Dziedziczka jeziora

Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2020-02-12
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 978-83-66173-35-4
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: The Mere Wife
Język oryginału: Angielski
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska

Ocena: 3.29 (7 głosów)

Maria Dahvana Headley, autorka bestsellerowych powieści, przenosi klasyczną historię Beowulfa we współczesne realia. W scenerii amerykańskiego miasteczka dwie matki – gospodyni domowa i zaprawiona w bojach weteranka – starają się chronić tych, których kochają.


Herot Hall to bogate miasteczko z pięknymi rezydencjami. Domostwa pooddzielane są od siebie równymi drewnianymi ogrodzeniami, a mieszkająca tam społeczność jest całkowicie samowystarczalna. W każdym domu jest kominek, każdy kominek jest wyposażony w pojemnik z gazem, a na zewnątrz – na trawnikach i placach zabaw – rosną równe rzędy polnych kwiatów. Jednak tym, którzy mieszkają na przedmieściach, Herot Hall wydaje się fortecą strzeżoną przez gęstą sieć bram, kamer i fotokomórek.


Życie Willi, żony Rogera Herota (dziedzica Herot Hall), płynie spokojnie i niespiesznie. Jej dni wypełnione są opieką nad synem Dylanem, spotkaniami matek, zajęciami dla dzieci, przyjęciami urodzinowymi i podwieczorkami. Tymczasem w jaskini poza granicami Herot Hall mieszka Dana, weteranka wojenna, i jej syn Gren (zdrobnienie od Grendel). Dana nie chciała Grena, nie planowała Grena, urodziła go jakby przez przypadek, nie wie nawet, kiedy zaszła w ciążę… Gdy wróciła z wojny, on po prostu już był.


Pewnego dnia Gren, nieświadom, że Herot Hall postawiło wszystkie płoty i systemy monitoringu, by się odgrodzić właśnie od niego, ucieka z Dylanem. Tego dnia światy Dany i Willi się ze sobą zderzają.

Tagi: dziedziczka jeziora

Kup książkę Dziedziczka jeziora

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Dziedziczka jeziora

Avatar użytkownika - pola84
pola84
Przeczytane:2020-04-21,

Książkę "Dziedziczka jeziora" Marii Dahvany Headley pobrałam z czytampierwszy. Staram się nie czytać opisów książek, więc gdy spojrzałam na gatunek i okazała się ona fantastyką wzięłam ją praktycznie w ciemno. Dopiero teraz wiem, że powieść jest współczesną wersją "Beowulfa" o którym słyszałam, ale nie znam.
Dana, weteranka wojenna, która uciekła z niewoli, będąc w ciąży i nie pamiętając tego faktu jak to się stało ukrywa się w jaskini pod górą, która jest związana z historią jej przodków i rodzi w niej syna, Grena. Tymczasem u stóp góry powstaje osiedle, gdzie Willa wychowuje swojego syna Dylana. Chłopcy z czasem zaprzyjaźniają się, ale niestety wynikają z tego same kłopoty.
Niestety to dla mnie jedna najgorszych książek dotychczas przeczytanych w tym roku. Jest napisana tak chaotycznie, że dotąd się zastanawiam co w niej było prawdą. Każdy rozdział był pokazany z punktu widzenia kogoś innego. Nawet z perspektywy psów tropiących lub przyrody w jaskini. Zwidy głównych bohaterów przeplatały się z rzeczywistością. Lubię sięgnąć po literaturę współczesną lub klasyczną, ale chce wiedzieć o czym czytam i rozumieć przesłanie książki. Pozycja ta ma bardzo dobre oceny jednak zdecydowanie nie była dla mnie. Jeśli tak ma wyglądać ambitna literatura to ja podziękuję.

