Dla nastoletniej Heleny rysowanie jest całym światem. Kocha cienie, tła i detale, a wolny czas spędza głównie na szkicowaniu. Obserwuje bacznie otoczenie i przenosi obrazy na kartkę, czasem publikuje swoje prace na Instagramie. W szkole trzyma się na uboczu. Woli spędzać czas sama niż bawić się na imprezach, na których czuje się nieswojo. Nie do końca rozumie rówieśników i przez to często wybiera samotność, skupiając się na tym, co kocha najbardziej.
Przyjaźni się z Anką, która nie dzieli się z nią swoimi sekretami - jej rodzice są po rozwodzie i nie poświęcają córce wystarczającej uwagi, z czym dziewczyna nie potrafi się pogodzić.
Pewnego dnia Helena odkrywa, że ktoś pod jednym z udostępnionych przez nią zdjęć zamieścił obraźliwy komentarz. Otaczająca ją rzeczywistość w jednej chwili traci barwy, nagle zaczynają dominować odcienie szarości. Koleżanka radzi jej, by się nie przejmowała i nie brała tego do siebie, ona jednak nie może przestać o tym rozmyślać.
Nastolatka nie przypuszcza, że to dopiero początek, a spirala powoli się nakręca. Kto stoi za złośliwymi plotkami i wpisami w sieci? Do czego jest w stanie posunąć się osoba, która z niewiadomych przyczyn obrała sobie Helenę za cel? Czy na pewno hejterzy są bezkarni? A przede wszystkim – dlaczego ktoś to robi?
Czasami wystarczy jedna iskra, by rozpalić płomień nienawiści...
Tę książkę powinien przeczytać każdy rodzic.

Do przeczytania książki Nataszy Sochy Hejterka. Historia pewnej nienawiści zaprasza Zwierciadło. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Hejterka. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
ROZDZIAŁ 3
Helena stała przy automacie z napojami, przekładając w dłoni monetę. Zawsze wybierała oszronioną butelkę wody mineralnej, mimo że miała do wyboru inne opcje. Ale zupełnie nie potrafiła przekonać się ani do Coli, ani do jeszcze słodszej Fanty. Po niej chciało się jej jeszcze bardziej pić. Podniosła butelkę, stukając nią o plastikową ściankę automatu, i zaczęła odkręcać nakrętkę.
Nie zauważyła, kiedy podeszły. Dopiero gdy usłyszała głos Anki, z którą siedziała w jednej ławce, podniosła wzrok. Anka była jedną z osób nigdy nieprzestających mówić. Zawsze otoczona grupą, zawsze pewna siebie, jakby każdy dzień był dla niej małą sceną. Ładna blondynka o zielonych oczach, szczupła, wysportowana, pewna siebie. Mieszkały na tym samym osiedlu.
– Ej, Hela! – zawołała, zerkając na nią błyszczącymi oczami. Idziesz na imprezę do Kamila?
Helena na sekundę zamarła. Domyśliła się, że chodzi o domówkę, o której wszyscy mówili od kilku dni. Nie zapraszało się nikogo oficjalnie, po prostu przychodził, kto chciał. A ona od początku wiedziała, że nie chce.
– Raczej nie – odpowiedziała cicho, poprawiając pasek plecaka. – To nie dla mnie.
– Serio? – Anka przechyliła głowę, udając zdziwienie. – Myślałam, że się pokażesz. Wiesz, cała klasa idzie…
– Właśnie dlatego – wymknęło się Helenie szybciej, niż by tego chciała. – Nie przepadam za takimi imprezami. Tłum, głośna muzyka, alkohol… No nie czuję tego.
Anka przygryzła wargę i powoli skinęła głową.
– Jasne, spoko. Nie każdy lubi takie akcje. – Uśmiechnęła się na chwilę. – W sumie lepiej zostać w domu, niż się męczyć.
– Właśnie – przytaknęła Helena.
