"UGLY. Encyklopedia brzydkiej mody" Karoliny Żebrowskiej to ciekawa publikacja, w której możemy poznać modowe wpadki, lecz zebrane subiektywnie przez autorkę i z humorem przedstawione. Uporządkowane są alfabetycznie, lecz niekoniecznie zgodnie z faktyczną nazwą, ale z hasłem podanym przez Karolinę Żebrowską.
Przeglądając książkę, przenosimy się w czasie do różnych epok, lecz i w naszych czasach nie brakuje brzydkich lub niewygodnych ubrań, dodatków czy fryzur.
Ja pamiętam różne stroje, które mnie doprowadzały do śmiechu, lecz dla innych były za to szczytem mody i luksusu.
Może to nie jest dobry przykład, ale ja nigdy nie byłam fanką falbanek, więc do dziś wspominam opinię mojej teściowej o ślubnej sukience, która miałam: ładna, ale dlaczego nie ma na niej żadnej falbanki...
" Sukienki? Falbaniaste. Peleryny? Falbaniaste. Płaszcze? Falbaniaste. Szale? Falbaniaste. Rękawiczki? Falbaniaste. Kapelusze? Falbaniaste. Czepki? A, walnijmy na nich jeszcze falbankę. Kiedy popularne stało się noszenie pantalonów, których nogawki wyzierały spod sukni, do ich brzegu były przyszyte... falbanki."
Falbanki, jeśli są w miarę użyte, to może nie jest jeszcze największy szczyt przesady i brzydoty, ale już inne dodatki takie jak sztywne i obszerne kryzy na szyi czy ogromne czepce na głowie lub wystrzałowe biustonosze i dekoracje z martwych stworzeń, to niezbyt fortunne propozycje. O gustach się nie dyskutuje, więc może byli też zwolennicy takich strojów, skoro je nosili. Możemy to przecież zauważyć na starych rycinach, obrazach czy fotografiach.
"Przedziwne czepce, o których mowa, składały się z kilku elementów. Najpierw zakładano ciasny czepek spodni, do którego potem przypinano wałek przypominający kształtem obwarzanek. Całość zakrywano kolejnym czepkiem lub tkaniną, czasem dopinając jeszcze luźny welon."
W tej encyklopedii znajdziemy mnóstwo rysunków, zdjęć obrazów i bardziej nowoczesnych fotografii, na których często jako modelka pojawia się autorka tej książki.
Brzydka moda to również koszmarne fryzury, co łatwo można zauważyć na zdjęciach z poprzednich lat, gdzie kobiety z fryzurą afro wyglądały starzej niż wyglądają obecnie po wielu latach. Dla mnie fenomenem były też "myszki", czy sztucznie malowane pieprzyki, choć nawet i w tej kwestii można było przesadzić z ich nadmiarem.
Dworskie suknie może i miały wiele zwolenniczek, bo za ich pomocą można było niejednokrotnie ukryć niedostatek figury, ale można sobie wyobrazić minę świeżo poślubionego małżonka, gdy zobaczy żonę bez tych wszystkich fatałaszków...
Lecz gdy zobaczyłam na fotografiach małe dzieci wystrojone w ubrania dla dorosłych, to aż żal ściska za gardło, jak one się musiały męczyć.
Ta publikacja jest rewelacyjnie wydana, to jak ciekawa podróż po świecie mody, ale takiej niekoniecznie pięknej i wygodnej, choć to oczywiście rzecz względna.
Przypomniała mi się baśń "Nowe szaty cesarza", która bardzo dobrze oddaje to, jak niektórzy chcą wyglądać nie tyle lepiej, ale oryginalnie i innowacyjnie niż inni.
"Nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać po naszej starej przyjaciółce Modzie."
Polecam, warto poznać trendy brzydkiej i koszmarnie niewygodnej mody.
Tę publikację mogłam przeczytać dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Architektura, kultura, sztuka
ISBN:
Liczba stron: 192
Dodał/a opinię:
Myszka77
Moda to lustro kobiecej historii. Ty też możesz się w nim przejrzeć. Odważne pomysły, śmiałe kreacje i przełamywanie tabu przez miliony kobiet. Ostatnie...