Śmierć ma wiele twarzy. Magia jest tylko jedną z nich.
Świat antykwariusza to kurz i stare grymuary. Wszystko zmienia dźwięk dzwonka, wiadomość z Rzymu i ostatnie „dobranoc” ukochanej żony. By dopaść morderców, bohater musi przestać istnieć. Będzie musiał stać się kimś innym , byłym więżniem i najemnikiem, uciekinierem z czyśca. Demonem z krwi i kości.
Jego cel: mistyczna Moskwa, serce potężnego Kaganatu. Zemsta prowadzi go w sam środek polityki magicznych klanów, gdzie trucizny są potężniejsze od zaklęć, a lojalność kosztuje więcej niż życie.
Magia nie zawsze daje drugą szansę. Czasem daje tylko wybór sposobu śmierci.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2026-04-08
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 0
Krótko mówiąc, Adam Przechrzta znowu zrobił swoje, czyli wziął fantastykę, przyprawił magią, politycznymi dramami, zemstą i wrzucił w to wszystko bohatera, którego życie z sekundy na sekundę obraca się w ruinę, a potem zmusił go do wejścia w świat, z którego mało kto wychodzi w jednym kawałku. Dzisiejsza recenzja dotyczy książki ,,Strażnik bram", czyli trzeciego tomu serii Mons Viridis Magicus, ale hola, hola uprzedzam zapomnijcie o oklepanej bajeczce czy walce dobra ze złem. Tutaj te granice znikają tak szybko, że zaraz sam nie wiesz, kto jest ten dobry. Przedstawiam wam Janusza Magnuszewskiego, gościa, który do tej pory był totalnym przeciętniakiem, bardziej pasującym do siedzenia w bibliotece nad starymi księgami niż do starcia z potężnymi bossami. Muszę przyznać, że momentami naprawdę go nie rozumiałam go, ale wszystko pęka, kiedy uderza w niego osobista tragedia. Bo Gdy ginie dla nas najważniejsza osoba, to uwierzcie, kończy się chill. Zostaje tylko czysty gniew, miliony pytań w głowie i misja, żeby dopaść winnych. Żeby to zrobić, Janusz musi całkowicie odciąć się od przeszłości, zmienić nazwisko i zapomnieć o tym, kim był dotychczas.
To, co dla mnie było najlepsze to, że główny bohater nie dostaje nagle żadnych supermocy i nie staje się niezniszczalny od pierwszego rozdziału. Wręcz przeciwnie. To zwykły człowiek, który musi podejmować coraz bardziej hardcore'owe decyzje. Każdy krok wciąga go głębiej w bagno pełne niebezpiecznych układów, tajemniczych klanów i ludzi, którzy potrafią Cię wykończyć fałszywym uśmiechem równie mocno jak potężnym czarem. Akcja zabiera nas aż do mistycznej Moskwy, która jest sercem potężnego Kaganatu. Klimat jest niesamowity, ale i meganiebezpieczny. Autor stworzył świat, w którym magia to nie są kolorowe fajerwerki i rzucanie iskierkami dla zabawy. Tutaj magia to realna władza, broń i najtwardsza waluta. Czasami sekrety, trucizny i dobre sojusze robią większą robotę niż najsilniejsze zaklęcia. Przez całe to uniwersum wydaje się niesamowicie żywe i realne, mimo że to czyste fantasy.
Ale w tej historii nie chodzi tylko o bezmózgą rozwałkę i zemstę. To też opowieść o tym, ile jesteś w stanie poświęcić, kiedy stracisz absolutnie wszystko. O tym jak łatwo stać się potworem, kiedy próbujesz na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. W tej kwestii każdy z nas znajdzie obraz siebie. Nie będę tłumaczyć, o co chodzi, bo sami dowiecie się, czytając tę część, ale postarajcie znaleźć się na jego miejscu. Janusz co chwilę staje przed wyborami, gdzie nie ma dobrej opcji, jest tylko mniejsze zło. Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a za błędy płaci się tu najwyższą cenę.
Kolejnym plusem, który mnie urzekł to to, że tutaj nikt nie prowadzi Cię za rączkę. Musiałam sama kminić, analizować i zastanawiać się, kto jest ziomkiem, a kto zaraz wbije Ci nóż w plecy, coś jak w prawdziwym życiu, co według mnie nadaje tej książce takiego realizmu, ale zdaję sobie sprawę, że każdy z was może odczuwać coś totalnie innego. Jeśli miałabym w skrócie opisać, co i jak, to może zacznę od tego, że to historia o gościu, który dla zemsty przekracza kolejne czerwone linie, by na końcu odkryć, że jego największym wrogiem jest on sam. Gdy zamykasz tę książkę, zostajesz z poczuciem, że magia była tu tylko tłem dla czegoś znacznie większego. Najważniejsze okazują się emocje, trudne wybory, i to, co dzieje się po nich. A tego w Strażniku bram dostaniesz aż nadto.
Ulicami udręczonego głodem, oblężonego Leningradu przemyka wcielona Śmierć. Coś więcej niż oszaleli z rozpaczy kanibale, żerujący na trupach poległych...
Adam Przechrzta napisał bardzo przewrotną, awanturniczą powieść o powstaniu styczniowym. Stworzył historyczny traktat czy, jak to mówią, powieść idei a...