Link do opinii
Avatar użytkownika - ilona001
ilona001
Przeczytane:2020-04-21, Ocena: 3, Przeczytałem,
"Dziedziczka Jeziora" jako współczesna historia Beowulfa - czy to się mogło udać? Co ma wspólnego pradawna legenda o mężczyźnie ratującym ludzi przed potworem i stającym się dzięki temu królem? Wydaje mi się, że legenda odnosi się do życia weteranki wojennej Dany, która za wszelką cenę stara się chronić swojego syna. Lektura jak dla mnie dość trudna w odbiorze. Nieoczywisty język, fabuła i nietypowi bohaterowie nadają tej powieści pewnej odmienności. Niestety żaden z bohaterów nie wzbudził mojej sympatii, często podejmowane przez nich decyzje były dla mnie niezrozumiałe, nieuzasadnione. Ciągła zmiana narracji nieco utrudniała lekturę. To dość trudna w odbiorze lektura, z każdej strony uderza we mnie niesamowicie depresyjny nastrój, który jest obecny, aż do samego końca. Powieść mocno przygnębiająca, dziwna o mrocznym, tajemniczym klimacie.
Link do opinii

Herot Hall pozornie wydaje się być wspaniałym miasteczkiem bez problemów, które zamieszkują jedynie idealni ludzie. Pozory jednak bywają bardzo zwodnicze, ponieważ pod powierzchnią tych idealnych ludzi kryją się prawdziwe potwory i ogromne sekrety, a gdy ujrzą światło dzienne zmienią bieg historii całego tego miejsca.

Dana, która jest weteranką wojenną musi ukrywać się wraz ze swoim synem odkąd tylko udało jej się uciec w czasie wojny. W pozornie idealnym miasteczku ta kobieta wychowuje swoje dziecko w jaskini na szczycie góry i nie może dać synowi tego, czego on potrzebuje. Jednak Gren zaczyna dorastać i interesować się  światem poza jaskinią. Co się stanie, kiedy ten do tej pory skrywany chłopiec ukaże się innemu dziecku z idealnego miasteczka?

***

Wciągająca już od pierwszych stron. Minęło trochę czasu odkąd czytałam z tak zapartym tchem całą książkę od początku do końca. Dla mnie nawet jedna strona nie była nudna czy męcząca. Po tej historii wiem już, że chcę więcej i więcej i koniecznie muszę poznać inne dzieła autorki.

Podoba mi się sposób, w jaki kreuje swoje postaci. Nie ma w tej książce tylko czerni i bieli, ale jest wiele odcieni szarości. Każdy z bohaterów ma zarówno dobre, jak i złe cechy, więc nie da się ich ocenić jedynie negatywnie czy pozytywnie. Wszystkie działania i decyzje, jakie podjęli miały głęboki dla nich sens, przez co nie da się ich od razu skrytykować czy pochwalić. W ten sposób autorka zmusza nas do zastanowienia się nad motywami działania postaci.

Dana – jedna z głównych bohaterek wzbudza litość i smutek w czytelniku, ale poza tymi uczuciami momentami byłam na nią wściekła, że nie dała szansy swemu dziecku zaznać innego życia, nie spróbowała nawet pozwolić mu poznawać innych ludzi, przez co wszystko zakończyło się w określony sposób. Natomiast Willa – kolejna główna bohaterka, w ogóle nie interesowała się swym synem, jeżeli tylko nie wchodził jej na głowę. W ten sposób sprawy przybrały najgorszy możliwy obrót.

Książka wywołuje wiele emocji, od nadziei, poprzez szczęście strach i niedowierzanie, jednak nie zamieniłabym żadnego z nich, bo dzięki temu możemy w pełni odczuwać całą historię. Ponadto autorka ukazuje mroczną stronę ludzkiej natury i skłania nas do przemyśleń.

 Ostatecznie wraz z autorką możemy uzyskać tylko jeden wniosek – w każdym z nas tkwi potwór, a nasz los zależy jedynie od tego, jak głęboko jesteśmy w stanie go ukryć…

Link do opinii
Avatar użytkownika - Ew
Ew
Przeczytane:2020-03-20, Ocena: 3, Przeczytałem, Mam,

Słuchaj! Beowulf był odważnym mężczyzną, który po przybyciu do kraju Danów stoczył walkę z potworem, Grendelem, w podwodnej kryjówce pod nawiedzonym jeziorem i go zabił. Król wraz z poddanymi na część Beowulfa wyprawił przyjęcie, na którym nagle zjawiła się wściekła matka potwora, zamierzająca pomścić syna. Ona również zginęła z ręki mężnego Beowulfa. 


