Dlaczego nienawiść? Fragment książki „Las. Drzewo Adama"

Data: 2026-06-16 15:05:30 | Ten artykuł przeczytasz w 5 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Nastrojowa, wielopokoleniowa opowieść o ludzkiej ułomności, pamięci, odpowiedzialności i tajemnicach, które nie znikają mimo upływu lat.

Gdy młody naukowiec Adam wraca do rodzinnej wsi na Podlasiu, trafia w sam środek historii splatającej losy kilku rodzin i odsłaniającej dramatyczne wydarzenia z czasów wojny i powojennej Polski. W cieniu lasu, pośród milczenia i ukrytych konfliktów, bohater stopniowo odkrywa fakty, które zmieniają nie tylko jego życie.

„Las. Drzewo Adama" Moniki Orlińskiej grafika promująca książkę

Las. Drzewo Adama Moniki Orlińskiej to literacka, poruszająca powieść o dziedzictwie przeszłości i tożsamości wrośniętej w tę ziemię głęboko jak korzenie drzewa. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Las. Drzewo Adama. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Ojciec zrozumiał pierwszy, że będzie trzeba się pakować. Że to już koniec. W kwietniu z jego zwyczajnego zamyślenia i milkliwości narodził się gburowaty, ciężki ton. Nerwowość weszła w niego na stałe, reagował przesadnie na najmniejsze bodźce. Nie mogli pojąć, żadne z nich trojga: jak to możliwe? Minęły dwadzieścia trzy lata, zaledwie tyle, a już znowu są tymi złymi, tymi niepotrzebnymi, niechcianymi, tymi, którzy niszczą? Oni, ofiary najstraszniejszej zbrodni? Oni, Polacy, którzy przez te wszystkie lata budowali socjalistyczną ojczyznę w równych, karnych szeregach partii, podporządkowując się nieraz nakazom sprzecznym z sumieniem w imię jedności społecznej, w imię celów wyższych, które ten naród, a jego częścią przecież byli, wspólnie z partią, widział lepiej niż oni sami, mali, jednostkowi, ograniczeni swoim widnokręgiem?

Jak możliwe jest znowu przeżywanie tego, co już zdawało się na dobre pogrzebane w mrokach historii… Dlaczego oni? Dlaczego nienawiść? Dlaczego wrogość…

Matka broniła się przed tą myślą dłużej, ale uległa i ona. Nie potrafiła tego znieść. Napisów na drzwiach, na murach, wystających na ulicy tajniaków, śledzących ją w drodze do sklepu oczu, braku miejsca u fryzjerki, odwróconego wzroku sąsiadek. W czerwcu zdecydowali: złożyli polskie dokumenty i dostali bilet w jedną stronę. Zdecydowali, choć ona, ich jedyna córka, odmówiła.

Do końca nie mogli pojąć, co – bez nich – ją tu trzyma. Ona natomiast nie potrafiła ani im, ani sobie, tego wyjaśnić. Wiedziała, że musi zostać, przynajmniej jeszcze chwilę. Jeszcze miesiąc, jeszcze rok, jeszcze pięć lat…

Pomagała im się pakować. Segregować przedmioty, ubrania, pamiątki, dokumenty. Wtedy trafiła na tamte koperty.

Kiedy je otworzyła, aby przeczytać, początkowo była przekonana, że dotyczą kogoś innego. Wiedziała, że jest córką adoptowaną, nie kryli tego przed nią. Wiedziała, że zanim się urodziła, w tej rodzinie była śmierć, dużo śmierci i ta jedna, najważniejsza. Z porozstawianych po mieszkaniu zdjęć uśmiechała się do niej wiecznie mała, wiecznie radosna, wiecznie grzeczna i śliczna dziewczynka.

Historie nieobecnych budowały jej obraz miłości. To ci, którzy byli tu wcześniej, wypełniali serca i pamięć rodziców. Byli rdzeniem rodziny. Najgodniejszymi obiektami ciepłych uczuć. Nie mogli już nikogo rozczarować, zranić, zaniedbać. Byli ideałem miłości. Tym, o co próbowała walczyć, ale ona… żyła. Miała tego pecha, że żyła, była tu, musiała próbować zasłużyć na te same czułe uśmiechy, które matka kierowała do zdjęć i do wspomnień. Zdjęcia wisiały wszędzie, na każdej ścianie ich mieszkania. Byli tam wszyscy ważni, najważniejsi, najbardziej godni miłości, którzy zginęli rozsiani po obozach od Treblinki po Kulmhof, zastrzeleni na ulicy, złapani podczas ucieczki, upodleni, upokarzani, głodni, wymordowani… tacy szczęśliwi na wspólnych zdjęciach, grający w tenisa, jeżdżący konno, przy profesorskiej pracy patrzący wprost w obiektyw zza olbrzymich, rzeźbionych biurek, dziadkowie, ciotki i wujowie, roześmiani, palący cygara, eleganccy, zajęci rozmową i zadowoleni.

I ona. Jej siostra, której nie mogła poznać. Jak matka, z dobrą urodą: kędzierzawymi blond loczkami, jasnymi oczami. Maryla nie zapełniła nigdy pustki, którą pozostawili po sobie tamci w matce i ojcu. Próbowała. Bóg, w którego szybko zwątpiła po nieustannych, bezskutecznych, pełnych żarliwej nadziei modlitwach, ten Bóg jej świadkiem, że próbowała do samego końca. Wciąż miała poczucie, że to, co robi, to mało. Bez ustanku biegła na spotkanie niewypowiedzianym nigdy pragnieniom matki. Wzorowa uczennica, najlepsza, najporządniejsza, mądra, pomocna, wybierana do szkolnych pocztów sztandarowych, przewodnicząca klasy, przewodnicząca szkolnej gazetki, gorliwa pionierka, aktywistka ZMP i zwyciężczyni niezliczonych konkursów TPPR. Siłą rozpędu wtrącona w struktury aktywu nawet wtedy, kiedy już jej głowa zaczęła mówić: dość!

Od lat wiedziała, że to na nic. Nie wierzyła już ani trochę w ideały młodości. Napatrzyła się na ambicje, przepychanki, chciwość, złodziejstwo, obłudę. Sama małomówna i skryta, była celem i obiektem starań stronnictw i samozwańczych, coraz bardziej radykalnych i żądnych krwi przywódców. Była ostrożna. Potrafiła spełniać niewypowiedziane oczekiwania. O, to potrafiła doskonale. W odpowiednim momencie usunęła się nieco w cień, z zasadą: nie rzucaj się w oczy.

Utrzymała się więc, pomimo złego pochodzenia. Pomimo złego rodowodu. Pomimo nawet złego wyglądu…

Książkę Las. Drzewo Adama kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Las. Drzewo Adama
Monika Orlińska0
Okładka książki - Las. Drzewo Adama

Nastrojowa, wielopokoleniowa opowieść o ludzkiej ułomności, pamięci, odpowiedzialności i tajemnicach, które nie znikają mimo upływu lat. Gdy młody naukowiec...

Wydawnictwo
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje