Łzy Mai

Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2018-07-04
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788328054592
Liczba stron: 416

Ocena: 4.8 (10 głosów)
Inne wydania:

Wznowienie cyberpunkowej powieści Martyny Raduchowskiej będące wstępem do nowej powieści Spektrum, która ukaże się w IV kwartale 2018 roku. Książka zdobyła nagrodę ,,Kwazar".

Czwarta dekada XXI wieku. Po trzech latach od najkrwawszej rebelii w historii New Horizon porucznik Jared Quinn wraca do służby w wydziale zabójstw. Czasy się jednak zmieniły, teraz nad bezpieczeństwem obywateli czuwa Riot Shield - cybernetyczny policjant, który zastępuje dochodzeniówkę niemal w każdym zadaniu.

Szybko się okaże, że inteligentna maszyna nie daje sobie rady z pochwyceniem tajemniczego i nieuchwytnego mordercy. Czas wrócić do starych i dobrze sprawdzonych metod... Ich uosobieniem będzie oczywiście Quinn, który borykając się z kryzysem tożsamości, niebezpiecznie zbliża się do obłędu.

Kup książkę Łzy Mai

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Łzy Mai

„Łzy Mai” swego czasu bardzo mocno opanowały Instagrama. Wtedy myślałam, że w sumie mogę poczekać i spróbować co dobrego wydało wydawnictwo Uroboros. Obecnie już mamy dwie części owej serii, a ja spokojnie mogłam rozkoszować się historią od samego początku, bez całego szumu w internetowym świecie.

I w sumie teraz rozumiem czemu tak dużo „krzyku” jest wokoło tej książki. Autorka stworzyła poniekąd nowy świat, z nowymi możliwościami, a przecież to nie lada wyczyn. Bardzo dobrze czyta się tą historię, autorka piszę zrozumiale i przystępnie, więc łyknęłam książkę w jedno popołudnie. Podobały mi się postacie, które nie były ciepłymi kluchami, chodź nie ukrywam, że zainteresowanie sztuczną inteligencją i maszynami nie jest moją mocną stroną. Oczywiście zostałam wielką fanką samego Jarreda, szczególnie, że bardzo lubię to imię. Dobra fabuła, akcja i tajemnica to mieszanka, która nie pozwoli nam się oderwać od książki ani na chwilę!

Link do opinii
Avatar użytkownika - BlueSpark
BlueSpark
Przeczytane:2018-08-07, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,

Powiem szczerze, że bałam się zaczynać tę książkę, dlatego że za kryminałami za bardzo nie przepadam, naukowy bełkot mnie trochę przeraża i bałam się, że się szybko pogubię, jakoś tak gatunek nie dla mnie. Ale autorkę znałam już z Szamanki od umarlaków i chyba liczyłam po prostu na coś podobnego, więc chętnie po książkę sięgnęłam. Przeliczyłam się, to prawda, ale jestem kompletnie zakochana we Łzach Mai!

                Jared Quinn po masakrze w Beyond Industries, kiedy to roboty i ich ukochana technologia stanęła po stronie buntowników naszprycowanych reinforsyną, pała ogromną niechęcią do wszystkiego, co mechaniczne. Jego wspólniczka, replikantka Maya, zdradziła Jareda, co ugodziło go znacznie mocniej, niż chciałby przyznać. Kiedy jego żona, mimo jego wyraźnych protestów, pozwala na zrobienie z niego cyborga, policjant czuje obrzydzenie do siebie i usilnie nie chce przyznać, że update’ty jego mózgu okazują się pomocne. Pragnie zabić Mayę, widzi ją w każdej syntetyczce i sam w końcu musi zdać sobie sprawę, że podchodzi do tego bardzo uczuciowo. Kiedy w mieście zaczynają ginąć młode kobiety, Jared z początku uważa siebie za winnego, ponieważ śnił o tych dziewczynach. Boi się, że ma to związek z jego zrobotyzowanym mózgiem. Potem jednak pojawiają się poszlaki wskazujące na Mayę i Jared już nie wie, co myśleć. Wie jedynie, że musi koniecznie odnaleźć replikantkę.

                W historię wciągnęłam się od samego początku. Zaczynamy masakrą w Beyond Industries, gdzie jesteśmy świadkami masowego mordu na członkach zespołu Jareda, buntu robotów i kłamstwa Mai, która jako syntetyczka teoretycznie nie może kłamać. Maya jest androidem, z wyglądu bardzo trudno odróżnić ją od człowieka, androidy jednak nie potrafią czuć. Ponieważ żyją z ludźmi, świetnie potrafią udawać emocje, ale nie mogą ich odtwarzać. Do tego potrzebna jest reinforsyna, która w New Horizon zostaje zakazana. Maya ucieka za Mur i rani Quinna naprawdę mocno. Z Jaredem polubiłam się szybko, to konsekwentny i pewny swego facet, który nie da sobie w kaszę dmuchać. Maya, choć trudno mu się do tego przyznać, była mu bliska i zawsze mógł jej ufać, dlatego jej zdrada przyczyniła się do jego nienawiści do robotów. Relacje, jakie przedstawiła autorka, są do bólu prawdziwe i jedynie pomagają jeszcze bardziej wczuć się w historię.