Zapytacie, dlaczego wspominam historię staroangielskiego eposu? Ponieważ Dziedziczka jeziora Marii Dahvany Headley jest jej współczesną reinterpretacją. 


Na początku poznajemy Danę Mills, kobietę żołnierza, która jadąc na misję z oddziałem, zostaje zaatakowana, a później pojmana przez wroga i zmuszona do nagrania specjalnego filmu skierowanego do władz Ameryki. Następne wydarzenia spowite są tajemnicą, aż znów wracamy do Dany, do momentu przebudzenia w dziurze zakopanej pustynnym piaskiem w szóstym miesiącu ciąży. Przerażona ucieka do jedynego w jej mniemaniu bezpiecznego miejsca - wraca do domu. Problem polega na tym, że po wojnie jej domu już nie ma. Na jego terenie powstało bogate osiedle Herot Hall, z nowoczesną architekturą, na pozór spokojne, choć z siecią kamer, fotokomórek, a zewsząd otoczone potężnym murem. Zewsząd poza jednym miejscem, poza graniczącą wielką górą. A Dana pamiętała, że kiedyś stacjonowała tam kolejka podmiejska. To tam, w górskiej jaskini, Dana rodzi dziecko - chociaż czy dzieckiem można nazwać noworodka z sierścią, pazurami i złotymi oczami?


Oprócz Dany Mills poznajemy również Willę Herot. Kobietę, mogłoby się wydawać, spełnioną, z perfekcyjnym mężem, z perfekcyjnym dzieckiem i perfekcyjnym domem. 


Parę lat później chłopiec z wnętrza góry (Gren) stał się rozbrykanym malcem, wychodzącym poza jaskinię mimo zakazów matki. Chłopiec z Herot, Dylan, też nie należał do grzecznych (krzyczał i drapał rodziców, gdy mu czegoś nie dali), lecz chcąc czy nie, obaj wreszcie się spotkali. Słuchaj, to nie wszystko. Gren i Dylan zostali najlepszymi przyjaciółmi, bo przecież dzieci nie potrafią patrzeć na świat jak dorośli, przez pryzmat wyglądu czy pochodzenia. 


A to dopiero początek opowieści.


Powiem tak: Dziedziczka jeziora jest zagmatwaną, wielowątkową, niełatwą powieścią. Czytanie wymaga skupienia, szczególnie że autorka często przeskakiwała z narracjami. Raz widzimy świat z perspektywy Dany, raz Willi, potem nagle jesteśmy matkami Herot (kobietami po 70-tce), a kiedy indziej myślimy jak jaskinia albo psy. Zabieg ten z pewnością urozmaica lekturę, ale mnie osobiście nieco irytował. Trochę też mierziła mnie poetyckość Dziedziczki - wolę bezpośrednio opowiedzianą historię bez zbędnych epitetów, metafor i miliona wierszowanych porównań. 


Książka mniej-więcej do połowy mocno mnie wciągnęła. Podobały mi się dziecięce problemy Grena i Dylana: żaden nie rozumiał, dlaczego nie może się bawić z przyjacielem. To było na swój sposób urocze. Potem było gorzej, czytałam trochę na siłę, a gdy dobrnęłam do zwieńczenia Dziedziczki, pogubiłam się. Akcja toczyła się szybko, niespójnie, a chwilami nie wiedziałam, co kto zrobił, dlaczego i jak. Dopiero na samym końcu się trochę przejaśniło. 


Autorka za to świetnie wykreowała kobiece postacie. Przez Willę, Danę, a zwłaszcza matki Herot przemawiał feminizm, momentami zbyt abstrakcyjny - kobiety rządzą mężczyznami, a co za tym idzie i światem. Irytowało mnie podejście do życia Willi, niby kobiety wyzwolonej, chociaż tak naprawdę popychanej przez matkę, męża czy sąsiadów.


Ogólnie Dziedziczka jeziora nie jest złą powieścią. Osobiście wolę historie pisane bez zbędnego kluczenia pomiędzy wątkami, a już szczególnie bez poetyzmu. Nie znam się na poezji, dlatego tutaj tak mi ona ciążyła. Jeśli chodzi o reinterpretację mitów, istnieje wiele dużo lepszych wykonań, którym Dziedziczka jeziora nie dorasta nawet do pięt.


