Przeczytajcie opowiadanie Tomasza Minkiewicza (WILQa)

Autor: Slk
News - Przeczytajcie opowiadanie Tomasza Minkiewicza (WILQa)

Kto powiedział, że malutka księżniczka nie może być doskonałym detektywem, nieustraszonym pogromcą wszelkiej maści złoczyńców, bohaterską obrończynią słabych i pokrzywdzonych? Może, bez najmniejszych wątpliwości! Rozwiąże każdą zagadkę, pokona wszystkie złe czarne charaktery. Nawet potężny czarnoksiężnik nie jest w stanie jej przechytrzyć. Bez wahania wyruszy na brawurową, pełną niebezpieczeństw wyprawę. Koniecznie musicie się z nią zapoznać.

Zuchwała jak Pippi Pończoszanka, pomysłowa jak Szewczyk Dratewka - Księżniczka Detektyw jest miniaturowym super-hero (tyle, że zamiast obciachowego trykotu nosi kraciastą czapkę w kształcie kabaczka). Jej bezczelna mina sprawia, że miękną kolana złoczyńców, a spryt i determinacja tej nie księżniczkowatej Księżniczki budzi „szacun” u czytelnika. Chętnie podążamy za nią, ściskając kciuki w potrzebie i chichocząc podczas lektury.

- Tomasz Minkiewicz (znany szerzej jako WILQ) żongluje baśniowymi motywami, ubranymi w nowy, śmieszny kostium. Jego koboldy, trolle i czarownicy pochodzą z zamierzchłej bajki, a zarazem zdają się mieszkać tuż za rogiem, na wielkomiejskim blokowisku. W pojedynku z nieustraszoną tycią Księżniczką Detektywem, uzbrojoną jedynie w notes,  tracą język w gębie. Nieuchronny happy end wieńczy tę fajną (!) książkę.  - powiedziała o Księżniczce Detektywie. Górze czarnoksiężnika Assa Tarassa Joanna Olech. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Alegoria, a już dziś - tylko w naszym serwisie - przeczytacie jedno z opowiadań, które znajdziecie w książce.  

Księżniczka Detektyw i kolczyki Baronowej Luli

Tomasz Minkiewicz 

Wydarzyła się ta historia pod koniec sierpnia. W ten smutno-wesoły czas, kiedy wszyscy już czują, że coś się skończyło, ale nikt nie chce tego powiedzieć na głos. Wieczory stawały się coraz chłodniejsze i dłuższe, a w pałacu pojawiły się pierwsze piecyki olejne. Księżniczka Detektyw dopiero co wróciła z wakacji. Całymi dniami snuła się bezczynnie po ogrodzie lub stajni, szukając towarzystwa do zabawy. Wieczorami, siadywała przy biurku i odpisywała na listy. W nocy zaś rozścielała pod swoim piętrowym łóżkiem maleńki dywanik, zawijała się w koc i aż do północy czytała książki.

Pewnego dnia, pochylona nad kuferkiem, szukała jakiegoś kryminału „do poduszki”. Nagle z trzaskiem otworzyło się okno. Do pokoju wtargnął zimny, pachnący suchymi liśćmi wiatr, podrywając z biurka całą, dopiero co starannie posegregowaną korespondencję. Dziewczynka zamknęła okno i wyjrzała na zewnątrz. I wtedy to zobaczyła. A właściwie nie zobaczyła, tylko poczuła.

– Szklarnia jest, słoneczniki są, drzewa są… – wymieniała, próbując ustalić czy coś się zmieniło. Okno wychodziło na ogród. Nie ten pałacowy – reprezentacyjny, tylko na mniejszy, wewnętrzny ogród, w którym – zamiast dziwnie przystrzyżonych klombów i egzotycznych drzew – można było znaleźć kartofle, sałatę, marchewkę, a między grządkami bezkarnie bawić się w poszukiwaczy skarbów. Tylko teraz ten ogród wyglądał jakoś dziwnie.