                Mimo że akcja nie biegnie jak rollercoaster, to bardzo łatwo się wciągnąć. Wątek zabójstw jest bardzo interesujący i sama byłam ciekawa, kto za tym stoi. Mimo że wszystko wskazywało na Jareda albo na Mayę, to jednak coś tu nie pasowało. Niestety, w tym tomie się nie dowiemy, bo autorka zrobiła coś, czego czytelnikom się nie robi – urwała książkę w najważniejszym momencie. Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, kogo miało się nie lubić, tego się nie lubiło, a kogo tak, to, no, tak. Spodobał mi się duet Jareda i detektyw Haskel, młodej i ambitnej kobiety, która chciała pomóc Jaredowi. Wątek androidów, które pragną czuć i być ludźmi – w przypadku Mai bardzo mnie poruszył, mimo że replikantka była kształtowana na złą postać, to było mi jej szkoda.

                Jestem pod wrażeniem tego wszystkiego, co wymyśliła autorka, jak dużo musiała przeczytać i się dowiedzieć, by to napisać, jak dużo czasu musiała spędzić przy poznawaniu tych wszystkich dziwnych nazw i ich znaczeń. New Horizon to miasto przyszłości, wszechobecnej technologii i latających samochodów, więc uwierzcie mi, że to, co mamy teraz, to pikuś. Bardzo chętnie sięgnę po kolejną część, nie mogę się doczekać, aż się dowiem, kto stoi za tymi zabójstwami!

Link do opinii

Lata 30.XXI wieku, to prawdziwy rozkwit technologii. Jest ona nieodzownym elementem życia i można ją spotkać na każdym kroku. Technologia daje człowiekowi wiele możliwość, jednak ci biedniejsi nie mogą sobie na to pozwolić. Ludzie łykają magiczne pigułki o nawie reinforsyna, które zwiększają inteligencję, a androidom dają możliwość odczuwania emocji. Pragnienie odczuwania jest tak duże, że replikanci wywołują bunt w Beyond Industries. Masakra, która bezpowrotnie odmieniła obraz New Horizon. Z tego piekła ocalał porucznik Jared Quinn, który z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala i zapada w głęboki sen. Po niespełna trzech latach wraca do życia, ale nadal nie może pogodzić się ze zdradą swojej partnerki Mai. Mężczyzna wraca do pracy w policji, lecz kiedy w stolicy dochodzi do tajemniczych morderstw, zaczyna się obawiać, że to on sam może być sprawcą. Jared walczy z lękami i uprzedzeniami, ale największą walkę prowadzi we własnej głowie, która skrywa wiele tajemnic, lecz nie jest łatwo się do nich dokopać. Czy uda mu się odkryć prawdę i odnaleźć dawną przyjaciółkę? 


Książka jest naprawdę dobra. Autorka stworzyła niezwykłą wizję przyszłości. Wszystko jest skomputeryzowane, a medycyna przeżywa prawdziwy rozkwit. Sztuczne organy, implanty oraz wszczepy domózgowe, które dają posiadaczowi takiego cudeńka wiele możliwości. Zamrażanie również jest możliwe i nieco przerażające. Miasto jest nieustannie monitorowane, a mimo to czasami dochodzi do złamania zabezpieczeń, co udowadnia, że technologia jednak potrafi być zawodna. Opowiadać można by naprawdę długo, a i tak wiele bym pominęła. Wiele dziwnych nazw, lecz z czasem można się do nich przyzwyczaić, lecz to drobiazgowość autorki zrobiła na mnie największe wrażenie. Świat wykreowany z dbałością o najmniejszy szczegół i poznając go, nie miałam wątpliwości, że to tylko kwestia czasu, kiedy to będzie możliwe. 


Akcja jest szybka, ciekawa i pełna zwrotów akcji, a narrator świetnie się spisuję, lawirując między bohaterami. Chwilami męczyły mnie przydługie opisy, jednak nie było ich za wiele. Bardzo spodobał mi się pomysł z androidami, które rozumieją ludzi i potrafią kopiować ich uczucia, a mimo to nie potrafią odczuwać ich naprawdę. Doskonały motyw do buntu, lecz w powieści wybija się jeszcze jeden wątek. Morderstwa wprowadziły elementy kryminału i jeśli ktoś lubi ten gatunek, powinien być usatysfakcjonowany.  

Początkowo myślałam, że „Łzy Mai” to kolejna młodzieżówka, lecz szybko się okazało, że jest to niezwykle dojrzała i dopracowana powieść. Główny bohatera ma trzydzieści jeden lat, choć metrykalnie trzydzieści trzy. Boryka się z traumą i problemami rodzinnymi, jednak to brak samoakceptacji sprawia mu najwięcej problemów. Nie ufa androidom i cyborgom, a wszelkie modyfikacje ciała i mózgu uważa za błąd. Bunt w Beyond Industries odbiło na nim swoje piętno, a ciało wymagało wielu napraw. Teraz jest cyborgiem, z czym nie może się pogodzić. Red to ciekawa i złożona postać i szybko go polubiłam. Szkoda, że Mai było tak mało i teraz niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo i ona mnie zaintrygowała. 


„Łzy Mai” to dopracowana powieść, która wciąga od pierwszej strony. Świetnie wykreowane postaci i dużo tajemnic do odkrycia. Czy polecam? Ja najbardziej! Mało na naszym rynku takich książek i jeśli szukacie dobrej i oryginalnej powieści, to sięgnijcie po "Łzy Mai", bo naprawdę warto! 8/10!

