Wóz jechał ciepłą lipcową nocą. Pachniały nieśmiało oddychające liście. Kwiaty, gdzieś kwitły lipy, cienie, zasypane gwiazdami jaśminowe niebo, samolot z czerwonymi i zielonymi światłami, jak niebezpieczny żuk wśród świętojańskich robaczków. Bezbarwna ulica, brzęcząca pustka,...
Na ulicy panował taki spokój, jakby wszyscy mieszkańcy zginęli wskutek ataku zombi. Nagore uwielbiała niedzielne poranki z sobotnim kacem.
Nie przyszło im do głowy, że puste ulice będą straszniejsze od tych zatłoczonych.
Książka: Seria z Bernardem Grossem (#5). Skrzep
Tagi: świadomość, łatka, matka mordercy, wytykać palcami, ulica, zawsze winna, matka, matka potwora