"Każdy związek był obciążony stratą, każde przywiązanie możliwością zdrady. Nie można było uniknąć tej przewrotnej łamigłówki, przed nią nie było ucieczki i nic nie pomoże narzekanie na nią. Miłość była obowiązkiem, a obowiązek był miłością."
Spojrzała na mnie zielonymi oczami, a ja poczułem się tak, jakbym dostał z piąchyw splot słoneczny.
– Słyszałaś, co powiedziałam? Przepraszam! Nie chciałam cię uderzyć.– Nie musisz mnie przepraszać. Dobrze zrobiłaś.– Nie mów tak. Czemu się ubierasz?– Nie, naprawdę. To twoje życie.
– Gioia, gdzie ty wychodzisz?– Żyć swoim.
Uważam, że Bóg w ogóle do niczego nie stara się nas zmusić. Dopuszcza do tych wszystkich złych rzeczy, ponieważ nas nie kontroluje. Pozwala, byśmy żyli własnym życiem, a nasze działania mają zarówno dobre, jak i złe konsekwencje.