Ciepły nadmorski piasek, przyjemnie szumiące fale, powiew odświeżającej bryzy i to ekscytujące poczucie, że musimy jak najszybciej znaleźć kawałek plaży na nasz parawan... - tęsknimy za tym, oj tęsknimy. Na szczęście lato jest już za rogiem, a i też póki co możemy mieć jego namiastkę w postaci znakomitej powieści Michała Organiściaka pt. „Poławiacze sunu”, której to strony morze i plaża znaczą w każdym calu. Zapraszam was do poznania recenzji tej książki, który ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.
Marten jest znanym i cenionym oficerem marynarki Koralowego Lorda. Jest też narkomanem, uzależnionym od niezwykłej substancji z dna mórz i oceanów - sunu. I to właśnie ten nałóg, ale też i pewien niefortunny zbieg okoliczności sprawią, że on wraz ze swym młodszym bratem staną się banitami, panami swego losu, poławiaczami sunu. Tyle tylko, że wraz z tą specyficzną wolnością pojawi się cała gama śmiertelnych zagrożeń, by wspomnieć o pewnym demonie z przeszłości, o pragnącym zemsty oszukanym kapitanie, o mrocznej magii, która zamienia człowieka w potwora... Witaj przygodo! Witaj walko o przetrwanie...
Lubię marynistyczną literaturę fantasy! Lubię przede wszystkim za sprawą sentymentu za starymi, dobrymi książka i filmami o piratach powstałymi na długo przed serią o Jacku Sparrow, gdzie wszystko było jakby bardziej romantyczne, bardziej klasyczne, po prostu lepsze. I właśnie ta niniejsza powieść Michała Organiściaka przypomniała mi te wszystkie piękne emocje, oferując morską przygodę, moc barwnej akcji oraz znakomity humor, którym w dużej mierze cała ta historia - mówiąc kolokwialnie, jest szyta. Jednocześnie jednak są tu i bardziej mroczne akcenty, który pozwalają tej opowieści zachować idealny balans.
Jak wspominałam powyżej, śledzimy tu losy Martena Duvalleta i jego młodszego brata Cobara, którzy wraz z pewnym innym rodzeństwem wchodzą w posiadanie pięknego statku służącego do połowów magicznego narkotyku, sunu. To ich przygody, liczne potyczki z ludźmi i potworami, ale też i udział w pewnej skomplikowanej, politycznej intrydze wypełniają sobą blisko 500 stron tej książki, gdzie obok humoru, idealnie dozowanego napięcia oraz odkrywania dziwów tego całego świata, znajdziemy też kilka bardzo poruszających scen. Jednocześnie jest to też ten lubiany przeze mnie styl toczenia relacji, gdzie każda kolejna jej część stanowi sobą naturalną i dopracowaną w każdym względzie kontynuację, gdzie to nie musimy znać szczegółów, ale efekt i konsekwencje działań bohaterów z nieodległej przeszłości, już tak.
Michał Organiściak potrafi pisać o morzu, o życiu na morzu. I mam tu na myśli nie tylko plastyczne opisy pięknych okrętów, iście filmowo ukazanych scen walki, czy też wspaniałych morskich widoków i krajobrazów, ale też i realistycznie oddaną - oczywiście pomijając magiczne wątki fantasy, codzienność życia na taki okręcie. Tu nic nie jest cukierkowym i naiwnym, bo i przemoc i surowe kary i też nierzadko śmierć stanowią nieodłączną część życia tych ludzi, którzy pokochali morze do tego stopnia, że bez niego istnieć nie mogą. Naturalnie w ten krajobraz wpisuje się także fantastyczna wizja świata królestw, wielkich kompanii, brudnej polityki i magii, gdzie ta bierze się właśnie z mocy podwodnego narkotyku.
Są i barwni bohaterowie - kompletnie różni od siebie bracia, z których jeden chce chronić drugiego, a drugi chce zaimponować pierwszemu, co oczywiście prowadzi do całej serii naprawdę niefortunnych zdarzeń. Ale są i inne ciekawe postacie, by wspomnieć o pięknej, potężnej czarownicy, o pewnym poczciwym bosmanie, z którym można by iść w ogień, czy też o nieco naiwnej dziewczynie, która dysponuje jednak wielką mocą, mogącą zmieniać życie innych ludzi. Oni mają swoje charaktery, swoje temperamenty i swoje niedoskonałości, co z kolei przekłada się na to, że nie tylko ich lubimy, ale też i jesteśmy w stanie w nich uwierzyć.
Bardzo szybko i bardzo przyjemnie - niczym morska podróż na okręcie pod pełnymi żaglami, czytało mi się tę powieść. Powieść, która też przejdzie do historii chociażby za sprawą sceny bardzo ciekawie ukazanej miłości na pokładzie statku…, ale o tym musicie przekonać się już sami. Wracając do meritum - mamy przed sobą ciekawą, intrygującą, świetnie napisaną powieść przygodową z morzem w tle, z pomysłowym ujęciem magii w postaci uzależnienia oraz z ludzkimi losami, które tak naprawdę przypominają bardzo również te nasze, z realnego świata. Plus piękne, ale to naprawdę piękne wydanie książki, gdzie to chociażby sama okładkowa grafika oczarowuje nas od pierwszego spojrzenia.
Liczę na kontynuację powieści Michała Organiściaka pt. „Poławiacze sunu” – są ku temu przesłanki, są ku temu możliwości i są ku temu fabularne uzasadnienia, tak, że ten tego – czekam:) Tymczasem zaś gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł, który da wam nie tylko świetną rozrywkę i czytelniczą przyjemność, ale też i pomoże doczekać do letnich dni na morskiej plaży… Polecam!
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2026-03-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 400
Dodał/a opinię:
Uleczkaa38