Link do opinii

„W New Horizon androidy nie śnią o elektrycznych owcach. One marzą o reinforsynie.”
Czy mogłam przejść obojętnie obok książki, która nawiązuje do twórczości Philipa K. Dicka? Oczywiście, że nie! Uwielbiam historię, która zawarta jest w powieści Blade Runner. Łowca Androidów, do której to właśnie nawiązuje widoczny tekst znajdujący się z tyłu okładki Łez Mai. Wiedziałam, że to na pewno nie będzie to samo, co w przypadku Philipa K. Dicka – ten człowiek był na tyle specyficzny, że nikt nigdy go nie podrobi, z resztą jestem pewna, że Martyna Raduchowska nie to miała na celu. Zatem co? Być może stworzenie niesamowicie porywającej historii, która skłoni czytelnika do rozważań na temat tego, gdzie kończy się i zaczyna człowieczeństwo? Jeżeli tak to naprawdę jej się udało.
Akcja powieści rozgrywa się w latach 30. XXI wieku, gdzie technologia rozwinęła się do niewyobrażalnego poziomu. Jest to dość intensywnie widoczne w postępie medycznym – nawet gdy człowiek znajduje się na granicy śmierci, jest już bliski przejścia na drugą stronę, można go z tego wyprowadzić. Co więcej – sprawić, że będzie w pełni sprawny w bardzo szybkim czasie. Sztuczne organy, implanty, domózgowe wszczepy… Jednak czy wtedy nadal pozostaje się człowiekiem? Czy jest nam już wtedy bliżej do maszyny, do androida? Co dowodzi tego, że jesteśmy ludźmi? Co nas odróżnia od innych gatunków, od sztucznej inteligencji? Nasz mózg i ciało działają przecież na zasadzie ściśle określonych zasad, algorytmów. Gdyby jeszcze mocniej zagłębić się w różne teorie naukowe, to być może wyszłoby na to, że jesteśmy tylko zbiorem atomów współpracujących ze sobą… A być może nawet nie. Więc w czym tkwi sedno, o ile w ogóle istnieje?
Głównym bohaterem wbrew pozorom nie jest tytułowa Maya, choć nie da się ukryć, że odgrywa ona bardzo znaczącą rolę w tej historii. Jednakże to na poruczniku wydziału zabójstw skupia się większa uwaga. Jared Quinn ledwo uszedł z życiem po jednej z akcji Buntu, kiedy to zdradził go jego własny android – Maya. Choć był bliski śmierci, to technologia zapewniła mu nowe życie. Życie, o którym zdecydowanie Quinn nie marzył. Nigdy nie chciał pozwolić na to, aby stać się w połowie androidem. A teraz? Teoretycznie nadal jest człowiekiem, ale poprzez wszystkie ulepszenia wprowadzone w jego ciele, które miały na celu uratowanie mu życia, posiadł niezwykłe umiejętności – typowe dla robotów. I widzicie, pojawia się tutaj już pierwsza intrygująca i dająca do myślenia kwestia – z jednej strony to piękne, że medycyna zaszła tak daleko, że ratuje ludzkie życie. Że daje nowe możliwości – kto by tego nie chciał? Lepsza kondycja, lepsze zdrowie, lepszy wzrok. Brzmi jak bajka. Ale świadomość tego, że tak naprawdę masz w sobie obce ciało, nie masz pojęcia z czego się ono składa, ale na pewno nie z twoich komórek, z pewnością pozostawia pewne piętno na psychice. W przypadku Jareda jest to doskonale widoczne.
Głównym wątkiem fabularnym stają się morderstwa, do których dochodzi na ulicach New Horizon. Dodatkowo najnowsze systemu policyjne nie są w stanie nic zdziałać w tym temacie, ale dla Quinna jest to okazja do tego, aby porzucić znienawidzoną technologię i powrócić do starych, dobrych metod. Niestety, widać, że targają nim wciąż emocje związane z wydarzeniem, w którym omal nie pożegnał się z życiem. Można by rzec, że nieco zaburza mu to prawidłowe i obiektywne spojrzenie na sytuację, jaka zaistniała w mieście. I choć w ogólnym rozrachunku teoretycznie trafia na częściowo dobry trop, to tak naprawdę trafia na coś znacznie ważniejszego. Trafia na androida, z którym zdecydowanie ma sporo do omówienia. Jednak czy będzie w stanie trzymać emocje na wodzy? Czy jednak podda się impulsowi i zapomni o zdrowym rozsądku?
Martyna Raduchowska znakomicie wykreowała swoich bohaterów, przede wszystkim Quinna, którego naprawdę da się lubić, choć momentami miałam ochotę mocno nim potrząsnąć. Z drugiej jednak strony było mi go po prostu żal – czułam jego rozterkę, jego ból, jego poczucie niesprawiedliwości. A tytułowa Maya? Choć nie jest wiodącą postacią, to mimo wszystko sporo się o niej dowiadujemy, a sceny, w których się pojawia są jednymi z tych, które zmuszają do największych refleksji. Są bardzo emocjonalne, choć mamy do czynienia z androidem. Z androidem, który dzięki reinforsynie mógłby zacząć odczuwać prawdziwe emocje. Androidy mają świadomość tego, co powinny czuć w danej chwili, jednak emocje jako takie są im obce. Znają je jedynie z definicji. Co zatem nimi kieruje, kiedy postanawiają sięgnąć po reinforsynę i zobaczyć, jak to jest odczuwać naprawdę? Czy to właśnie emocje sprawiają, że jesteśmy ludźmi?
Łzy Mai to książka, którą charakteryzuje nie tylko wciągająca fabuła i barwni bohaterowie, ale również znakomite tempo akcji i genialna kreacja świata przyszłości. Jak najbardziej realnej przyszłości, bo wiele wskazuje na to, że zmierzamy w tym kierunku. Klimat tej powieści w znacznym stopniu przypominał mi świat stworzony przez Philipa K. Dicka, ale może to wynikać z tego, że jest to moje główne skojarzenie z androidami. Moja wyobraźnia z automatu przenosi się do wizji Dicka, gdy tylko usłyszy słowo „android”. Jednak chyba nikogo nie zdziwi fakt, że zupełnie mi to tutaj nie przeszkadzało? Wręcz przeciwnie, choć nie chcę, żebyście pomyśleli, że to tylko moja wyobraźnia tutaj działała. Martyna Raduchowska naprawdę znakomicie opisała miejsce akcji i potencjalną przyszłość gatunku ludzkiego – nie było innej możliwości niż to, że taka atmosfera prędzej czy później udzieli się w trakcie lektury.
Łzy Mai to naprawdę dobra książka z gatunku science-fiction, która wciąga już od pierwszych stron. Im dalej zagłębiamy się w świat stworzony przez Martynę Raduchowską, tym bardziej udziela nam się specyficzna atmosfera, a nasza wyobraźnia wskakuje na wyższe obroty. To historia, w której można dostrzec wiele istotnych elementów, a co więcej – to bardzo realistyczna wizja tego, co kiedyś ma szansę się wydarzyć. Mroczny klimat, piętrzące się tajemnice, rosnące napięcie i zaskakujące zwroty akcji – tego tutaj nie brakuje. Zaskakująca dobra i urzekająca powieść. Polecam.


