I patrzyła w to niebo ciemne, gęste, jakby lepkie. Zastanawiała się, czy ciemność wypełnia niebo, czy to niebo jest ciemnością. A jeśli jest ciemnością, to czy w tej ciemności znalazło się miejsce dla Boga? I jeśli Bóg jest światłem, to czy ono nie jest za słabe, żeby rozjaśnić tę ciemność?
Bo widziała w tej ciemności tylko pojedyncze punkty rozrzucone bez ładu, jak kamienie po plaży. I myślała, że skoro tam, na górze, nie ma porządku, to może tu, na dole, też go sobie tylko wyobrażamy?
I patrzyła w to niebo ciemne, gęste, jakby lepkie. Zastanawiała się, czy ciemność wypełnia niebo, czy to niebo jest ciemnością. A jeśli jest ciemnością, to czy w tej ciemności znalazło się miejsce dla Boga? I jeśli Bóg jest światłem, to czy ono nie jest za słabe, żeby rozjaśnić tę ciemność? Bo widziała w tej ciemności tylko pojedyncze punkty rozrzucone bez ładu, jak kamienie po plaży. I myślała, że skoro tam, na górze, nie ma porządku, to może tu, na dole, też go sobie tylko wyobrażamy?
Książka: Luneta z rybiej głowy
Tagi: bóg