– To pewnie przez to, że mnie nie było trzy tygodnie. Cały dom wydaje się jakiś inny – powiedziała półgłosem i zabrała się do porządkowania porozrzucanych po całym pokoju listów, kopert i znaczków. Zanim usiadła znów z książką pod łóżkiem, zerknęła raz jeszcze w ciemną noc za oknem. Coś ewidentnie było nie tak. Podpowiadał jej to instynkt. A instynkt jej nigdy nie zawodził.

Następnego ranka księżniczka wstała bardzo wcześnie. Ubrała się i zbiegła na śniadanie do kuchni.

– Proszę – to mówiąc, wręczyła Panu Paczce, kucharzowi pałacowemu i przyjacielowi, naszyjnik z małych muszelek – sama je nazbierałam. Fajny?

– Ręce umyte? – zapytał Pan Paczka, przyglądając się biało-niebieskim muszlom z uwagą. – I zamykaj za sobą, z łaski swojej. Przez przeciągi ciągle trzaskają drzwi w pałacu. Oszaleć można.

Dziewczynka zrobiła w tył zwrot i poczłapała do łazienki.

Jedząc kanapki z powidłami śliwkowymi, zastanawiała się, dlaczego człowiek nie ma trzeciej ręki do odkręcania kranu. Zdaniem Księżniczki Detektyw bardzo by się taka przydała.

– Jeśli ma się dwie brudne ręce i chce się je umyć – perorowała głośno. – To nie da się odkręcić kranu nie brudząc kurków.

– Nie da – mruknął bez entuzjazmu Pan Paczka.

– Z trzecią ręką to co innego. Wtedy nie było by problemu. Mam rację?

– Pod warunkiem, że byłaby czysta – zauważył kucharz.

Księżniczka uwielbiała kombinować, zadawać pytania i sama szukać odpowiedzi. W ogóle lubiła zagadki i była całkiem dobra w ich rozwiązywaniu. Do tego stopnia, że zgłaszali się do niej poddani z prośbą o radę i pomoc. I tak właśnie stało się tego sobotniego poranka. Kiedy Księżniczka Detektyw miała zapytać Pana Paczkę dlaczego wszyscy mówią „odkręcać kran” – skoro odkręca się tylko kurek, w drzwiach kuchni pojawiła się Baronowa Lula.

Baronowa Lula była jednym z wakacyjnych gości jej rodziców. Przez cały lipiec i sierpień w pałacu roiło się od krewnych i znajomych. Zanim nastała jesień wszyscy wracali do domów. Rok w rok jednak kilkoro z nich zostawało na dłużej, czasami nawet do kolejnej wiosny. Tym razem piecyki olejne wstawiono do pokoi Baronowej Luli i Markizy Parcelli, sympatycznej staruszki, która, jeśli wierzyć Panu Paczce, calutkie wakacje przespała w bujanym fotelu na tarasie.

– Księżniczko! – z zamyślenia dziewczynkę wyrwał piskliwy krzyk.

Ubrana w różową suknię z tysiącem koronek Baronowa Lula wyglądała jak trzęsący się różowy tort piankowy.

– Księżniczko – rzekła, patrząc, jak to miała w zwyczaju, nie w oczy dziewczynki, tylko gdzieś nad nią.

Może ma dar widzenia niewidzialnych kapeluszy – pomyślała księżniczka i ostentacyjnie zlizała powidła z kanapki. Normalnie nigdy by tak nie postąpiła, ale sami wiecie jak jest. Po prostu są na świecie tacy dorośli, którzy samą swoją obecnością zachęcają do takich zachowań.

Baronowa Lula skrzywiła się lekko i rzekła: – Rozmawiałam z twoim ojcem, strażą pałacową i wszystkimi, których spotkałam. Nikt nie jest w stanie mi pomóc. Może więc ty poratujesz zdruzgotaną Baronową?

– Oczywiście, jeśli tylko będę potrafiła – odpowiedziała zgodnie z prawdą księżniczka. – A o co chodzi?

– Okradziono mnie! – krzyknęła Baronowa Lula, wymachując dookoła różowymi wstążkami – Obrabowano…

– Co zginęło?

– Przepiękne lazurytowe kolczyki! Nie zginęły, tylko zostały skradzione. Prezent od mojego, świętej pamięci, małżonka, a twojego wuja od strony babki-matki-stryja. Zbrodnia doskonała.