Czy polecam? Jeżeli interesujecie się Beowulfem, myślę, że książka się spodoba, a jeśli nie - raczej odpuście.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Phoenix
Phoenix
Przeczytane:2020-04-17, Ocena: 3, Przeczytałem, 52 książki 2020,

Uwaga! Jest to recenzja z perspektywy osoby, która nie czytała „Beowulfa”!
Ponieważ właśnie „Dziedziczka Jeziora” jest retellingiem poematu „Beowulf” nieznanego autora. Książka Marii Dahvany Headley opowiada o historii Grena, czyli naszego Beowulfa (najprawdopodobniej), tak mogłoby się zdawać czytając pierwsze kilka rozdziałów tej pozycji. Autorka w swojej powieści główną uwagę kieruje na matki. Dana Mills to weteranka, która podczas wojny nieoczekiwanie zaszła w ciąże. Nie ma pojęcia kiedy. Nie ma pojęcia z kim. Uciekając ze szpitala widzi kobietę bez nóg, ze świecą w klatce piersiowej, ona towarzyszy jej przez całą opowieść. Dana nazywa zjawę Świętą. Gren rodzi się w górskiej jaskini niedaleko Herot Hall, gdzie dzieje się akcja oczami perfekcyjnej rodziny z perfekcyjnym rodowodem i perfekcyjnym domem. W sumie nie dziwię się, że gospodyni ma już po dziurki w nosie tej perfekcji. Życie w górskiej jaskini i życie na bogatym osiedlu z widokiem na górę zaczyna się walić, kiedy syn Dany Mills spotyka się z synem Willi Herot.
Jak dla osoby, która nie znała wcześniej historii Beowulfa, ta książka była dobra. Co prawda na początku zastanawiałam się, co się tutaj dzieje i czy główna bohaterka nie ma przypadkiem świra, po czym niemiłosiernie dłużyła mi się cała ta historia, ale jakieś ostatnie sto stron było naprawdę ciekawe! Problem w tym, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Czego? Historii przepełnionej magią. A dostałam opowieść o matkach i ich synach. Przyznaję, zawiodłam się. Jednak nie oznacza to, że będzie to jedna z gorszych książek przeczytanych w tym roku.
Polecam przed sięgnięciem po tę pozycję, zapoznać się z filmem Mai K. o tej książce. Wiele można się dowiedzieć o tej historii. Żałuję, że obejrzałam go dopiero po przeczytaniu książki. 

Link do opinii

Skończyłam czytać "Dziedziczkę jeziora" i tak serio, to nie ogarniam o czym jest ta powieść. Bardzo specyficzna, momentami chaotyczna i mocno przygnębiająca. Nie jest to zła książka, ale nie trafi do wszytkich czytelników. Do mnie nie trafiła i zostawiła mnie z takim uczuciem, nie wiem, zawiedzenia? Tak, to chyba dobre słowo, bo chociaż nie miałam żadnych oczekiwań, to na pewno nie spodziewałam się takiego zagmatwania i mętnej historii. Nawet nie jestem w stanie jej ocenić, a czy warto ją czytać trzeba zadecydować samemu.

Link do opinii
Avatar użytkownika - niepoprawnaroman
niepoprawnaroman
Przeczytane:2020-04-02, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2020,

Dziedziczka jeziora to kolejna powieść autorki bestsellerowej Magoni. Tym razem Headley zainspirowała się staroangielską historią, epickim poematem nieznanego autorstwa. Chodzi mi dokładnie o Beowulfa, który pokonał potwora i jego matkę, a dzięki heroicznym czynom mógł zasiąść na tronie i rządzić swoją krainą. Jednak pewien chłop obudził smoka, który niszczył wszystko, co stanęło na jego drodze. Tytułowy bohater pokonał potwora, ale zmarł z powodu ran, jakie poniósł w walce.

 

Bohater, potwór, śmierć, pogrzeb. Wszystko proste i logiczne, klasyczna pieść opiewająca bohatera. Jednak w Dziedziczce jeziora nic nie jest jednoznaczne. Jest to historia wielowarstwowa, zagmatwana, momentami dziwna i niesamowicie specyficzna. Przed przystąpieniem do lektury warto poczytać o Beowulfie, bo to trochę rozjaśnia w głowie. Autorka inspirowała się poematem co widać, jednak jej książka ma w sobie coś więcej.