– Luz, nikt cię nie zmusza. – Anka odsunęła się od szafki, poprawiła włosy i spojrzała na Helę jakoś tak dziwnie. Zimno.
Helena poczuła, jak coś w niej zastyga. Niby nic się nie wydarzyło, zwykła wymiana zdań, a jednak coś zazgrzytało. Naprawdę nie przepadała za takimi imprezami. Za każdym razem czuła się nieswojo, jak ktoś, kto zupełnie nie pasuje do otoczenia. Nie piła alkoholu, nie śmiała się z byle czego, nie udzielał się jej cały ten rozedrgany nastrój. Nie dlatego, że nie lubiła towarzystwa swoich kolegów, po prostu coraz częściej rozmowy z nimi schodziły na tematy, których nie rozumiała.
Zamiast zwykłych pogaduszek o kosmetykach, serialach czy choćby szkole, nagle większość mówiła o alkoholu, marihuanie i pierwszych razach, które dla Heleny były totalną abstrakcją. Starała się nie dawać po sobie poznać, że to nie jest jej świat, ale i tak nie umiała się w tej rozmowie odnaleźć. Zupełnie jakby wszyscy wokół niej dostali klucz do tajemnicy, której ona nie znała. Owszem, słyszała pikantne historie krążące wśród koleżanek o nocnych wypadach, pocałunkach, o tym, jak to jest, gdy ktoś pierwszy raz wsuwa ci rękę w majtki. Ale nie miała na ten temat nic do powiedzenia. Co więcej – to ją krępowało.
Nie chodziło o to, że czuła się „inna”. To była raczej kwestia niechęci do tematu, który wydawał się jej zupełnie nieistotny w porównaniu do innych spraw. Odnosiła wrażenie, jakby te rozmowy były wyciągnięte z podręcznikowej definicji życia „dorosłych”, a ona doskonale wiedziała, że to tylko pozory. Tak, może była trochę dziwna, trochę bardziej zamknięta, ale nie rozumiała, dlaczego ta część życia nagle miała się stać wyznacznikiem bycia wartościowym. Wstydziła się nie tylko o tym mówić, ale również słuchać. Poza tym – nie wierzyła w ani jedno słowo.
Każde wspomnienie o pierwszym razie, o chłopakach, którzy wiedzieli co i jak sprawiało, że coraz bardziej się oddalała. Choć starała się uśmiechać i słuchać, jej myśli błądziły gdzieś indziej i uciekały na bezpieczne tereny.
Odwróciła teraz wzrok, patrząc na metalową obudowę automatu, udając, że czegoś tam jeszcze szuka. Jej palce zacisnęły się na butelce, a potem cicho wymamrotała:
– Może innym razem.
Jej głos był spokojny, nieco ospały, jakby te słowa rzuciła od niechcenia. Starała się jednak, żeby zabrzmiało to w miarę naturalnie.
Anka przez chwilę nic nie mówiła. Z lekko zmarszczonymi brwiami popatrzyła na Helenę, jakby oczekiwała innej reakcji. Jakby się spodziewała, że jednak powie „tak”, że po prostu się przyłączy, jak to robiły inne dziewczyny. Ale Helena wróciła do swojego milczenia, które nagle zaczęło być jakieś niewygodne.
– Okej – odparła w końcu Anka, starając się pokryć rozczarowanie sztucznym, szerokim uśmiechem. – No to następnym razem.
Reszta dziewczyn stała z boku, czekając na ciąg dalszy. Helena poczuła na sobie ich spojrzenia, które przycupnęły na jej plecach i zaczęły ciążyć.
To była zwykła rozmowa, jakie w szkole zdarzały się codziennie. Normalna sytuacja – taka, jakiej nie zauważyliby nawet najbardziej wnikliwi obserwatorzy. Pytanie, propozycja, odmowa. Ale dla Anki i Heli to był moment zmiany. Bez głośnych słów, bez wyraźnych gestów – na grunt rozczarowania pierwszej z nich padło ziarno, które za chwilę zacznie kiełkować, powoli, niemal niezauważalnie. I przebije się jak trawa przez te popękane płyty na osiedlu Heleny.
