Na życzenie holenderskiego gościa następną butlą, jaką panowie zamówili, był cydr. Dla Holendra ten jabłkowy napój alkoholowy był spora ciekawostką, dla Alberta zwykła oranżadą, a do Artura znowu wróciły wspomnienia. Uśmiechnął się sam do siebie, bo z jabłek zbieranych na działkach to cydr robił z kolegami już dwadzieścia lat temu. Tylko jeszcze nie wiedzieli wtedy, że tak się to nazywa.
Na życzenie holenderskiego gościa następną butlą, jaką panowie zamówili, był cydr. Dla Holendra ten jabłkowy napój alkoholowy był spora ciekawostką, dla Alberta zwykła oranżadą, a do Artura znowu wróciły wspomnienia. Uśmiechnął się sam do siebie, bo z jabłek zbieranych na działkach to cydr robił z kolegami już dwadzieścia lat temu. Tylko jeszcze nie wiedzieli wtedy, że tak się to nazywa.
Książka: Wychowany na Marymoncie