Dwie matki. Willa, która ma bogatego męża, właściciela wielkiego, prywatnego miasteczka Hertot Hall, położnego u szczytu góry. Kobieta idealna, która opiekuje się synem Dylanem. Ma wszystko, czego zapragnie. Druga z nich to Dana, weteranka wojenna, której egzekucje oglądały miliony ludzi. Jednak ona przeżyła i urodziła syna, Grena, którego nie planowała, z którym mieszkają na starej stacji kolejowej, ukrytej w górze przed całym światem. Obserwują życie w Hertot Hall. Dwie różne kobiety, żyjące w innych świata. Obie pragnące uchronić synów przed światem i niebezpieczeństwem; każda na swój sposób. Gdy jednak Dylan ucieka ze strzeżonej fortecy, jakim jest Hertot Hall, a towarzyszy mu Gren, życie obu kobiet splata się ze sobą już na zawsze.

 

 


Mam problem z oceną tej książki i chyba jeszcze nigdy nie czytałam powieści, którą tak trudno wtłoczyć w ramy konwencjonalnej skali ocen. Chociaż autorka inspirowała się wspomnianym wyżej poematem i umieściła go we współczesności, to bardziej niż na akcji, skupia się na bohaterach. Narracja przeskakuje  pierwszej osoby na trzecią i nigdy nie wiadomo, jaki sposób wybrała autorka akurat w tym rozdziale, aby zajrzeć do umysłów bohaterek. Jeszcze w innych wypowiadają się matki, które tak naprawdę dbają o „dobre imię” wszystkich w Hertot Hall oraz duchy, pradawne istoty, które od lat mieszkają w górze. Pojawia się także funkcjonariusz Wolf, który jest tym rycerzem, ale podczas lektury miałam wrażenie, że schodzi on na dalszy plan – napędza historię, nadaje jej bieg, ale to nie na nim skupia się cała uwaga czytelnika. Czy autorka charakteryzuje dokładnie bohaterki? Nie są one idealne, wręcz przeciwnie, mają ogrom wad, ale Healdey nie podaje wszystkiego na tacy. Aby dowiedzieć się, jakie Willa i Dana są naprawdę


Dziedziczka jeziora nie jest to typowa fantastyka, raczej dramat wymieszany z realizmem magicznym. Lektura wymaga skupienia i zaangażowania. Czasami wprawia w zdumienie, czasami obrzydza lub wywołuje łzy. Autorka prezentuje nam całą gamę emocji, jednak to te negatywne wypływają na pierwszy plan. Czytając, ma się uczucie odrealnienia, a Headley pokazuje nam świat innymi oczami. To tak, jakbyśmy obserwowali coś dziwnego, ale mogli sięgnąć głębiej, dalej, aby odnaleźć sens. Nie da się tej książki jednoznacznie ocenić: dobra/zła/średnia. To opowieść wielowarstwowa, naszpikowana emocjami i uczuciami bohaterów; to opowieść o miłości matki do dziecka, o zapomnieniu o własnym ja, ale także to historia o pieniądzach i braku umiaru we władzy i sławie. To książka o kontroli, o sensie życia. Dziedziczka jeziora nie jest powieścią łatwą, w którą wpada się jak śliwka w kompot. Wymaga ona czasu i zaangażowania. Nie spodoba się wszystkim – wielu osobom wyda się nudna i nieciekawa, ale ich też rozumiem. Niemniej, jeżeli szukacie niekonwencjonalnych książek, to ta autorstwa Mari Dahvany Headley powinna wam przypaść do gustu.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - arcytwory
arcytwory
Przeczytane:2020-03-04, Przeczytałam, Mam, Przeczytane przez M.,