Ale jeszcze nie teraz.
Na razie kończyły się lekcje i większość osób z klasy Heleny jak zwykle wylądowała w pobliskim sklepiku. Niewielki lokal pachniał kawą z automatu i hot dogami, a na półkach piętrzyły się paczki chipsów, orzeszków, ciastek i słodkich napojów.
– Pani Krysiu, a hot dog nie może być dziś ciut taniej? – zapytał Kamil, opierając się łokciem o ladę. – Bo wie pani, mam kryzys, koniec miesiąca, a człowiek cały czas rośnie.
Pani Krysia, kobieta po sześćdziesiątce, o kręconych, zawsze trochę rozwichrzonych włosach, które farbowała na intrygujący kolor, coś pomiędzy miedzią a marchewką, miała pulchną twarz i okulary co chwilę zsuwające się z nosa. Była nieodłączną częścią tego miejsca. Od lat obsługiwała kolejne pokolenia uczniów z pobliskiej szkoły i co ciekawsze – nadal wszystkich pamiętała. Była surowa, kiedy próbowało się ją oszukać, ale też sprawiedliwa. Gdy komuś brakowało złotówki czy dwóch, potrafiła machnąć ręką. A kiedy naprawdę burczało w brzuchu, zawsze znalazła się jakaś „niepoliczona” kanapka.
Dla uczniów była trochę jak nieoficjalna część szkoły. Wiedzieli, że mogą próbować podpuścić panią Krysię, ponegocjować, ale ostatecznie to ona miała ostatnie słowo i każdy to respektował.
Teraz tylko zmrużyła oczy.
– Ty to już urosłeś wystarczająco, Kamil. Cena taka sama jak wczoraj.
– Ale przecież parówki i tak się popsują, nie? – podchwycił ktoś z tyłu.
– Nic się nie psuje, wszystko zawsze mam świeże – odparła Krysia stanowczo, choć kąciki ust jej drgnęły.
– To ja wezmę dwa – wtrąciła Nikola, rzucając drobne na ladę. – Jeden dla mnie, drugi dla Heleny.
– Daj spokój – zaprotestowała Hela. – Sama sobie kupię.
– Ej, patrzcie na to! – krzyknął nagle Bartek, który grzebał przy regale ze słodyczami. – Tu są ciastka przeterminowane o dwa dni! – Triumfalnie uniósł paczkę. – Pani Krysiu, to powinno być o połowę taniej – dodał, uśmiechając się szeroko.
Sprzedawczyni podeszła do niego, spojrzała na opakowanie i bez słowa wyrwała mu je z ręki.
– Do zwrotu – mruknęła, odkładając paczkę na bok.
– Ale ja mogę je zjeść! – Bartek nie ustępował. – Mam mocny żołądek, wszystko strawi.
– Na pewno. – Krysia spojrzała na niego zza okularów. – A ja potem będę się tłumaczyć, że zatrułeś się u mnie? Dziękuję, nie skorzystam.
Wszyscy parsknęli śmiechem.
– To chociaż rabat na chipsy – próbował jeszcze Bartek. – Za cierpienie moralne.
– Masz rabat na naukę – odcięła Krysia. – Zasuwaj do domu i się ucz, zamiast kombinować jak szczur z Wall Street.
Helena się uśmiechnęła. Wzięła swojego hot doga, zapłaciła i stanęła z boku, czekając, aż reszta zakończy negocjacje.
– To co, park czy przystanek? – rzuciła Anka. – Bo ja jakoś nie mam ochoty jechać od razu do domu.
– Park! – zgodziła się reszta i Helena też odruchowo przytaknęła. Człowiek szybko się uczy, że bycie sobą ma swoją cenę. Dlatego zaczyna się wyginać. Dopasowywać ton głosu, sposób chodzenia, nawet to, jak trzyma telefon. Zmienia się po trochu, żeby nie odstawać. Wchodzi w rytm cudzych zachowań, bo samotne dźwięki giną w hałasie.