www.bookeaterreality.blogspot.com

Link do opinii
Avatar użytkownika - inthefuturelondo
inthefuturelondo
Przeczytane:,

Łzy Mai to moje pierwsze spotkanie z Martyną Raduchowską. Niektórzy zaczynają swoją przygodę z tą autorką od Szamanki od umarlaków, ale ja postąpiłam inaczej. Muszę przyznać, że opis książki od razu przykuł moją uwagę. Niewyjaśnione morderstwo i wizja przyszłości to były główne czynniki, dla których zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę. Jakie więc są teraz moje wrażenia?

Głównym bohaterem powieści jest Jared Quinn. Jest on policjantem, który był świadkiem buntu replikantów, tzw. Easy Puppets. Kukiełki z zimną krwią zamordowały wszystkich współpracowników Jareda, a on pozostał przy życiu tylko i wyłącznie dzięki Mai.

Z tym bohaterem mam taki problem, że chwilami czułam do niego ogromną sympatię, ale następnie byłam na niego po prostu wkurzona. Jego upartość i niechęć do współpracy z androidami, nawet dla własnego dobra była naprawdę irytująca.

O samej Mai nie mogę się za bardzo wypowiedzieć, ponieważ nie zdążyłam się z nią zapoznać podczas lektury. Niby jej imię przewijało się gdzieś tam po drodze, ale pojawiła się tylko na początku i pod koniec książki. Jak dla mnie było jej trochę za mało, ale domyślam się, że taki był celowy zabieg autorki.

Autorka miała świetny pomysł na tę historię. Morderstwo w świecie rozwiniętej technologii, to coś z czym spotkałam się po raz pierwszy. Niektórych rzeczy nie do końca rozumiałam, a chwilami musiałam robić sobie przerwy od czytania tej książki. Za dużo informacji i za dużo wydarzeń na raz i czytanie okazywało się być męczące i po prostu nudne.

Kiedy byłam już jakieś pięćdziesiąt stron do końca, wciągnęłam się totalnie. Byłam strasznie ciekawa jak te wydarzenia się potoczą, jak cała akcja się zakończy i jakie będą jej skutki. Sama końcówka z kolei zostawiła mnie w totalnym szoku i przez kilka minut nie potrafiłam przetrawić tego, czego się właśnie dowiedziałam.

Jest to książka zdecydowanie dla fanów science-fiction, wysoko rozwiniętej technologii oraz różnorodnych wizji przyszłości. Powieść wciąga i choć chwilami tego wszystkiego jest za dużo, to jednak sama historia jest ogromnie interesująca. Z niecierpliwością teraz czekam na premierę drugiego tomu.