Słuchaj – Herot Hall to miasteczko, gdzie życie toczy się spokojnie. Sielsko, nie to co w mieście. Jedną z mieszkanek jest Willa, żona dziedzica Herot Hall. Jej całe życie ogranicza się do opieki nad synem Dylanem i braniu udziału w spotkaniach matek. Nie wie, że w jaskini pod miastem żyje Dana wraz z synem Grenem. Dana nie planowała Grena. Nie wie nawet, kiedy zaszła w ciąże. Gdy wróciła z wojny to on już był. Obie kobiety jeszcze nie wiedzą, że niedługo ich drogi się skrzyżyją. A więc ta książka była... nietypowa? Na pewno. Dziwna? To też. Specyficzna? To również. Nie dla mnie? O tak. A czy zła? Po trochu też. Co sprawiło, ze tak było? Trochę tych rzeczy się nabierało. Jednym z głównych powodów był sposób prowadzenia narracji. Nie mam nic przeciwko zmianom osoby, której oczami obserwujemy wydarzenia. Jednak w tej książce nie dość, że zmiany następowały co rozdział, to jeszcze występowało za dużo typów narratorów. Był pierwszoosobowy, był trzecioosobowy, a także znowu pierwszoosobowy, ale w liczbie mnogiej. I w tej liczbie mnogiej był z perspektywy matek albo przyrody. Bo czemu nie. Musisz tam być, by zrozumieć, co tam się działo. Miałam właśnie takie wrażenie, że bez osobistego udziału w wydarzeniach nie masz szans zrozumieć tego, co tam się stało. A to dlatego, że sposób relacjonowania zdarzeń był całkowicie pokręcony. Niby wszystko działo się chronologicznie. Niby wszystko wynikało z ciągu przyczynowo-skutkowego. Jednak mimo to w powieści panował chaos, którego ja nie byłam w stanie ogarnąć. Do tego momentami nie mogłam zrozumieć zachowania bohaterów (ale o tym później). Słuchajcie wszyscy – to miała być współczesna reinterpretacja Beowulfa. Samego utworu przedtem nie znałam, więc cieszyłam się, że będę miała okazję go poznać. No i poznałam, bo przez ten chaos (patrz akapit wyżej) musiałam na moment przerwać lekturę i przeczytać sobie, o co w tym Beowulfie chodzi. Jednak po powrocie do książki wciąż nie wiedziałam, o co chodzi. Powiedz, czy Tobie też się zdarza czytać dalej mimo tego, że to kompletnie nie twoja bajka? Ja właśnie to zrobiłam z tą książką. Bo mimo to, że „Dziedziczka jeziora” była całkowicie nie w moim guście, to miała w sobie coś, co trzymało mnie dalej przy czytaniu. Jest to chyba to, że mimo swoich wad wciągała. Siostra może potwierdzić, że nie mogłam się oderwać od czytania. Zastanawiało mnie, co dziwnego teraz autorka wymyśli. Jakieś przykłady dziwadeł? Patrz, Dana uznaje, że musi schować swojego syna w jaskini. Patrz, teraz Dana wyciąga całkiem dobry miecz z wody. Patrz, Dylan uznaje za swoją matkę Danę, którą widział chyba tylko raz. Patrz, chłopacy widzieli się ostatni raz kilka lat temu, a od razu się poznają. Czy to było jakoś wytłumaczone? Minimalnie, ale nie wystarczająco, by nie wyszło dziwnie i momentami absurdalnie. Ale to w końcu fantasy. Ach, jednak nie do końca fantasy. Bo fantastycznego w książce prawie nic nie ma (oprócz przykładów cudów z góry). Przez to książka traci. Byłaby o wiele bardziej przeze mnie zrozumiana, jakby jej gatunek był doprecyzowany. Bo tak to nie można brać jej na serio, ale na całkowicie niepoważnie też nie. No szkoda. Oto przechodzimy do tego, o czym miałam jeszcze wspomnieć, czyli bohaterów. Nie byli oni ani dobrze skonstruowani, ani źle. Dostajemy dużo informacji o Danie i Willi. Poznajemy ich najgłębsze, najmroczniejsze zakątki duszy. Jednak nie poznajemy za dobrze motywów, jakie nimi sterują. Przez to nie mogłam do końca zrozumieć ich niektórych zachowań. Wydawały mi się absurdalne i po prostu głupie. Tak więc został nam do omówienia tylko styl pisania autorki. Muszę przyznać, że całkiem przypadł mi on do gustu. Wprowadzał cudowny, ciężki, tajemniczy klimat. To między innymi on sprawił, że doczytałam książkę do końca. Jednak mam parę zastrzeżeń. Skakanie między narratorami wprowadzało niepotrzebny chaos. Dodatkowo ilość autorka mogła napisać w każdym rozdziale o te parę zdań więcej, by się nie pogubić w już i tak wielowątkowej fabule. Grubość książki by na tym znacząco nie ucierpiała, a ilość odbiorców, do których by trafiła, znacząco by wzrosła. Głosimy więc, że ta książka jest po prostu dziwna i zła, ale wciągająca. Teraz nie zostało już nic innego, jak odradzić Wam po sięgnięcie po tę powieść. Ilość minusów jednak jest zbyt duża, bym mogła ją Wam polecić. Mnie kompletnie ona nie kupiła. Znam wiele innych reinterpretacji, które są lepsze od tej powieści.

