Miłość bywa lekarstwem, ale czy dla każdego? „Zapomniana miłość. Night" Anny Wolf

Data: 2026-04-20 11:00:09 | Ten artykuł przeczytasz w 16 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Dla Nighta bycie częścią Black Angels MC jest wszystkim. Mimo że demony ścigają go każdego dnia, biker próbuje z nimi walczyć i wymazać przeszłość. Przeszłość tymczasem staje przed nim pewnego dnia w osobie Willow Burnett. Kobieta zjawia się w jego życiu ponownie niczym ognisty podmuch. Chociaż motocyklista wie, że może się sparzyć, chce pomóc swej dawnej miłości, bo kiedyś mocno ją skrzywdził. Nie wie, że to, przed czym dziewczyna ucieka, może ich dwójkę oraz klub naprawdę sporo kosztować. Zwłaszcza że odżywają dawno zapomniane uczucia. Poczucie winy sprawia, że sypią się między obojgiem iskry, a żal zamienia się w namiętność. Jest jednak coś, co może wszystko zburzyć. Coś, przez co noszą wciąż palące blizny nie tylko w sercach… 

Miłość bywa lekarstwem, ale czy dla nich? Czy uleczą swe serca i zapomną o tym, co ich rozdzieliło na lata?

 „Zapomniana miłość. Night" Anny Wolf grafika promująca książkę

Zapraszamy do lektury powieści Anny Wolf Zapomniana miłość. Night. To drugi tom i kontynuacja książki Mroczne serce. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Zapomniana miłość. Night:

Rozdział 1

Ciężkie powietrze niemal osiadło mu w płucach. Było tak za każdym razem, kiedy w Missisipi wzrastał poziom wilgoci i ta dosłownie panoszyła się w mieście. Przytknął butelkę do ust, po czym upił łyk i obserwował krople deszczu uderzające o ziemię. Unoszący się w powietrzu zapach przypomniał mu dom, o którym zdążył już zapomnieć. Tak naprawdę nie chciał pamiętać… Wymazał wszystko z pamięci. Obiecał, a w sumie to nawet przysiągł sobie, że nigdy, naprawdę nigdy nie wróci do rodzinnej miejscowości ani do wspomnień z nią związanych. Nie były dobre. Przynajmniej nie wszystkie. Część była miła, ale później smakowały i do tej pory smakują goryczą. I chociaż tak bardzo chciał, by w końcu się ulotniły, nie udało się. Od czasu do czasu wracały. Tak jak teraz, kiedy stał przed klubowym domem i wciągał w nozdrza przesycone wilgocią powietrze.

Zaciągnął się nim. Lubił deszcz i jego zapach. Tyle że czasem przypominał mu o rzeczach, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Potarł dłonią przedramię i zapatrzył się w ciemność. Tylko on wiedział, że blizny miał nie tylko na sercu i duszy.

Odwrócił głowę i uśmiechnął się. Prezes i Eli bawili się na imprezie, którą klubowy brat wyprawił teraz swojej żonie, po dwóch miesiącach po ich ślubie. Nie bardzo to rozumiał, natomiast po szczęściu wypisanym na twarzy starej ich przywódcy mógł stwierdził, że chyba wszystkie kobiety chciały tego samego. Sukni, wesela i tortu ślubnego. Suknia była, ale czerwona, wesele raczej przypominało klubową imprezę, tylko bez dziwek. No i był imponujących rozmiarów tort. Pierwszy raz widział Darknessa tak uśmiechniętego.

Cholera, jednak miłość zmieniała coś w człowieku. I to na lepsze. Wiedział, że Eli była dla prezesa jego sercem. A Night nie czuł zazdrości. Jedynie cieszył się ich szczęściem, jednocześnie zdając sobie sprawę, że on sam miał marne szanse na chociażby ułamek tego, co łączyło tamtą dwójkę. Chciałby, ale… Chcieć nie oznaczało móc. Miał świadomość, że to, co było między jego klubowym bratem i Eli, jemu się nigdy nie przytrafi. Nie z jego wyglądem i przeszłością.

Odetchnął głęboko i pokiwał głową. Zostanie tutaj. To miejsce było jego domem, a Black Angels rodziną. W Corinth był u siebie. Zyskał do tego nową przyjaciółkę, więc nigdzie się nie wybierał. Nie miał dokąd i po co, a mimo to jego duszę szarpało coś, czego nie potrafił nazwać. Czuł gniotące go poczucie winy, którego próbował się pozbyć przez te wszystkie lata. Czasem się zastanawiał, czy nie zachował się jak szmata, ale żeby nie popaść w samobiczowanie, odganiał te myśli. Niczego nowego by nie wniosły, a jemu niepotrzebne były wyrzuty sumienia, nawet jeśli uważał się za bydlaka. Dopił swoje piwo, odstawił butelkę na ziemię i ruszył przed siebie, by się oddalić od imprezy, bo nie miał ochoty na pijaństwo ani na jakąkolwiek zabawę. Czasem potrzebował samotności, którą zresztą lubił. Dzisiaj był taki dzień, kiedy nie chciał myśleć. Alkohol w tym pomagał, tylko że on nie chciał upijać się z resztą towarzystwa. Wolał wsiąść na motocykl i pojeździć. To był jego plan, tylko niestety jeżdżenie w deszczu nie należało do jego ulubionych zajęć, więc wybrał coś innego. Rzucił okiem na klubowy dom, z którego dochodziła głośna muzyka oraz przekrzykiwania braci, po czym skierował kroki do zbrojowni. To tam czasem uciekał, kiedy potrzebował samotności.

Wdrapał się na dach. Był dokładnie w tym samym miejscu, z którego miał oko na tych farbowanych gliniarzy. Budynek był dawno temu częścią jakiejś fabryki. Nigdy do końca się nie zastanawiał, co tutaj produkowano. To nie miało większego znaczenia. Było, minęło. Życie… On i zapewne większość klubowych braci doświadczyła tego na swojej skórze. A jego skóra pamiętała aż za dobrze.

Spojrzał na swoją lewą rękę. Była pokryta tatuażami, tak samo jak prawa. Miał zrobione całe rękawy, chociaż ten drugi dokończył zaledwie dwa tygodnie temu, i to nie bez przyczyny. Ale nie chciał o tym nawet myśleć.

W końcu się podniósł, popatrzył na przejaśniające się niebo i po kilku minutach był na dole przed zbrojownią. Mimo wcześniejszego nastawienia postanowił dołączyć do chłopaków. Jakoś za bardzo mu się wdarły do głowy niechciane obrazy z przeszłości. Postanowił je wymazać. Nigdy nie brał, nie jarał blantów, a choć alkoholu sobie nie żałował, zawsze wiedział, kiedy się zatrzymać. Nie chciał skończyć jak… To była właśnie jego bariera. Choć jako czarna owca w rodzinie mógł już robić tylko to, co uważał za stosowne, sam ustawił sobie granice w pewnych sprawach. A do tego nie musiał się nikomu spowiadać. Posiadanie takiej pozycji było wygodne.

Kopnął niewielki kamyk i ruszył do klubowego domu. Zanim wszedł od środka, dostrzegł Pam, która uśmiechnęła się na jego widok.

– Cześć, Night.

– Cześć.

– Idziesz do środka?

– Być może – odpowiedział.

– To być może masz ochotę na seks?

– To propozycja?

– Owszem. Więc jak, kowboju?

Na ostatnie słowo się spiął, ale po chwili rozluźnił. Przecież nikt tutaj nie wiedział, kim tak naprawdę był albo raczej z jakiej rodziny się wywodził. – Tutaj. – Pociągnął ją za budynek. Wolał to robić w ciszy i bez mielących ozorem braci. Czasem mu nie przeszkadzało uprawianie seksu gdzieś na uboczu w jednym pomieszczeniu, ale nie dzisiaj. Dzisiaj potrzebował przestrzeni.

– To co mam…? – urwała, bo uciszył ją dłonią.

– Klęknij i mi obciągnij.

– Nie chcesz…?

– Nie chcę. To dla ciebie jakiś pieprzony problem?

