Książka, która miała potencjał, by stać się fascynującą przygodą pełną wartościowych motywów w magicznym świecie, niestety okazała się najgorszą, jaką kiedykolwiek czytałam.
W królestwie Ilyii Zwyczajni, czyli ludzie pozbawieni mocy, są prześladowani, postrzegani jako chorzy i skazywani na natychmiastową śmierć lub banicję. Paedyn jest jedną z tych osób. Po śmierci ojca trafia do slumsów, gdzie musi stawić czoła codziennym wyzwaniom. Jej los odmienia się, gdy ratuje życie jednemu z Elitarnych, który okazuje się księciem szkolonym na Egzekutora. To spotkanie na zawsze zmienia jej życie. Zostaje wpisana na listę uczestników turnieju organizowanego przez króla. W turnieju uczestniczą Elitarni, ludzie obdarzeni niezwykłymi mocami. Paedyn musi zrobić wszystko, aby przetrwać, jednocześnie pilnie strzegąc swojego sekretu.
Brzmi znajomo? Cały czas czytając myślałam: "To już było!" Widzieliśmy to w "Igrzyskach śmierci", "Niezgodnej", "Czerwonej królowej" i zapewne wielu innych książkach, które mogłabym wymienić.
Rozumiem, że pisarze często inspirują się swoimi ulubionymi autorami, jednak w tym przypadku miałam wrażenie, że to było niemal kopiuj-wklej, tyle że z nieco innymi wydarzeniami i motywami. W efekcie książka okazała się schematyczna i nie wnosiła niczego nowego. O przewidywalności nie wspomnę, bo przecież znamy już podobne historie. Akcja była przeciągana do granic możliwości. Niestety, mam taki zwyczaj, że nie potrafię przerwać czytania książki w połowie, więc mimo trudności czytałam ją długo, w międzyczasie odwracając się ku innym lekturom. Tę powieść wręcz przemęczyłam. To pierwsza tak negatywna recenzja w moim dorobku i szczerze mam nadzieję, że nie będę musiała tego powtarzać.
Moim zdaniem, niewiele jest tu lepiej. Mamy główną bohaterkę, Paedyn — silną, niezależną, zranioną przez los i pełną nienawiści do króla. To już było! Choć wiele książek z gatunku romantasy przedstawia takie bohaterki, jak choćby “Fourth Wing”, to w przeciwieństwie do “Bezsilnej”, postacie tam nie są tak płaskie, pozbawione głębi i zniechęcające. Postać Kaia również nie wypada lepiej. Mężczyzna, który miał przyciągać i intrygować, jedynie mnie bawił swoimi powarkiwaniami, mruczeniem i prężeniem się niczym kogut o poranku. Nietrudno się domyślić, że nie związałam się z nimi emocjonalnie. Moim ulubieńcem stał się Kit, jego historię najmilej mi się śledziło i strony na których on występowałnawet znośnie mi się czytało.
Autorka porusza wiele motywów, w tym klasyczną w powieściach fantasy walkę dobra ze złem. Znajdziemy tu również poszukiwanie tożsamości oraz wewnętrzne zmagania. Ten ostatni motyw jest najbardziej rozwinięty, szczególnie w kontekście relacji głównej bohaterki z książętami. Szeroko przedstawiona jest również różnica między tzw. Elitarnymi a przeciętnymi ludźmi obdarzonymi pomniejszymi mocami. Różnica ta przejawia się nie tylko w umiejętnościach, ale także w statusie społecznym i bogactwie. Strata, tęsknota i poczucie pustki również zostały opisane w sposób wyrazisty. Choć autorka miała szerokie pole do popisu w odniesieniu do tych motywów, moim zdaniem nie w pełni wykorzystała ich potencjał.
Lauren Roberts posługuje się prostym słownictwem, co samo w sobie nie jest wadą. Problemem są jednak dialogi, którym brakuje autentyczności, jak na przykład sytuacje, gdzie w obliczu ataku wilków bohaterowie postanawiają flirtować, jakby zagrożenie mogło poczekać! Czasami ta prostota staje się wręcz banalna. Brakowało mi finezji, umiejętności budowania napięcia oraz oczarowania tym, co bohaterowie widzą wokół siebie. Wszystko to sprawiło, że nie potrafiłam wciągnąć się w przedstawiony świat. Autorka próbuje tworzyć atmosferę tajemnicy i napięcia, ale jej wysiłki są nieskuteczne, gdyż książka staje się mocno przewidywalna. Niestety, nie miałam okazji przeczytać książki w oryginale, więc trudno mi powiedzieć, na ile tłumaczenie miało wpływ na odbiór tekstu.
Podsumowując tę, moim zdaniem, dość emocjonalnie nabuzowaną negatywną recenzję: jedną z głównych wad książki jest jej schematyczność i przewidywalność fabuły. Inspirowanie się twórczością innych autorów nie jest niczym złym, jednak jeśli czytelnik ma wrażenie, że już czytał taką historię, nie świadczy to dobrze o kreatywności autora. Kolejnym problemem są płaskie i mało wiarygodne postacie; sytuacje, które miały budować napięcie, często budziły we mnie śmiech. Dialogi również pozostawiają wiele do życzenia, bywając wymuszone i nieautentyczne. Jeśli chodzi o zalety, książka porusza motywy znane z literatury romantasy, ale mimo to ważne tematy. Niestety, autorka nie w pełni wykorzystała ich potencjału.
Ogólnie rzecz biorąc, “Bezsilna” miała potencjał, aby stać się interesującą książką. Niestety, jej wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Z przewidywalną fabułą, płaskimi postaciami i nijakim stylem pisarskim, powieść nie spełniła moich oczekiwań wobec gatunku romantasy. Oceniam ją na 2/5 i sugeruję zastanowić się przed jej lekturą, jeśli szukasz czegoś z głębszym przesłaniem, wciągającą fabułą i stylem, który przeniesie cię do fantastycznego świata.
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2024-03-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 608
Tłumaczenie: Natalia Gawrońska
Dodał/a opinię:
Paulina Rudnicka-Kępa
Miłość tak potężna, że zabija. W Ilyi każdy z góry skazany jest na pewien los - Elitarnego lub Zwyczajnego, obdarzonego magią lub jej pozbawionego. By...
Świat bestselerowej Bezsilnej, powraca w niezwykłej nowelce ,,Niezłomna", poświęconej ulubienicy fanów Adenie. Po tym, jak Paedyn trafia na dwór króla...