Link do opinii

Dawno nie czytałam książki, którą chciałabym tak szybko odłożyć. Jednak przeczytałam Dziedziczkę Jeziora do końca, mimo że chciałam, aby jak najszybciej się skończyła i to nie z powodu tego, że była tak bardzo słaba... Tylko z powodu jej nostalgicznego, nieoczywistego i niepokojącego nastroju.

 

Przez całą historię towarzyszy mi ciężki i duszny klimat porównywalny do powietrza przed burzą, które daje wytchnienie dopiero wtedy, kiedy to wszystko się skończy. I tak się dzieje, kończę czytać, zamykam książkę i oddycham z ulgą, że to już koniec. Nie będę udawać, że książka mi się podobała, bo tak wypada, bo jest dobrze napisana. Zmęczyła mnie, ale też zrobiła piorunujące wrażenie. Depresyjny nastrój bije z każdej strony, a ja bronię się przed nim, uciekam, nie chcę więcej, chcę odejść jak najdalej i to wcale nie znaczy, że ta książka jest zła... Pióro autorki to poetycki majstersztyk, czy się komuś podoba historia przedstawiona na kartach powieści czy nie, nie można temu zaprzeczyć. Autorka wie co robi, do czego zmierza i pewnie sama jest świadoma swojego literackiego kunsztu, tylko co z tego, jeśli mnie tragizm i heroizm macierzyństwa w tej powieści zupełnie nie porusza, sam klimat tak, ale nie fabuła. Nie przekonuje mnie miłość do dziecka w wydaniu zaserwowanym przez Headley, nie potrafię współczuć bohaterom, ani wczuć się w ich role.

 

Chcę bronić tę powieść, bo jest tak umiejętnie napisana, jednocześnie mówiąc, że nie chcę do niej wracać, bo to nie dla mnie i ciężko mi wystawić zasłużoną ocenę. Ostatecznie zostaję przy stwierdzeniu, że była to po prostu dziwna i niesztampowa pozycja. Co ważne, chciałam jeszcze na koniec dodać , że warto przed lekturą wiedzieć, iż Dziedziczka Jeziora to uwspółcześniona wersja poematu Beowulf i kto zna choć trochę tę historię, wie czego może się spodziewać, a przede wszystkim zakończenie nie będzie dla niego zaskoczeniem i to w tym wypadku plus.

Link do opinii
Inne książki autora
Gniazdo
Maria Dahvana Headley0
Okładka ksiązki - Gniazdo

Niezwykła kontynuacja cieszącej się uznaniem krytyków Magonii autorstwa Marii Dahvany Headley opowiada historię dziewczyny, która musi dokonać...

Magonia
Maria Dahvana Headley0
Okładka ksiązki - Magonia

Aza Ray Boyle topi się w powietrzu. Od dzieciństwa cierpi na tajemniczą chorobę płuc, z którą ciężko jest oddychać, mówić – w ogóle...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Recenzje miesiąca
Tylko to, co ważne
Agnieszka Stec-Kotasińska
Tylko to, co ważne
Odrodzone królestwo
Elżbieta Cherezińska
Odrodzone królestwo
Szpiedzy i sufrażystki
Krzysztof Beśka
Szpiedzy i sufrażystki
Leśniczanka
Klaudia Duszyńska
Leśniczanka
Hotel spełnionych marzeń
Justyna Drzewicka
Hotel spełnionych marzeń
Moc Amelki
Barbara Gawryluk
Moc Amelki
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy