"W mroku lasu". Nowa książka Alex Kavy

Data: 2021-09-03 12:51:42 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Podczas sesji treningowej Grace, pies poszukujący Rydera Creeda, zbacza z trasy i odgrzebuje płytki grób. Ciało ukryte w oddalonej od świata części Parku Narodowego Blackwater River na Florydzie miało nigdy nie zostać odnalezione. Dostęp do tego znajdującego się na uboczu terenu jest bardzo ograniczony. Najwyraźniej morderca liczył na to, że siły natury zajmą się jego ofiarą, pozwalając mu na zawsze zachować zbrodnię w tajemnicy.

Groby miały na wieki pozostać w ukryciu

Kiedy psy Creeda znajdują kolejne ludzkie szczątki, śledczy zdają sobie sprawę, że mają do czynienia z mordercą, który zna ten las jak własną kieszeń i od lat ukrywa w nim dowody swoich zbrodni.

On zabił już nie raz, nie ma nic do stracenia

Już wkrótce Ryder Creed i Maggie O'Dell, ich bliscy i współpracownicy dowiedzą się, jak daleko jest w stanie posunąć się morderca, żeby nikt nigdy nie odkrył jego zbrodni.

Obrazek w treści

Alex Kava powraca z nową powieścią W mroku lasu, do lektury której zaprasza Wydawnictwo Harper Collins. Tymczasem już teraz prezentujemy premierowy fragment powieści:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Blackwater River State Forest

Niedziela, 14 czerwca

 

Brzmiało to jak krzyk.

Przeszywający ciemność ludzki krzyk, aż ciarki mu przeszły po zalanych potem plecach.

To nie człowiek, przypomniał sobie, wciąż zaciskając zęby. Tego wieczoru na rozkołysanej łodzi z nerwów przewracało mu się w żołądku.

Znów rozległ się krzyk, i to gdzieś bliżej.

Ale tym razem rozpoznał głos i próbował się uspokoić. Syczoń krzykliwy to jeden z pierwszych ptaków, które odzywają się po zmierzchu. Zazwyczaj ten dźwięk nie robił na nim wrażenia, ale tego wieczoru był podminowany. Denerwował go każdy nowy widok, dźwięk i zapach. Chwilę wcześniej odwrócił się tak gwałtownie, że omal nie potknął się o leżący u jego stóp worek. Jak wiele trzeba, by stracić równowagę i wypaść za burtę?

Woda nie była tu głęboka, za to nurt wartki. No i było ciemno… tak bardzo ciemno.

Opanuj się, nakazał sobie.

Czemu tak się denerwuje?

Kolejne stworzenia prowadzące nocny tryb życia powoli rozpoczynały swoją symfonię.

Nie mógł ich dojrzeć w ciemnym lesie, ale znał wydawane przez nie dźwięki – odgłosy ptaków, robaków, gadów czy innej zwierzyny. Potrafił wyodrębnić i zidentyfikować zgrzyty i gwizdy, cykanie i brzęczenie. Odróżniał szczekającą rzekotkę drzewną od rzekotki o ptasim głosie. Wiedział, że lepiej trzymać się z daleka od niskiego syku aligatorów. Umiał nawet rozpoznać pełne niezadowolenia posapywanie czy kłapanie zębami baribala, ostrzegające intruzów o jego obecności.

W ciągu paru minut nocne stworzenia wypełniły gęste od wilgoci powietrze swoimi piosenkami. Nie słyszał nawet plusku wody uderzającej o łódź, kiedy sterował nią pod prąd.

Skrzeki, pomrukiwania i trele uspokoiły go i w końcu poczuł pewną ulgę.

Może powinien na jakiś czas odstawić narkotyki. Kopnął dwulitrową plastikową butelkę wciśniętą obok czarnego worka u jego stóp. Nie lubił, kiedy metamfetamina zaczynała mącić mu umysł, po raz kolejny zapraszając głosy, które odzywały się w jego głowie. Może dlatego głos syczonia krzykliwego tak bardzo go zdenerwował. Łudząco przypominał krzyk kobiety, zwłaszcza ten, który zapisał się w jego pamięci na zawsze.

Gwałtownie potrząsnął głową w jedną i w drugą stronę, jakby tym ruchem mógł odesłać dźwiękową migawkę z powrotem do szczelnie zamkniętej szuflady.

Zdjął na moment bejsbolówkę, przedramieniem otarł pot z twarzy i przeczesał palcami mokre włosy. Powietrze było tak mocno przesiąknięte wilgocią, że nad wodą wisiała mgła. Nie mógł dojrzeć księżyca, choć świecił na tyle jasno, by powlec ciemność srebrnym blaskiem.