– Ależ skądże znowu. Sądziłam tylko… Zresztą nieważne – cmoknęła i się uśmiechnęła. Nawet w półmroku widział jej słodką twarz. Lubił ją, to znaczy lubił się z nią pieprzyć. Nigdy mu nic nie powiedziała, ale też nigdy się przy niej całkiem nie rozebrał. Chyba przed żadną kobietą nie stanął nagi. Nie chciał. A klubowa cizia, jeśli nawet coś dojrzała, to zwyczajnie tego nie skomentowała.

Rozpiął spodnie, opuścił je wraz z bokserkami niżej, żeby dać dziewczynie lepszy dostęp do siebie, a następnie poczuł jej ciepłą dłoń na swoim fiucie. Lekko się spiął, co szybko ustąpiło, bo usta Pam znalazły się na jego sprzęcie. Poczuł błogość, kiedy zaczęła go delikatnie lizać, po czym ssać. Tak, to było to, czego teraz potrzebował.

– Szybciej – sapnął, gdy ona pracowała nad nim intensywnie.

Jego kutas cały znikał pomiędzy jej ciepłymi wargami, którymi szczelnie go obejmowała. To było w cholerę przyjemne, do tego stopnia, że gdy mocniej go zassała, mało brakowało, a doszedłby. Jednak potrzebował jeszcze tego czegoś. Dlatego złapał ją za włosy z tyłu głowy i zaczął sam nadawać rytm jej ustom, kiedy zwinnie oplatała go językiem. To była tylko chwila, ale taka, że błyskawicznie doszedł w jej ustach.

– Dzięki – mruknął, gdy Pam wstała i spojrzała na niego wymownie.

– Nie ma za co, chociaż ja żadnej przyjemności z tego nie miałam – powiedziała z przekąsem, ale bez obrażania się.

– W klubie na pewno znajdzie się chętny, który sprawi, że ten wieczór stanie się lepszy, ale to nie będę ja.

– Dlaczego?

– Bo skończyliśmy – uciął krótko.

– Dziwny jesteś – westchnęła i zostawiła go w spokoju.

Pam nie do końca rozumiała bikera. Zresztą chyba żadna z klubowych suk, które tutaj przebywały w weekendy, nie wiedziała, dlaczego mężczyzna się tak zachowywał. Niby w sumie nie różnił się od innych, ale nie przypominała sobie, żeby ona ani któraś z kobiet chwaliła się, że spędziła z nim noc. Odwróciła się jeszcze na chwilę. Stał tam z odpalonym papierosem. Nie znała go, ale trochę znała się na ludziach i wyglądał jej na niezbyt szczęśliwego człowieka. Chociaż, co ona tam mogła wiedzieć. Nie zawracając sobie nim więcej głowy, zniknęła w klubowym domu.

Niedopałek wylądował na ziemi, biker zdeptał go butem i ruszył w kierunku swojej maszyny, bo zmienił zdanie na temat imprezy. Poza tym zajebiście kochał swój motocykl i przejażdżki. Wtedy czuł się pieprzenie wolny. Wiatr we włosach i na skórze sprawiał, że właśnie w takich chwilach był szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy.

Przeciął podwórko i podszedł do swojej dziecinki. Dosiadł ją, a po chwili, gdy silnik zamruczał, zapiął kask pod brodą. Nie lubił zbytnio ryzykować. Już raz miał poważny uraz po wypadku, więc ograniczał ryzyko. Każde.

Wyjechał za bramę klubu i ruszył przed siebie w ciemność Missisipi. Ciepłe powietrze otulało go, kiedy spokojnie pokonywał kolejne kilometry. Jechał bez celu. Sam. Bez kumpli. Było mu to teraz wyjątkowo potrzebne. Chociaż jego wspomnienia i teraźniejszość miały gorzki posmak, nie zazdrościł nikomu szczęścia. Po prostu wiedział, że jemu już ono nie będzie dane. Natomiast z jednej rzeczy cieszył się najbardziej: była to przyjaźń ze starą prezesa. Wiedział, że będzie ona jak ość w gardle Darknessa, ale akurat to miał w nosie. Nie odbiłby nikomu kobiety. Mimo że Eli była ładna, to zupełnie nie w jego typie. O swoim typie wolał nie pamiętać. Odciął się od tamtego życia i przestało ono dla niego istnieć. On też jakby nie istniał. Był teraz tylko Nightem i to musiało wszystkim wystarczyć. Jemu wystarczająco się podobało. W sumie dla Eli był wampirem, co też mu pasowało.