Link do opinii
kingaczyta.blogspot.com Rok 2037. Mijają trzy lata od wybuchu rebelii, w której Jared Quinn przeżył jako jedyny spośród swoich kolegów policjantów. Przeżył, ale nie obyło się bez poważnych komplikacji; jego ciało musiało zostać ulepszone poprzez implanty, których Jared tak bardzo nienawidził i przez które nie potrafi siebie teraz zaakceptować. Po trzech latach śpiączki, mężczyzna wraca do pracy w wydziale zabójstw. Sporo się jednak zmieniło i teraz nad bezpieczeństwem obywateli czuwa cybernetyczny stróż prawa, który odwala za śledczych całą robotę, bez problemu odnajdując zabójców. Wkrótce jednak nietypowe morderstwa zmuszają policjantów do wzięcia sprawy w swoje ręce, bo wszelkie maszyny stają się w tych sprawach bezużyteczne, a potrzebne są raczej tradycyjne metody działania. Jared Quinn, główny bohater książki, to trzydziestoletni mężczyzna, który w odróżnieniu od większości społeczeństwa jest przeciwny wszystkim implantom, ulepszających ciało i nowoczesnej technologii, zastępującej człowieka w każdej dziedzinie. Bardzo mnie ucieszyło, że bohaterem jest dojrzały mężczyzna, bo jest to miła odmiana po tych wszystkich młodzieżówkach z naiwnymi i niezdecydowanymi bohaterkami. Ale do rzeczy. Jared walczy sam ze sobą, próbuje zaakceptować swoje nowe wcielenie i fakt, że został wbrew własnej woli ulepszony. Nie jest to dla niego łatwe, krąży w nim żądza zemsty do całej tej nowoczesnej technologii, czuje się źle z tym, że nawet w pracy został po części zastąpiony robotami. Jared to bardzo dobrze wykreowana postać, którą bardzo polubiłam. Sprawia wrażenie bardzo realistycznego człowieka z krwi i kości. Miejscami było mi trochę ciężko przebrnąć przez tę książkę. Nie dlatego, że była nudna, czy coś, ale były takie momenty, w których się gubiłam, przytłoczona mnogością nazw i opisów. Wystarczyła chwila wyłączenia, a już nie wiedziałam, o czym czytam. Aczkolwiek winić mogę tu jedynie swoje nierozgarnięcie, a autorkę muszę zaś pochwalić, bo genialnie opisała ten nowy świat. Zdecydowanie widać, że dobrze przygotowała się do pisania, bo wplatane są tutaj zagadnienia z różnych dziedzin, miejscami robi się trochę naukowo i skomplikowanie. Raduchowska po prostu w genialny sposób odmalowała swoją wizję w mojej głowie, to wszystko było dla mnie takie realne, jakby mogło się wydarzyć na prawdę. Kosztem tych wszystkim opisów, które jednak bardzo cenię, trochę cierpi szybkość akcji. Zwłaszcza początkowo wszystko się ciągnie, by potem stopniowo zacząć przyspieszać. Mimo to nie ma tu miejsca na nudę, a ewentualne braki są świetnie maskowane przez wprowadzanie do futurystycznego świata i opisem przeżyć głównego bohatera i jego (trafnych) przemyśleń na temat nowoczesnych technologii. Jestem zaś przekonana, że w kolejnych tomach autorka mocniej skupi się na akcji i będzie już w ogóle świetnie. Bo na chwilę obecną już zrobiła kawał dobrej roboty, ale tak, jak już wspomniałam, jest trochę nierówno. Według mnie to zdecydowanie książka z przekazem. Świat przedstawiony przez autorkę faktycznie może w przyszłości zaistnieć. Nie da się ukryć, że technologia stale idzie do przodu; ciągle coś zostaje ulepszane, jesteśmy coraz bardziej uzależnieni chociażby od swoich smartfonów, bez których, jak bez ręki. Zobaczmy, do czego może to prowadzić. Wizja ta co prawda jest na wyrost, ale i tak dale do myślenia i zmusza do refleksji. Chociaż fanką science-fiction nie jestem to powieść ta niezwykle mi się spodobała i zdecydowanie mogę ją polecić. Co prawda okładka szczególnie nie zachęca, ale treść robi wrażenie. A ja koniecznie muszę przyjrzeć się innym książkom autorki, czkając na kolejny tom z tej serii. Czyżby kolejne polskie odkrycie, hmm?
Link do opinii
Martyna Raduchowska zadebiutowała w 2007 roku. Jest autorką opowiadań i powieści. Jej najnowszą powieścią jest pierwsza część cyklu Czarne światła, która nosi tytuł Łzy Mai. Powieść wydała Fabryka Słów. Jared Quinn jest policjantem. Jako jedyny przeżył masakrę, która wybuchła wraz z rebelią w 2034 roku. Ludzie stosują ulepszenia - tych bogatych stać na nie bez problemu, inni nie mogą sobie na nie pozwolić. Także roboty chcą, by ich życie się zmieniło. Gdy okazuje się, że cudowny lek, reinforsyna, nie może być dla wszystkich, wybucha bunt. Quinna ratuje jego partnerka, android. Policjant z trudem odzyskuje siły. Przez wydarzenia, w których brał udział, nienawidzi modyfikacji ciała, a sam musi się z nimi zmagać. Podczas leczenia wszczepiono mu mechanizmy, o których nie chciał słyszeć. Nadal pogardza robotami i cyborgami, a teraz ma do tego jeszcze dodatkowe powody. Maja kłamała, by chronić własną skórę, a przecież roboty nie mogą kłamać. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie przyjmowała cudownego leku, pozwalającego robotom czuć to, co ludzie. Quinn wie, że został oszukany, pali go złość, chce zemsty. Na dodatek ochroną ludzi zajmują się teraz inne roboty, a Jared nie ma przez to zajęcia. Zagubiony w nowym świecie, odzyskuje nieco równowagi przy nowej sprawie. Roboty szaleją, więc tradycyjne metody policyjne mogą się znowu przydać. Morderstwo, do którego zostaje wezwany Quinn, nie jest jednak typowe, a mężczyzna zaczyna podejrzewać, że mógł mieć z nim coś wspólnego. Na pierwszy rzut oka książka jest kryminałem, powieścią detektywistyczną, osadzonym w przyszłości. Jednak rozwiązywanie zagadki morderstwa nie jest jedyną rzeczą, która pojawia się w tej lekturze. Czytelnik otrzymuje również kryzys tożsamości, nowe technologie, chęć zemsty. Główny bohater jest dość nietypowy. Nie lubi robotów, ale z chęcią korzysta ze swoich ulepszeń. Ma problem z zaakceptowaniem modyfikacji swojego ciała, nie umie dogadać się z żoną, cierpi na brak wspomnień z okresu rehabilitacji. Musi radzić sobie z chwilowym bezrobociem a potem z nową sprawą. Próbuje przy tym poukładać swoje życie, choć nie jest to łatwe. Mocnym punktem powieści jest świat przedstawiony. Wykreowanie nowych technologii i ich wykorzystanie przez bohaterów zapiera dech w piersiach. Świat mimo tych ulepszeń wydaje się mroczny i niebezpieczny, sztuczny i zimny. Nie dziwi wcale dlaczego główny bohater nie może się do niego dopasować. W powieści ciągle coś się dzieje. Akcja nie zwalnia ani na chwilę. Nawet gdy Quinn zagłębia się w swoją podświadomość i szpera w szczątkach wspomnień, nie ma nudy i stagnacji. Doskonale wykreowani bohaterowie i wartka akcja sprawiają, że czyta się tę lekturę bez tchu, a strony uciekają pod palcami niewiadomo kiedy. Warto też wspomnieć o początku książki. Autorka nie tłumaczy czytelnikom wszystkiego od razu. Z czasem dowiadujemy się, kim jest Maja i jak bardzo rozwinęła się cywilizacja. To doskonałe posunięcie - wrzucenie czytelnika w sam środek wykreowanego świata i pozwolenie mu, by oswoił się z nowymi realiami. Uważam, że jest to naprawdę dobra powieść. Ciężko napisać o niej więcej, bo można zdradzić szczegóły. Warto jednak podkreślić, że to powieść, która przenosi nas do przyszłości i pokazuje, jak świat może wyglądać za dwadzieścia lat. Technologia bierze górę nad człowiekiem, który stara się ją sobie podporządkować, ale nie umie już bez niej żyć. Ludzie są ulepszonymi wersjami siebie, dzieją się przez to różne rzeczy. Polecam tym, którzy szukają dobrej książki z gatunku science-fiction. Narracja świetna, pomysł powala, wykonanie idealne. Ciągle coś się dzieje, zagadka kryminalna połączona jest z poszukiwaniem siebie w nowym świecie, technologie konkurują z uczuciami, a to wszystko podsycane jest wspomnieniami i chęcią zemsty. Warto sięgnąć.
Link do opinii
Rok 2037. Po trzech latach od najkrwawszej rebelii w historii New Horizon, porucznik Jared Quinn wraca do służby w wydziale zabójstw. Nad bezpieczeństwem obywateli czuwa teraz Riot Shield - cybernetyczny stróż prawa, który wyręcza dochodzeniówkę niemal we wszystkim, od wykrycia potencjalnego przestępstwa, po ujęcie sprawcy. Szybko jednak nieuchwytny morderca zmusza śledczych do powrotu do tradycyjnych metod. Czwarta dekada XXI wieku - już nie tak odległa przyszłość. Stolica Wspólnoty Archipelagu, New Horizon, to jedna z nielicznych miast-wysp, które pozostały po dawnych kontynentach, na skutek globalnej wojny biologicznej. Podzielona murem na dwie części: zachodnią, roziskrzoną światłami i hologramami oraz wschodnią, tonącą w ciemnościach, będącą schronieniem dla buntowników. Powinnam teraz napisać: witamy w Cyber-świecie, gdzie rządzi technologia. Granica między człowiekiem a maszyną całkiem się rozmyła. Androidy, cyborgi i ludzie, którzy coraz częściej sięgają po udoskonalenia, modyfikując swoje ciała i umysły. Wyobraźcie sobie świat, gdzie nie ma gotówki, kart płatniczych, chipów, a ich miejsce zajęła tożsamość, stanowiąca klucz do wszystkiego (mieszkania, biura, konta bankowego, a nawet do przemieszczania się koleją). Tym kluczem są czytniki linii papilarnych, siatkówki oka i DNA. Wyobraźcie sobie świat, gdzie jest się ciągle inwigilowanym przez tysiące kamer i dronów wyposażonych w systemy szybkiego rozpoznawania twarzy. Wydaje mi się to możliwe. W tak zastraszającym tempie rozwija się technologia, że może faktycznie dojdziemy niedługo do tego, że w każdym gospodarstwie domowym będzie robot, wykonujący za nas nawet najprostsze czynności. Może dojdziemy też do tego, że będziemy udoskonalać swoje ciała, by były bardziej wydajne i wytrzymałe. Głównym bohaterem powieści jest porucznik Jared Quinn, trzydziestoletni mężczyzna po przejściach, świeżo przywrócony do służby w policji. Nie może sobie poradzić ze śmiercią podwładnych w czasie rebelii i właśnie rozwodzi się z żoną. Ma problemy z pamięcią i nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ma uprzedzenia do ,,sztucznych", mimo że w znacznym stopniu jest jednym z nich (podczas śpiączki poddano go pewnym ulepszeniom). Jest na etapie wypierania własnej tożsamości, prawie co noc dręczą go koszmary i obsesyjnie szuka zemsty na syntetycznej eks-policjantce i swojej dawnej partnerce - Mai. Więcej na - http://monweg.blog.onet.pl/2015/05/06/przedpremierowo-czarne-swiatla-tom-1-lzy-mai/
Link do opinii