Nad jego głową wyciągały się gałęzie, kołysząc się na wietrze. Wyglądały jak długie ramiona, które starają się go pochwycić.

Kolejny raz potrząsnął głową. Matka zawsze nazywała tę porę godziną wiedźm. Wierzyła w całe mnóstwo szalonych przesądów.

Przesądy. To tylko przesądy.

Musi się wreszcie uspokoić. Znał tę rzekę jak własną kieszeń. W promieniu wielu kilometrów nie było żywej duszy, żadnych krzyków, żadnych rąk wychylających się z mgły, by go chwycić. Starał się skupić na melodii dźwięków. Rytm rechotu harmonizował ze świstem i bulgotaniem.

Wyregulował silnik trollingowy, zbliżając się do miejsca, gdzie, jak się spodziewał, nurt będzie jeszcze bardziej wartki. Odruchowo się przygarbił, nim dopłynął do pnia, który pochylał się nad rzeką i sprawiał wrażenie, że w każdej chwili może przewrócić się do wody. Tworzył naturalną blokadę, którą należało ominąć szerokim łukiem, przeciskając się tuż przy brzegu. Unikał splątanych korzeni, choć ich nie widział, i wyminął płyciznę, która mogłaby zaklinować łódź w piaszczystym dnie.

To było jego święte miejsce, prawdziwy azyl. Pływając po tych wodach, znajdował pocieszenie i odpowiedzi. Las po wielokroć uwalniał go od problemów. Wiedział, że może je tam zostawić, wchłonięte przez gliniastą ziemię i ukryte w cieniu wysokich sosen długoigielnych.

Gdy dotarł na polanę, był zlany potem. Miał wrażenie, że mgła napiera mu na barki, zanim wyszarpnął bagaż. Tego wieczoru był cięższy niż zwykle. Przeciągnął go na skraj łodzi, a sam wygramolił się na piaszczysty brzeg.

Ściągnął czapkę, założył latarkę czołową, włączył ją i rozejrzał się dokoła, oświetlając otaczającą go przestrzeń. Promień światła trafił na parę oczu, nim zwierzę czmychnęło w popłochu. Wyłączył latarkę i włożył czapkę na całe to ustrojstwo. Czy z latarką, czy bez niej, w szarej mgle widoczność była ograniczona, a symfonia dźwięków natury zagłuszała wszelkie inne odgłosy.

Opadłe liście podskakiwały obok jego butów, ożywając dzięki maleńkim rzekotkom. Chwycił czarny worek i pociągnął za jeden koniec, aż drugi pacnął na ziemię, a wtedy cała masa żywych istot rozpierzchła się w te pędy. To szarpanie i ciągnięcie zabrały mu za dużo czasu.

Pół godziny później był gotowy opróżnić worek.

I wtedy czarny worek się poruszył.

Mężczyzna zamarł, serce mu waliło. Czy jego umysł w coś z nim pogrywa?

Wstrzymując oddech, wlepiał wzrok w czarny worek, starając się nie poruszyć. Było późno, a on był wykończony. Może to dragi. Gdy był w ciągu, miewał halucynacje. Dzikie, absurdalne, surrealne.

Skupił wzrok, żałując, że srebrna mgła nie pozwala mu lepiej widzieć.

To jakieś szaleństwo. Sam doprowadza się do szaleństwa.

Sięgnął po szpadel… i tym razem już nie miał wątpliwości.

Worek się ruszał.

To, co w nim było, wciąż żyło… jeszcze żyło.

Książkę W mroku lasu kupić można w popularnych księgarniach:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
W mroku lasu
Alex Kava6
Okładka książki - W mroku lasu

Niczego nie da się ukryć na zawsze Podczas sesji treningowej Grace, pies poszukujący Rydera Creeda, zbacza z trasy i odgrzebuje płytki grób. Ciało ukryte...

dodaj do biblioteczki
Autor
Recenzje miesiąca
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Joanna Jagiełło
Nie wiesz o mnie wszystkiego
Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę
Emilia Kiereś, Małgorzata Musierowicz
Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę
Księżniczka Zoja
Marcin Szmel
Księżniczka Zoja
Powrót na Zaginiony Kontynent
Przemysław Hytroś
Powrót na Zaginiony Kontynent
Zimne wody Wenisany
Linor Goralik
Zimne wody Wenisany
Retorsja
Tomasz Brewczyński
Retorsja
150 wesel i grób
Magdalena Kubasiewicz
150 wesel i grób
Kufer tajemnic
Anna Bichalska
Kufer tajemnic
Pokaż wszystkie recenzje