Księżniczka z werwą wskoczyła na taboret.

– Świetnie! Dzień nie mógł się zacząć lepiej. Podejdę tylko na chwilę do swojego pokoju i przebiorę się w strój bardziej pasujący do czekającego mnie zadania. Potem, Baronowo, jestem twoja! Opowiedz mi co się dokładnie stało.

Kradzieży dokonano dzień wcześniej w południe, kiedy służba miała wolne, a goście i mieszkańcy pałacu relaksowali się na tarasie. Kiedy Baronowa, czując chłód nadchodzącego wieczoru, udała się do swej komnaty po szal, zastała drzwi otwarte na oścież.

– Czułam, że coś się stało. Od razu podbiegłam do stolika, na którym stała szkatułka na biżuterię. Zgroza! Jedna z szufladek była wysunięta i pusta.

– To w tej szufladce trzymałaś lazurytowe kolczyki, Baronowo?

– Tak. Bardzo drogie koczyki! Myślę, że złodziej doskonale zna się na biżuterii. I ma wyśmienity gust – stwierdziła Baronowa, gładząc zawieszone na szyi korale.

Księżniczka Detektyw zbadała dokładnie pokój Baronowej – różową szkatułkę, pustą szufladkę i drzwi. Wypytała też strażników pałacowych czy nie widzieli czegoś nietypowego. Najbardziej ciekawiła ją czy goście na tarasie nie zauważyli czegoś podejrzanego. Sędziwa Markiza Parcella spała przez cały czas i nic nie widziała. Natomiast Marszałek Dworu i Książę, czyli tata Księżniczki Detektyw, zajęci byli graniem w szachy. Była jeszcze mama, ale ją pochłonęło szycie nowej torby podróżnej dla córki. Nikt nic nie widział, a w pokoju Baronowej dziewczynka nie znalazła żadnych interesujących śladów.

To za mało, żeby rozwiązać tę sprawę – głowiła się księżniczka, żując wyschnięte źdźbło trawy. Minął dzień, a ona nie mogła wpaść na rozwiązanie zagadki zaginionych kolczyków. To znaczy mogła, ale żadne z nich nie było wystarczająco wiarygodne. Siedziała schowana w krzaku agrestu i rozmyślała intensywnie o kradzieży i o trzeciej ręce. Na zmianę.

Jeśli miałabym trzecią rękę, chyba w ogóle nie musiałabym myć dwóch pierwszych. Ale mogłabym wtedy jeść tylko to, co można jeść jedną ręką. Zupy na przykład. I lody. Nie było by to chyba takie złe.

– Księżniczko? – usłyszała znajomy głos. Wychyliła głowę z zarośli i zobaczyła Pana Paczkę. Stąpał ostrożnie wzdłuż grządek z koperkiem z talerzem czereśni w dłoni. Na widok naszyjnika z muszelek na jego szyi uśmiechnęła się promiennie.

– Księżniczko, przyniosłem przekąskę. Aha, przy okazji, właśnie przed chwilą dokonano kolejnej kradzieży.

Dziewczynka aż poskoczyła.

– Teraz?

– Tak, przed chwilą. Znowu kolczyki. Tym razem różowe kolczyki Markizy Parcelli. Na razie nikt o tym nie wie. Twoi rodzice uspakajają właśnie biedną staruszkę na tarasie.

– No nie! A ja tu siedzę, zamiast być na miejscu przestępstwa – wykrzyknęła dziewczynka i zaczęła przedzierać się przez gałęzie agrestu na zewnątrz.

– Biegnij przez kuchnię, będzie szybciej.

Księżniczka Detektyw wystrzeliła z krzaka agrestu, jak z procy.

– Tylko błagam, zamykaj za sobą drzwi. Przez te przeciągi ciągle coś trzaska. W zeszłym tygodniu musieliśmy wymienić okna w kilku pokojach.

Dziewczynka gwałtownie się zatrzymała i spojrzała na Pana Paczkę.

– Proszę?

– Biegnij przez kuchnię… – zaczął kucharz, ale Księżniczka mu przerwała.

– Mówiłeś o oknach.

– A tak, wymieniliśmy okna w kilku pokojach.

