Oto człowiek, który pyta
„Ecce Homo” Kazimierza Kairos-Szarkowicza to zbiór refleksji, aforyzmów i poetyckich miniatur, które zadają czytelnikowi pytania, na jakie nie sposób udzielić jednej, gotowej odpowiedzi. To książka z pogranicza poezji, filozofii i medytacji egzystencjalnej — w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Już sam tytuł – „Ecce Homo”, a więc „Oto człowiek” – wskazuje, że autor bierze na warsztat kondycję ludzką w jej pełnym wymiarze: od narodzin, przez miłość i samotność, aż po śmierć, która u Kazimierza Kairos-Szarkowicza nie jest końcem, lecz przemianą.
To nie jest poezja łatwa ani służąca do szybkiej lektury. Te krótkie, zwięzłe myśli — czasem gorzkie, czasem subtelnie ironiczne — przypominają, że sens i absurd stale toczą o nas walkę. Kazimierz Kairos-Szarkowicz ma dar nazywania tego, co ulotne: egzystencjalnych drgań duszy, chwil, w których człowiek mierzy się sam ze sobą, z Bogiem lub z pustką.
Autor nie boi się trudnych słów: trauma, mściwość, lęk, śmierć, wiara – wszystko splata się tu w wielowarstwową opowieść o ludzkiej słabości i wielkości.
Mocne są jego obrazy: liście skrywające tajemnicę śmierci, jamnik ogrzewający stopy w ostatniej modlitwie, drzewo poprawiające włosy — to metafory, które zostają z czytelnikiem na długo.
Szczególnie poruszają fragmenty, w których autor, psychoterapeuta z wieloletnim doświadczeniem, odsłania paradoks człowieka: nasze urojenia, lęki i nieustanne dorastanie do siebie samego. W tym sensie „Ecce Homo” to nie tylko tomik poezji, ale i osobisty zapis życia, próbujący dotknąć tego, co Heidegger nazwał Sein — samym faktem bycia.
Ta poezja odczarowuje wielkie słowa — miłość, wiara, prawda, pokora — wyrywa je z podręczników do religii i psychologii, żeby pokazać, jak są kruche i jak często bywają narzędziem manipulacji. Szarkowicz pisze z czułością, ale i brutalnością: „Jeżeli nie odnajdziesz Boga w sobie, daremnie będziesz szukał Go gdzie indziej”. Takie zdanie zostaje w środku jak kamień, o który się potykasz — i może dobrze, bo ta książka przypomina, że myślenie jest formą istnienia, a istnienie — formą odwagi.
Czytając Kazimierza Kairos-Szarkowicza, można poczuć, że nie jest to pisanie „dla efektu”. To pisanie, które płynie z doświadczenia — filozoficznego, duchowego, terapeutycznego. W wielu wersach można odnaleźć echa Buddy, Jezusa, Heideggera czy Tomasza z Akwinu — ale nigdy bezmyślnego cytowania. Autor twórczo przetwarza te wątki, tworząc własną, żywą metafizykę codzienności.
„Ecce Homo” to książka, która potrzebuje ciszy i czasu. Trzeba ją czytać powoli — może po jednym aforyzmie dziennie — jak modlitwę, jak zaproszenie do postawienia sobie pytania: Kim jestem? Czy naprawdę żyję?
Nie jest to tom, który odkłada się po jednym razie. Właściwie to nie jest książka do przeczytania — to książka do noszenia przy sobie. W kieszeni, w myślach, w rozmowach, które dopiero się wydarzą. W końcu „Ecce Homo” znaczy: Oto człowiek. Ten, który ma odwagę pytać — i ten, który nie boi się, że odpowiedź może go zranić.
Dla kogo?
Dla tych, którzy szukają w poezji czegoś więcej niż pięknych słów.
Dla tych, którzy nie boją się samotnych rozmów z własnym sumieniem.
Dla tych, którzy czują, że filozofia i poezja mogą być aktem terapii — i odwagi.
Wydawnictwo: Sorus
Data wydania: 2025-06-10
Kategoria: Poezja
ISBN:
Liczba stron: 31
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Jagoda Buch
Stojąc w łazience przed lustrem, napisałem na nim: „Kim jestem?” Mój syn dopisał poniżej: „Ja jestem ja!” Mojżesz spotkał...