Uśmiechnął się i ciężko westchnął, a następnie zjechał do przydrożnego baru. Był głodny. Zajęty posępnymi myślami nie zdążył nic zjeść od śniadania, więc zaparkował na końcu parkingu przed budynkiem, w którym mieścił się bar. Wyłączył silnik, zsiadł i się rozejrzał. Nie potrzebował kłopotów, gdy miał na plecach klubową kamizelkę. Nie miał się oczywiście czego obawiać, mimo że ludzie czasem dziwnie reagowali na klubowe barwy. Nie każdy był przyjaźnie nastawiony, ale nigdy nic złego go nie spotkało.

Schował kluczyki od swojej maszyny do kieszeni spodni, a następnie wszedł do środka. Kilkoro siedzących gości nawet na niego nie zareagowało, co mu odpowiadało. Zajął miejsce przy mieszczącym się koło okna stoliku, skąd miał na widoku cały bar, łącznie z włączonym telewizorem, który nadawał jakieś wiadomości. Te zaś gówno go obchodziły.

– Dzień dobry. Co ci podać? – zapytała dość młoda kelnerka.

– A co polecasz?

– O tej porze – zerknęła w kartkę – proponuję pieczone ziemniaki, stek oraz sałatkę, jeśli lubisz. – Więc poproszę taki zestaw.

– Piwo?

– Colę, jeśli można.

– Jasne, że można. – Kobieta posłała Nightowi uśmiech, po czym odeszła.

Biker rozsiadł się wygodnie i obserwował otoczenie. Lubił to robić, bo wiele mu to ułatwiało. Na przykład w przewidywaniu ludzkich działań. Miał intuicję i dzięki niej jakoś się to jego życie toczyło do przodu bez specjalnych przygód, co mu odpowiadało.

Oderwał wzrok od szyby i skupił się na wiszącym pudle, na którego ekranie pokazywano pożar. Patrzył na obrazy beznamiętnie, po czym skupił swój wzrok na kobiecie, która szła z jego zamówieniem.

– Dzięki – odezwał się, kiedy postawiła przed nim talerz oraz szklaną butelkę coli.

– Smacznego – powiedziała i położyła na stoliku serwetkę.

Kiedy odeszła, Night zauważył, że zostawiła na niej numer telefonu. Olał to, bo i tak by z niego nie skorzystał. Nie chciał. Za to chwycił widelec i zaczął jeść pieczone ziemniaki, które były naprawdę dobre, a po chwili do ust wpakował spory kawałek odkrojonego steku. Przeżuwał powoli, bo nigdzie mu się nie spieszyło. W klubie czekało tylko pijaństwo, a on nie miał dzisiaj ochoty na procenty.

W połowie posiłku ponownie spojrzał na telewizor. Leciało coś z ostatniej chwili. Zawiesił wzrok na migawce obrazów i zastygł z widelcem w dłoni. Przełknął, popił i wstał, a następnie podszedł bliżej, by dokładniej wsłuchać się w wiadomości. Przystanął kilka metrów od pudła, założył ramiona na klatce piersiowej i skupił się na słowach reportera. Zmarszczył czoło, ściągnął brwi, a na końcu zacisnął usta w wąską linię i ruszył do kasy.

– Dziękuję. – Położył pieniądze na ladzie. – To za tamten – wskazał stolik – posiłek.

– Smakowało?

– Tak. Do widzenia – pożegnał się i wyszedł na zewnątrz, gdzie uderzyło w niego wieczorne i dość parne powietrze Missisipi.

Wziął głęboki wdech. Wciąż pachniało deszczem i czymś, czego nie potrafił wytłumaczyć. Czasem czuł dziwną woń, której nie mógł do niczego przypisać, ale wiedział, że to jego umysł płatał mu figle. Nie uważał się za szurniętego, po prostu pewne zapachy zapamiętał z dzieciństwa. Niechętnie wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer w nadziei, że ktoś obierze. Dawno tam nie dzwonił. Przyłożył iPhone’a do ucha i czekał pewien, że jak zawsze po drugiej stronie będzie ta jedna osoba. – Tak, słucham? – Spiął się na dźwięk tego głosu. – Halo? Jest tam kto? – Nie odezwał się, nie był w stanie. – To ty, Nath?