– W moim też?

– Zaraz, niech pomyślę… A tak. Podczas sprzątania, zrobił się przeciąg, okno trzasnęło i zbiła się szyba.

Księżniczka na chwilę zamyśliła się i – jak to miała w zwyczaju, kiedy jej umysł pracował na najwyższych obrotach – palcami obu rąk podrapała się po nosie.

Pan Paczka cierpliwie czekał w milczeniu, od czasu do czasu zerkając na talerz pełen dojrzałych owoców.

– To wspa-nia-le… – wyszeptała w końcu dziewczynka i znów rzuciła się biegiem w kierunku kuchni.

– Naprawdę? – zdumiał się kucharz, wkładając sobie do ust czereśnie. – No cóż, może i wspaniale.

Na tarasie księżniczka zastała swoich rodziców, Markizę Parcellę oraz Marszałka Dworu. Starszy jegomość z siwym wąsem wymachiwał gazetą i pokrzykiwał co też nie zrobi ze złodziejem, jak go złapie. Kiedy dziewczynka dobiegała do zgromadzonych, usłyszała słowa taty.

– Jestem pewien, że złodziej zostanie wkrótce ujęty.

– Coś takiego – szeptała strapiona mama. – Ten łajdak czuje się bezkarnie.

– Gdzie Baronowa Lula? – zapytała księżniczka.

– Została w swoim pokoju, w ogóle nie wyszła dziś na taras. Twierdzi, że w pałacu nie jest bezpiecznie.

– Chyba przesadza trochę – westchnęła Markiza Parcella, uśmiechając się lekko

Starsza pani nie wyglądała na przybitą. Jeśli żałowała czegoś, to tego, że powiedziała o kradzieży. Czuła się winna, że z jej powodu wszyscy się zdenerwowali.

– I tak i nie – zamyśliła się dziewczynka, a wszyscy spojrzeli na nią zdumieni.

– Młoda damo – zainteresował się Marszałek. – Czyżbyś na coś wpadła?

– Bardzo, o bardzo możliwe, że tak. Chodźcie za mną.

– Gdzie idziemy? – zainteresował się tata.

– Tam, gdzie to wszystko się zaczęło – odrzekła z powagą dziewczynka i pomaszerowała do wnętrza pałacu.

Kiedy prowadzeni przez Księżniczkę Detektyw weszli całą gromadą do pokoju Baronowej Luli, zastali ją stojącą nad otwartą walizką.

– Ależ Baronowo, pani się pakuje? – zdumiała się mama.

– Co? A tak. Proszę mi wybaczyć, ale tu nie jest bezpiecznie. Kolejna kradzież! Nic tu po mnie, wyjeżdżam natychmiast.

– Baronowo – księżniczka dygnęła. – Myślę, że nie musisz się niczego obawiać. Wiem kto jest złodziejem.

Zapadła głucha cisza, a kiedy księżniczka wzięła głęboki wdech, aby powiedzieć o swojej teorii, nagle wszyscy się rozgadali. Zapanował taki harmider, że nie można było zrozumieć ani słowa. I trwałby ten hałas w nieskończoność, gdyby nie nieziemski huk, jaki wstrząsnął całą komnatą, stawiając wszystkich do pionu i uciszając skutecznie. To Pan Paczka, który szedł za księżniczką z talerzem czereśni rąbnął chochlą w różowy, stojącą w rogu komnaty piecyk olejny. Bo na specjalne życzenie baronowej wszystko w jej pokoju było różowe. Z dekoracyjną zbroją włącznie.

– Dziękuję – dziewczynka uśmiechnęła się do Pana Paczki. – A teraz, Baronowo Lula…

– Tak?

– Czy mogłabyś nam pokazać raz jeszcze szufladkę, w której przechowywałaś skradzione wczoraj kolczyki?

Baronowa ani drgnęła wpatrzona w Księżniczkę Detektyw.

– Co?

– Czy mogłabyś… – zaczęła Księżniczka, ale Baronowa jej przerwała – Tak, tak. Zrozumiałam kochaniutka. Ale ja to mam już spakowane. Głęboko w walizce.