Pierwszy raz miałam styczność z taką cyberpunkową historią
Nie powiem czasami język, słowa trochę mnie dekoncentrowały i czytając po prostu nie bardzo rozumiałam co jest pięć. Z tym, że nie zniechęciło mnie to i nie odebrało pozytywnego przekazu książki. Czytało się bardzo fajnie. Bohaterowie ciekawi i pełni „życia” - o ile mogę tak to nazwać. Na pewno są bardzo barwni i zdecydowanie mają różne charaktery - co dodaje książce takiego fajnego pazura. Jestem ogromnie ciekawa jak autorka pociągnie dalej tą historię.
Może nie było to dla mnie takie wielkie WOW, ale dobrze się czytało i na pewno sięgnę po inne powieści autorki.
Wiecie fajne jest to, że dzięki booktour mamy możliwość poznać tytuły, po które zapewne sami byśmy nie sięgnęli. Mnie ogromnie do tego namówiła Malwina @zaczytana_tak_po_prostu, ale przede wszystkim Jacek @jacakbdg. Powiem wam moi drodzy, że była to niezła przygoda i zdecydowanie będę ją kontynuować. Dzięki wielkie!
Jeśli jeszcze nie czytaliście i myślicie, że to nie dla was - to zmieńcie nastawienie. Czasami coś z nie naszego gatunku może okazać się strzałem w dziesiątkę! Także nie ma na co czekać - pora przeczytać. :)