Chciał powiedzieć, że tak, ale usta wciąż miał zamknięte. Nie chciały z nim współpracować, więc na linii panowała cisza. On nie był w stanie wciąż wydusić ni słowa, a po drugiej stronie słychać było jedynie ciężki oddech. Kobieta się nie rozłączyła.

– Proszę, powiedz, że jesteś Nathanielem.

Zamknął na chwilę powieki. Coś ścisnęło go w klatce piersiowej. Poczucie winy? Nie zrobił nic, przez co miałby się tak czuć. Może prócz tamtego…

– Cześć – udało mu się wydusić, mimo zaciśniętego gardła – mamo.

Po jego słowach zapadła ponownie cisza. Nie wiedział, czy kobieta się rozłączyła, gdyż sapanie ustało. Domyślał się, że przeżyła właśnie szok, ale… Kurwa, nie mógł inaczej.

– Wszystko z tobą dobrze? – zapytała szeptem.

– Czy on tam jest?

– Nie, nie ma – odpowiedziała normalnym tonem, ale on jej nie wierzył. – Myślałam, że…

– urwała.

– Nie żyję? Owszem, Nathaniel Redstone nie żyje. Nie ma go. Umarł dziesięć lat temu powiedział spokojnym tonem.

– Wrócisz?

– Nie, ponieważ nie żyję.

– Nie mów tak.

– Ja pieprzę – sapnął cicho. – Nie mogę wrócić, to się źle skończy i dobrze, do cholery, wiesz dlaczego.

– Nie zrobisz tego – wydusiła.

– Nie zrobię? Myślisz, że nie jestem w stanie go uszkodzić?

– Znam cię, nie jesteś. Poza tym nie masz za co.

Tutaj się z nią, do chuja, nie zgadzał. Było wiele rzeczy, wiele powodów, za które tamtemu należał się porządny wpierdol. A Night mógłby go zabić gołymi pięściami i wtedy matka by go znienawidziła. Wolał więc takie wyjście. Było bezpieczniejsze. Udawanie, że nie żyje, rozwiązywało wszystkie kłopoty. Zresztą faktycznie oficjalnie zmarł.

– Jak wspomniałem, Natha Redstone’a już nie ma pośród nas, więc wierz mi, że nasze spotkanie nie należałoby do miłych. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło.

– To był cholerny wypadek. To wszystko… Nikt nic nie zrobił. Nikt nie był niczemu winien, synku. – Dobrze cię było usłyszeć, mamo. Trzymaj się i… Po prostu uważaj na siebie – powiedział.

– Willow…

– Nie wypowiadaj tego imienia – warknął.

– Ale…

– Poprzestańmy na tym, że zadzwoniłem. Dobrze było cię usłyszeć, cześć.

Tym razem to on od razu się rozłączył, po czym schował telefon do kieszeni i ruszył w kierunku motocykla. Wsiadł, zapiął kask i odjechał z rykiem silnika. Wiedział, że przepisowa jazda nie przyniesie mu ulgi, więc na długiej prostej przyspieszył, bo właśnie teraz zaczęły go ponownie ścigać demony. To był pierdolony błąd, że zadzwonił do matki po tylu latach milczenia, jednak musiał wiedzieć, czy u niej wszystko dobrze. Z telewizji wiedział, że paliło się sąsiednie ranczo, a ogień zawsze szybko się rozprzestrzeniał. No ale skoro wszystko było okej, nie miał zamiaru więcej zajmować sobie tym gównem głowy. Jak podkreślił w rozmowie, Nath nie żył. Zmarł tamtej nocy. A Night narodził się w mroku tajemnic i licznych ran.

Żył już innym życiem, a jedyna rodzina, jaką miał, to klubowi bracia. Był wdzięczny za wszystko, co było mu teraz dane.

Książkę Zapomniana miłość. Night kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Zapomniana miłość. Night
Anna Wolf 0
Okładka książki - Zapomniana miłość. Night

Dla Nighta bycie częścią Black Angels MC jest wszystkim. Mimo że demony ścigają go każdego dnia, biker próbuje z nimi walczyć i wymazać przeszłość. Przeszłość...

Autor