– Wcale nie – powiedział tata. – Szkatułka jest na wierzchu. O tu – to mówiąc wskazał na szkatułkę, leżącą na wierzchu walizki.

Na te sowa Baronowa rzuciła się na swój różowy bagaż, zamknęła go z trzaskiem i usiadła na nim okrakiem.

– Nieprawda.

– Prawda – powiedziała mama księżniczki, która bardzo nie lubiła, jak ktoś kłamał.

– Nie – prychnęła Baronowa.

– Tak – odrzekli razem zgromadzeni

– Baronowo, nie ma sensu dalej iść w zaparte. Jeśli otworzy pani szkatułkę i pokaże zawartość feralnej szufladki, znajdziemy tam – ni mniej ni więcej – kolczyki Markizy Parcelli.

Cisza jaka zapanowała po tych słowach była tak ciężka i gęsta, że można było kroić ją piłą. Oczywiście różową.

– Zaraz. To niemożliwe! – krzyknęła zaczerwieniona aż po czubki uszu Baronowa Lula.

– Wszyscy znamy Baronową – rozpoczęła swoją przemowę Księżniczka Detektyw, zakładając ręce za plecy. – Wiemy, jak bardzo lubi biżuterię i kolor różowy. To miłość do różu i pięknych przedmiotów pchnęła ją prawdopodobnie na drogę występku.

– Wcale nie – wysyczała przez zęby Baronowa

– Zapragnęła kolczyków Markizy Parcelli, więc wymyśliła, że je ukradnie. W tym celu, kiedy wszyscy odpoczywali na tarasie, zakradła się dziś do jej pokoju i zabrała rzeczoną biżuterię.

Zgromadzeni w milczeniu słuchali księżniczki

– Zaplanował to wcześniej i, żeby oddalić od siebie podejrzenie, postanowiła dzień wcześniej upozorować włamanie we własnym pokoju. Nikt nie będzie podejrzewać o kradzież kogoś, kto kilka godzin wcześniej sam został okradziony, prawda?

– Prawda – sapnął Marszałek.

– Dodatkowo, Baronowa miała pretekst, aby podczas dzisiejszej sjesty zostać w swoim pokoju, nie wzbudzając podejrzeń. Rzekomo w obawie przed kolejną kradzieżą.

– Ale jak… jak na to wpadłaś? W sensie… masz jakieś dowody? – zapytał zaintrygowany Książę.

– Plan – chociaż Baronowa w swoim zadufaniu nieświadomie określiła go mianem „zbrodni doskonałej” – doskonały nie był. Baronowa popełniła trzy błędy. Fatalnym pomysłem było przekonywanie wszystkich, że skradziono jej kolczyki z lazurytu. Baronowa wszystko ma różowe, a lazuryt jest przecież niebieski. To zwróciło moją uwagę, kiedy oglądałam szkatułkę po raz pierwszy.

– Faktycznie, wcześniej o tym nie pomyślałam – pokiwała głową mama.

Spowita w falbany Lula odruchowo zasłoniła dyndające na jej uszach różowe listki.

Marszałek podszedł do bladej, jak duch robiący orła na śniegu, Baronowej i, marszcząc czoło, zaordynował: – Proszę Jaśnie Pani o otworzenie szkatułki.

Kiedy jego życzeniu stało się zadość, oczom zebranych ukazała się szufladka z różowymi kolczykami Markizy Parcelli.

Mama Księżniczki pokiwała ze smutkiem głową, tata zasępił się.

– Ja się tym zajmę, Książę – wysapał Marszałek i wymierzył w Baronową rulon z gazety. – W imieniu prawa, aresztuję Cię…

– Zaraz! – krzyknęła Baronowa. Wściekła jak osa kobieta wymierzyła palec w kierunku Księżniczki Detektyw.

– Ty! – wysyczała przez zęby. – Ty…!

Przynajmniej patrzy mi teraz w oczy, a nie na niewidzialną czapkę – pomyślała dziewczynka.

– Taka jesteś mądra? Tak? To ja ci coś powiem! Owszem, macie kolczyki. Są w mojej szkatułce, ale zaraz, zaraz. Gdzie dowód, że to ja je ukradłam. Przecież ktoś mi mógł je podłożyć? Ha!