Link do opinii

Czwarta dekada dwudziestego pierwszego wieku, granica między człowiekiem a maszyną nigdy dotąd nie była tak rozmyta. Udoskonalenia ciała i umysłu nie potrafią jednak wygnać z ludzi najgorszych cech. Ba, wzmagają je jeszcze bardziej. Do tego dochodzą nowe problemy natury etycznej. 


"Syntetyczna dusza, sztuczny umysł, bioniczne serce - czy replikant naprawdę jest jak człowiek?"


Niby fikcja, ale opisuje tematykę, z którą przyjdzie nam się wkrótce zmierzyć.

Link do opinii

Bardzo się obawiałam tej lektury. Rzadko sięgam po książki z gatunku science-fiction, zdecydowanie bardziej lubię oglądać filmy i seriale, niż spędzić czas z taką książką. Przeczytałam opis książki i trochę się przeraziłam, czy ja dam radę to zrozumieć? Przeczytałam, że książka jest z gatunku cyberpunk, hm to zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Ale co tam, może być i cyberpunk, raz się żyje. Z wielką ostrożnością zaczęłam czytać i cóż… spodobało mi się! Latające samochody, w pełni rozwinięta technologia i replikantka Maya. Choć opowieść znamy z perspektywy porucznika Jareda, to właśnie Maya mnie zaintrygowała. Kim tak naprawdę jest i dlaczego dąży, by móc odczuwać ludzkie uczucia. W książce czekała mnie niespodzianka, a mianowicie występują tu wątki kryminalne! Obawiałam się, że będzie tu wiele opisów walk, przemocy i rzucania specjalistycznymi terminami, za którymi nie przepadam. Na szczęście tak nie było, a autorka ma tak przyjemny styl, że przeczytałam książkę w kilka godzin. Zakończenie intryguje i szokuje i tak, na pewno sięgnę po „Spektrum”.

Link do opinii
Avatar użytkownika - klaud
klaud
Przeczytane:2019-02-25, Przeczytałam, 82 książek 2019,

Naprawdę dobre polskie science-fiction. Autorka swoich sił w fantastyce już próbowała, i było równie dobrze, choć z większą dozą humory - tu go nieco zabrakło. Ale też i historia jest dużo poważniejsza. 

Opisywany świat jest bardzo dobrze dopracowany, szczegóły techniczne, żargon, problemy spowodowane tak ogromnym rozwojem technologii, ale też codzienne udogodnienia. Autorka pomyślała praktycznie o wszystkim, a natłok informacji wcale nie przytłacza - są tak dozowane, że bez problemu można się odnaleźć w latach 40. XXI wieku. W to wszystko wpleciony jest wątek kryminalny, który na pewno pociągnięty zostanie w drugim tomie, a pewnie też połączony z jakąś większą intrygą. Bohaterowie dobrze skonstruowani - dostajemy główngo bohatera -Jareda Quinna, który jak dla mnie jest jedną wielką sprzecznością, androidy, które przy pomocy środka nazywanego reinforsyną potrafią wykształcić ludzkie uczucia, psychiatrę, która już z daleka sprawia wrażenie fałszywej a także dużo pobocznych postaci, które, choć opisywane pobieżnie, nie sprawiają wrażenia "nierealnych" ani wciśniętych na siłę. Pomimo sporej ilości technicznych terminów, książkę czyta się łatwo a historia wciąga. Po drugi tom sięgnę na pewno.