Paradoks polega na tym, że właśnie to, co nas różni, jest tym, co w sobie najbardziej lubimy – ale tylko wtedy, kiedy nikt nie patrzy. Dziwność jest bezpieczna w zamkniętym pokoju, w czterech ścianach.
To tak jak z ubraniem, które świetnie wygląda w lustrze, podczas gdy na ulicy wydaje się absurdalne. Niby to wciąż my, a jednak nie do końca. I nie wiadomo, kiedy następuje moment, w którym ta udawana wersja siebie staje się codziennym kostiumem. Z zewnątrz wygląda to jak zwykła adaptacja, ale w środku coś się kurczy – ten drobny, niepokorny fragment, który chciał mówić własnym głosem. Milknie, żeby nie psuć rytmu.
Siedzieli na ławce w parku, tej obok fontanny, jeszcze nieczynnej. Wiosenne popołudnie pachniało czymś nieokreślonym trochę dymem, trochę ziemią po deszczu. Anka przysiadła na oparciu, obok niej Kamil i Zośka, a na uwagi przechodniów, że nie powinny wchodzić z butami na siedzenie, tylko parskali śmiechem. Helena trzymała się nieco z boku, udając, że obserwuje coś za drzewem. Nie chciała od razu po lekcjach wracać do domu, więc poszła z nimi, chociaż na to też nie miała specjalnie ochoty.
Kamil wyjął telefon i kilka razy przesunął palcem po ekranie.
– Zobaczcie, jaki przypał – powiedział, pokazując im zdjęcie na Instagramie. Dziewczyna z równoległej klasy, w trochę nieudanej pozie i z rozmazanym makijażem.
Zośka parsknęła śmiechem.
– Ale wiocha. Kto w ogóle wrzuca zdjęcia bez filtra?
Zaczęli przeglądać kolejne profile, komentować, oceniać. „Ta wygląda, jakby szczura zjadła”, „Temu przydałby się fryzjer”, „Spójrzcie, jakie grube dupsko”.
Helena słuchała i czuła, jak w środku robi jej się zimno. Nie chodziło o te konkretne osoby – chodziło o ton. I ten rodzaj śmiechu, który nie miał nic wspólnego z zabawą, tylko z potrzebą postawienia kogoś niżej.
– Nie macie wrażenia, że to trochę… nie fair? – rzuciła cicho, zanim zdążyła się powstrzymać.
Kamil spojrzał na nią, unosząc brew.
– Co, żal ci ich? To tylko żarty. Przecież nikt ich nie oznacza. No i raczej tego nie słyszą.
Zośka wzruszyła ramionami.
– Wszyscy to robią. Każdy kogoś obgaduje. Taki świat.
Helena chciała coś odpowiedzieć, ale zabrakło jej słów. Patrzyła, jak nadal się śmieją, jak pokazują sobie kolejne fotki, jak oceniają czyjeś niedoskonałości. Odwróciła wzrok.
Kilka metrów dalej mały chłopiec próbował złapać bańkę mydlaną. Pękła mu tuż przed nosem, a on zamiast się rozzłościć, wybuchł śmiechem. Ten dźwięk był jak kontrapunkt – coś prawdziwego wśród idiotycznych żartów.
Helena wstała.
– Spadam – powiedziała, nie patrząc na nikogo.
Nikt nic nie powiedział. Zośka tylko machnęła ręką, a Kamil nawet nie oderwał wzroku od telefonu.
Kiedy odeszła kilka kroków, usłyszała jeszcze ich rozbawione głosy. Dotarło do niej, że granica między śmiechem a okrucieństwem jest bardzo cienka. Tak bardzo, że wystarczy jedno kliknięcie, żeby ją przekroczyć.
Książkę Hejterka kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