Zebrani zamarli. Wszystkie oczy zwróciły się na Księżniczkę, która – wpatrzona w oczy Baronowej Luli – spokojnie, bez emocji odparła: – Sama pani się wygadała. Kiedy przyszliśmy tu przed chwilą, powiedziała pani, że wie o kradzieży, ale przecież nie mogła pani wiedzieć, bo przez cały czas pozostawała Pani w pokoju. Poza nami, tylko złodziej mógł wiedzieć, że skradziono kolczyki. I to był właśnie drugi błąd, jaki popełniłaś, Baronowo.

– Ja… – zaczęła wściekle Baronowa, ale nie wiedząc co powiedzieć, po prosu usiadła na łóżku. Falbany i wstążki oklapły na niej niewesoło, a różowe kolczyki zadyndały żałośnie, kiedy opuściła głowę. Było jasne, że się poddała.

Godzinę później Księżniczka Detektyw siedziała na murze pałacu i zajadała się czereśniami. Pan Paczka oglądał naszyjnik z muszelek. Czekali na powóz, który miał zabrać Baronową do więzienia w mieście.

– Jak na to wszystko wpadłaś?

– Ty mi pomogłeś – odrzekła Księżniczka z ustami pełnymi czereśni. – Pamiętasz, jak opowiedziałeś, że w moim pokoju wymieniono okno. No widzisz, ja od powrotu z wakacji, kiedy wyglądałam przez to okno, czułam, że coś jest nie tak. Ale skupiałam się na tym, co jest za oknem, a nie na samym oknie. Tak samo było z Baronową. Skupiłam się na tym, co mi opowiadała Baronowa, a nie na niej. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie myślałam, że to Baronowa kłamie, żeby mnie zwieść.

– Ok, a co z trzecim błędem? – zapytał Pan Paczka.

– Z trzecim…? – zawtórowała Księżniczka.

– Powiedziałaś, że Baronowa popełniła trzy błędy. Pierwszy błąd – kolor kolczyków, opowiadała o lazurycie, który zupełnie do niej nie pasował. Drugi błąd – wygadała się, że wie o kradzieży, chociaż nie było jej na tarasie. A trzeci? Jaki był trzeci błąd?

– Zgadnij – to powiedziawszy, Księżniczka wstała, żeby pomachać, nadjeżdżającemu od strony miasta, powozowi. Przy okazji spojrzała w dół i powiedziała: – Ciekawe, kiedyś ten mur wydawał mi się wyższy. A teraz taki się nie wydaje…

– To pewnie dlatego, że rośniesz – podsumował kucharz

– Albo dlatego że z czasem rzeczy się kurczą. Jak rodzynka na słońcu.

Spojrzała na kucharza, który głowił się nad zagadką trzeciego błędu.

– Muszę lecieć! – rzuciła przez ramię i pognała do stajni. Wymyśliła, że zrobi sobie trzecią rękę z rękawa po starym swetrze, rękawiczki i słomy. I chciała to zrobić jeszcze dziś.

Ale się wszyscy zdziwią, jak mnie zobaczą z trzecią ręką – myślała.

Kiedy dziewczynka dobiegała do ogrodu, Pan Paczka krzyknął za nią: – Wiem!

– Tak?

– Trzeci błąd!

– Słucham.

– Baronowa nie doceniła Cię, ona sama przecież przyszła do Ciebie po pomoc. To był jej trzeci błąd!

– Skoro tak twierdzisz – zaśmiała się Księżniczka. – Pa, do jutra.

– Do jutra – wymruczał pod nosem uśmiechnięty Pan Paczka, poprawił czapkę i ruszył do kuchni. – Trzeci błąd. I największy. Ech, jutro zrobię jej naleśniki. Z czekoladą! A co!

 Koniec

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Drogowskazy
Wiktor Osiatyński
Okładka książki - Drogowskazy
Zadry
Dominik Rutkowski
Okładka książki - Zadry
Świat kupek
Terry Pratchett
Okładka książki - Świat kupek
Lata powyżej zera
Anna Cieplak
Okładka książki - Lata powyżej zera
Pokaż wszystkie recenzje