Przeczytane:2026-04-24, Ocena: 6, Przeczytałam,
Koniec powieściowej serii może przedstawiać się na wiele rozmaitych sposobów... Może kończyć się dobrze, może też kończyć się źle. Może się kończyć w satysfakcjonujący sposób, ale też i może kończyć się wielkim rozczarowaniem. Wreszcie może kończyć się we właściwym momencie, bądź też w chwili, gdy absolutnie nie jest to właściwym... Oto jednak Adam Przechrzta przekonuje nas w swojej najnowszej powieści „Strażnik bram" (będącej finalną częścią cyklu fantasy „Mons Viridis Magicus”), że może się kończyć jeszcze inaczej... Zapraszam was do poznania recenzji tej książki, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.
W życiu Janusza Magnuszewskiego nadchodzi czas, który zmieni wszystko... Jedno zdarzenie, które ukierunkuje jego kolejne losy, które każe przywdziać mu szaty nowej tożsamości i które zaprowadzi go z tajną misją na wrogie Senatowi terytorium Kagantu - ze współczesną Rosją po tej naszej, realnej stronie rzeczywistości, na czele. Tam przyjdzie zdobyć mu zaufanie nowych przyjaciół, wdać w się w centrum wojny wrogich klanów, jak i zyskać szansę na zemstę... Jednakże wiele kłopotów będzie czekać na niego również w domu, w magicznej Zielonej Górze...
To finalna odsłona tej powieściowej serii, ale też i będącą zarazem początkiem czegoś nowego, bardzo intrygującego, niezmiernie ciekawego. Otóż Adam Przechrzta zamyka tą książką pewien rozdział, ale jednocześnie i otwiera nowy, który będzie oczywiście wiązał się z osobą głównego bohatera, jego przeszłością i wciąż będącym dla nas tajemnicą, przeznaczeniem. Niemniej, pod wieloma względami będzie to już zupełnie inna historia, która ma już solidne podstawy, ale co przed nami i co przed Januszem, to już wie tylko Pan Przechrzta.
Jak już wspominałam, powieść tę można podzielić na dwie główne części - pierwszą, rozgrywającą się na terenie rzeczywistej i magicznej Rosji z Głębokiego Świata, jak i drugą, która przedstawia już losy Janusza po jego powrocie do domu. I w obu przypadkach mamy ciekawe wątki, podróże do niezwykłych miejsc, iście filmowo przedstawione sceny walki, jak i oczywiście politykę, w której to nasz bohater odnajduje się coraz lepiej. To wszystko puentuje zaś dramatyczny czas walki o świat, gdzie pojawią się odpowiedzi na dręczące nas od dawna pytania. Jest klimatycznie, jest dramatycznie i jest dokładnie tak, jak byśmy mogli sobie tego życzyć.
Janusz to postać, która przeszła wiele i która zmieniła się też na przestrzeni tych trzech tomów w niezwykle mocny sposób. To już nie jest ten sam dobroduszny antykwariusz, ale ktoś na podobieństwo bardzo niebezpiecznego maga, sprytnego polityka i przede wszystkim osoby, która może wiele, przerażająco wiele. I oczywiście takie wartości, jak honor, poczucie sprawiedliwości i dobroduszność są wciąż w nim obecne, ale nie oznacza to wcale tego, że nie jest on gotów na absolutnie wszystko, by dopełnić swych celów i zamiarów. To już bardziej człowiek „magicznego i głębokiego świata”, po prostu.
I choć odkrywamy tę magiczną rzeczywistość już po raz któryś, to zaskakuje i fascynuje nas ona w równie wielkim stopniu, jak miało to miejsce podczas lektury pierwszej części tej trylogii. Sama wizja zwykłego świata i ukrytego pod nią głębokiego świata magii rodem ze starożytności, czy też wczesnego średniowiecza, a do tego oparta na geograficznym i politycznym podziale z tamtych czasów, jest czymś znakomitym. Magia, demony, bogowie którzy mają względem Janusza swoje własny plany, ale też i to, co dzieje się tu i teraz - na czele z wojną na Ukrainie, to wszystko składa się na tę perfekcyjnie wykreowaną rzeczywistość.
Szkoda, że to koniec, swego rodzaju koniec. Bo oczywiście autor zaserwuje nam coś nowego, ale właśnie - to będzie coś nowe, a tym samym inne. Szkoda tej Zielonej Góry, tego klimatu, tych naszych polskich realiów, o które to będzie z pewnością już trudniej. Nie mniej, póki co cieszmy się tą zgrabnie napisaną opowieścią, gdzie są wielkie emocje ze śmiechem i łzami na czele, gdzie jest się czym pasjonować i gdzie możemy po prostu - albo też i aż, cieszyć się doskonałą, czytelniczą rozrywką w klimatach literackiego fantasy. Do tego dochodzą piękne ilustracje Pawła Zaręby, bez których też trudno byłoby wyobrazić nam sobie tę historię.
„Strażnik bram" Adama Przechrzty, to coś na kształt słodko-gorzkiego, czytelniczego dania. Słodkością jest odkrywanie tej porywającej fabuły, która zachwyca w każdym calu. Za gorzkość odpowiada zaś przekonanie, że po tej historii nic nie będzie już takim, jak wcześniej. Oczywiście, być może za rok napiszę, że to była dobra decyzja autora, ale dziś nie możemy być tego jeszcze pewni. Czas pokaże…, zaś póki co gorąco zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł.