszy tom – zarzuty i uzasadnienie, drugi tom – wykaz dowodów) miała dla mnie kapitalne znaczenie‹2›.

Lato 1974. W wyjątkowo upalne popołudnie sędzia Władysław Ochman został wezwany do gabinetu prezesa Sądu Wojewódzkiego w Katowicach. Przy szerokim stole siedzi kilku mężczyzn. Całe kierownictwo sądu oraz pierwszy sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR i komendant wojewódzkiej MO. Ochman podejrzewał, że takie grono zapowiada poważnego sprawcę i się nie mylił.

– Panie sędzio – prezes bez wstępu zwraca się do Ochmana. – Słyszał pan o sprawie Wampira?

– Jak chyba każdy w tym mieście – odpowiada sędzia. – Tą sprawą wszyscy się interesują.

– Naturalnie. – Prezes wstaje zza biurka i rusza wolnym krokiem wokół stołu. – Prokuratura właśnie przekazała nam akta. Podjęliśmy decyzję, że sprawę należy możliwie szybko rozpoznać, by choć częściowo rozładować napiętą atmosferę na terenie Zagłębia. Po naradzie doszliśmy do wniosku, że pan będzie odpowiednią osobą, by poprowadzić proces Zdzisława Marchwickiego.

– Ja!? Ależ panie prezesie, ta sprawa jest wyjątkowa. Nie wiem, czy nie należałoby poprosić o pomoc ministra sprawiedliwości. Może by oddelegowano do nas któregoś z sędziów z większym doświadczeniem, z Warszawy, z Sądu Najwyższego?

– Braliśmy to pod uwagę. Ale proces będzie wzbudzał ogromne zainteresowanie miejscowego społeczeństwa. Uznaliśmy, że lepiej będzie, jeśli poprowadzi go ktoś znany tu, na miejscu, wzbudzający zaufanie.

Ochman przez chwilę zastanawia się, co odpowiedzieć. Zwykle to on wygłasza sentencje wyroków. Teraz się czuje, jakby to jemu odczytywano wyrok. Spogląda na uśmiechniętego komendanta.

– Panie sędzio, jestem przekonany, że możemy liczyć na pana w tak trudnej sprawie.

Mężczyzna gorączkowo szuka możliwości, by jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Ma ostatnią szansę.

– Panie prezesie, jest tylko taki kłopot, że kończę w tej chwili dużą sprawę gospodarczą o nadużycia w handlu mięsem. Pan rozumie, trzydziestu oskarżonych. Dwa tak duże procesy jednocześnie?

– Tak, pamiętam. Afera sosnowiecka. No cóż, czytałem akta, wszystko jest jasne, trzeba szybko zakończyć tamten proces. Wyrok nie będzie już budził takiego zainteresowania jak ten warszawskich mięsiarzy sprzed ośmiu lat. Najwyżej będziemy się zastanawiać w apelacji, co z tym zrobić. A pozostałe sprawy przekaże pan kolegom. Nie są aż tak ważne. – Prezes podchodzi do biurka i podnosi dwa tomy akt w płóciennych oprawach. Ochman jest zaskoczony. Nigdy przedtem nie widział tak starannie przygotowanej dokumentacji. – Na początek mam dla pana akt oskarżenia. Reszta akt czeka. Musiałem znaleźć dla nich osobny pokój. Sto czterdzieści tomów. To jak dotąd najobszerniejsza dokumentacja w powojennym sądownictwie. Przejdzie pan do historii. Gratuluję!

Książkę Wampir z Zagłębia kupić można poniżej:

REKLAMA

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Wampir z Zagłębia
Przemysław Semczuk0
Okładka książki - Wampir z Zagłębia

"Bezlitośnie, rzetelnie, z chirurgiczną precyzją. Dziennikarska sekcja zwłok najsłynniejszego przestępcy PRL-u. Bez tej książki nic nie wiecie o sprawie...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Reklamy