Link do opinii
Avatar użytkownika - niepoprawnaroman
niepoprawnaroman
Przeczytane:2019-01-19, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,

Przyszłość. Nauka i technologia wykonały wielki krok do przodu. Roboty, które współpracują z ludźmi, nie są niczym niezwykłym. Kliniki, które zajmują się mikrowszczepami, aby udoskonalać człowieka, wyrastają jak grzyby po deszczu. Niestety, stać na to tylko tych bogatych, przez co różnice klasowe są jeszcze bardziej widoczne. Daleka przyszłość? Świat, który stworzyła Martyna Raduchowska to nie jest tak odległy czasowo jak nam się wydaje..
 

Jest jeszcze coś – reinforsyna. Lek, a raczej narkotyk, który zwiększa zdolność pracy mózgu człowieka, a robotom daje możliwość odczuwania uczuć. Gdy  Beyond Industries, decyduje się na wycofanie z obiegu wszystkich serii leku, terroryści atakują główną siedzibę firmy. Dochodzi do zamieszek, podczas których wielu ludzi traci życie.


Kapitan Jared Quinn był w dniu wybuchu w Beyond Industires, razem z członkami swojego zespołu. Tylko on i Maya, która jest androidem, przeżyli. Kapitan został uratowany przez nową technologię, której był przeciwny. Teraz, musi nauczyć się żyć na nowo, w świecie, gdzie miasto przedziela Mur, a on sam nosi w sobie ból po zdradzie Mayi, która uciekła, bo skusiła ją reinforsyna. Quinn jest przeciwny stosowania nowych technologii w pracy policji, dlatego, gdy dochodzi do zbrodni, z którą maszyny nie mogą sobie poradzić, kapitan czerpie garściami ze swoich doświadczeń. Okazuje się, że Quinn widział już ofiarę. W swoich koszmarach. Kto jest zabójcą? I co ma z tym wspólnego Maya?


Mam ochotę bić brawo autorce gdy tylko uda mi się ją zobaczyć. To, jaki świat stworzyła, to prawdziwy majstersztyk! Ta dokładność, dbałość o szczegóły, bohaterowie… Gdy tylko otwierałam książkę, miałam wrażenie, że przenoszę się w czasie do przyszłości i razem z Jaredem Quinnem spaceruje uliczkami New Horizon. Razem z nim obserwowałam ten inny świat. Martyna Raduchowska wiedziała, jak wzbudzić ciekawość u swojego czytelnika – nie zdradziła wszystkiego od razu, tylko po kawałku budowała u odbiorcy obraz przyszłości oraz buntu. Niemal najgorsze dni Quinn spędził w śpiączce, walcząc o życie, więc wiedzę o tych dniach zaczerpnął z wiadomości i opowieści innych. Nie uczestniczył bezpośrednio w walce, ale stracił ludzi w dniu zamachu na Beyond Industires, co wywołało u niego zespół stresu pourazowego.


Podejście Quinna do androidów jest znane już na początku. On im nie ufa. Nie chcę z nimi współpracować. Nie wybaczy nigdy Mai tego, że uciekła za mur, że skusiła ją reinforsyna. Jared jest bohaterem trudnym. Wzbudza sympatię, współczucie przez wszystko to, co go spotkało, ale w jego szorstkim sposobie bycia jest coś, co nie pozwoliło mi się przekonać do niego całkowicie. Oprócz Quinna jest też i Maya, którą poznajemy tylko dzięki wspomnieniom bohatera i jak można się domyślić, bardzo negatywnie ją odbieramy. Nic dziwnego – zdradziła swojego kapitana.


Od początku czytelnik jest krok przed kapitanem, ale choćby nie wiem jak chciał, nie zgadnie o co w tym wszystkim chodzi. Znanych jest tylko kilka puzzli, a reszta pozostaje niedostępna. Po zakończeniu lektury czułam głód, a w mojej głowie poawiło się mnóstwo pytań, bez odpowiedzi. Wiem, że autora tak poprowadzi akcje, że wszystko zostanie wyjaśnione, ale ile to jeszcze potrwa?

 


Łzy Mai to piękny, intrygujący, straszny idealnie dopracowany wstęp to większej serii. Martyna Raduchowska rozbudziła moją ciekawość i apetyt na więcej. W części pierwszej wszystko było idealnie przemyślane i dopracowane, co widać już po kilku pierwszych stronach.


Dla kogo jest ta książka? Dla fanów autorki, since fiction, a także dla zupełnych laików, którzy mogą w niej znaleźć coś dla siebie.

Link do opinii
Inne książki autora
Fałszywy pieśniarz
Martyna Raduchowska0
Okładka ksiązki - Fałszywy pieśniarz

Bezpośrednia kontynuacja Szamanki od umarlaków i Demona Luster. Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć...

Szamanka od umarlaków
Martyna Raduchowska0
Okładka ksiązki - Szamanka od umarlaków

Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
27 śmierci Toby'ego Obeda
Gierak-Onoszko Joanna
27 śmierci Toby'ego Obeda
Służąca
Weronika Wierzchowska;
Służąca
Następnym razem
Karolina Winiarska
Następnym razem
Wojenna korona
Elżbieta Cherezińska
Wojenna korona
Zakaz narzekania
Salvo Noè
Zakaz narzekania
Stramer
Mikołaj Łoziński
Stramer
Hashimoto
Beata Abramczyk
Hashimoto
Sklep z babciami
Dominika Gałka
Sklep z babciami
Biedronka i inni mieszkańcy łąki
Reichenstetter Friederun
Biedronka i inni mieszkańcy łąki
Pokaż wszystkie recenzje