Recenzja książki: Psia kupa

Recenzuje: Damian Kopeć

W przyrodzie jest również miejsce dla rzeczy niezbyt pięknych

Psia kupa - tytuł tej książeczki być może część czytelników zbulwersuje (o ile jest to jeszcze możliwe w dzisiejszym, pełnym kontrowersyjnych zachowań, słów i „dzieł” świecie). Są rzeczy, o których się głośno nie mówi zbyt chętnie, tematy niezbyt miłe. I słusznie, że nie każdy taki temat staje się przedmiotem powszechnych rozważań i dialogów. Psie kupy pojawiają się w naszych rozmowach dość często z raczej prozaicznych powodów: albo w nie przypadkowo wdepniemy, albo rozpoczyna się kolejna ambitna i mało skuteczna batalia o sprzątanie po swoich pupilach. Wdepnięcie w psie odchody może się zdarzyć każdemu, psów zdaje się przybywać każdego roku, zwłaszcza w miastach, trawników zaś w szybkim tempie - ubywać. Sprzątanie po czworonogach jest modne, jednak tylko w toczonych na mniejszym lub większym poziomie rozmowach. Kiedy co dzień wędruję z naszym niewielkim psiakiem po osiedlu, zbierając do woreczka jego kupy, staję się obiektem zaciekawionych spojrzeń. Właściciele kundelków, jak również rasowych, dumnych jak oni sami czworonogów w przeważającej większości nie sprzątają po swoich pupilach. Przecież to takie uwłaczające godności prawdziwego Europejczyka.

Psia kupa Koreańczyka Kwon Jeong-saenga nie zajmuje się jednak problem „zaminowanych” chodników czy „ubogaconych” trawników i alejek. Jest powiastką o życiu, o przyrodzie, o sensie istnienia rzeczy małych, pozornie - brzydkich. O tym, że jest w przyrodzie miejsce nie tylko na rzeczy piękne, estetycznie poruszające, lecz również na te, które nie pachną czy nie wyglądają zbyt ładnie. Każdy, kto wychował się na wsi lub miał możliwość tam bywać, zna z autopsji niemiły zapach gnojówki. Wie, że kompost, gnojownik nie pachną ładnie, ale są potrzebne, pożyteczne. Zdaje sobie sprawę z tego, że naturalny nawóz jest znacznie lepszy i zdrowszy niż nawozy sztuczne. Coraz więcej osób, nie tylko dzieci, nie było jednak nigdy na wsi. Nie wiedzą one, skąd się bierze mleko, jajka, kotlet schabowy (przed panierowaniem) - chyba, że wskazanie na hipermarket uznamy za odpowiedź właściwą dla współczesnego prymusa. Nie znają pewnych obszarów życia, które dla starszego pokolenia były czymś zwyczajnym. Psia kupa zwraca uwagę właśnie na to, co dla większości jest już tylko problemem miejskich trawników.

Żyjemy coraz bardziej oddaleni od świata przyrody, coraz mniej ją rozumiemy i czujemy. Coraz mniej jesteśmy wrażliwi na naturę. Jak mogą do nas przemawiać fascynacje nocnym rozgwieżdżonym niebem (np. Immanuela Kanta), skoro nie tylko na miejskim nieboskłonie widać zaledwie parę słabo migoczących punktów? Miasta, współczesna architektura niszczą wrażliwość na naturalne piękno. Mało kto zachwyca się roślinami w miejskim parku, pełnym śmieci czy brudną wodą w stawie, w którym pływają butelki, plastikowe worki czy kolorowe gazety.

To jeden aspekt tej prostej w formie, skromnej w słowach, bogato ilustrowanej książeczki. Można w niej znaleźć i inne myśli, odkryć własne interpretacje. Chociażby takie, że rozpad, śmierć są potrzebne do powstania nowego życia. Że we Wszechświecie krążą wciąż te same stare atomy, które pojawiają się na moment w czyimś ciele, a potem wędrują w ciągłym cyklu życia i śmierci. Atomy z nieprzyjemnie pachnącego nawozu, ze zgniłych resztek roślin użyźniają glebę i stają się składnikami aromatycznych, pięknych kwiatów czy smacznych, soczystych owoców.

Przyroda wciąż na nowo się odradza, a w tym odrodzeniu przechodzi fazy mało kolorowe. W przyrodzie nie ma rzeczy niepotrzebnych - wszystko, nawet coś małego, ma sens. Człowiek musi jeść, by żyć, musi wydalać z organizmu to, co zbyteczne. Lecz coś, co jeden organizm usuwa, potrzebne jest innym do istnienia. Wszystko stale się miesza i przemienia. To, co brzydko pachnie, zapewnia istnienie i rozkwit temu, co zachwyca aromatem i wybornym smakiem.

Psia kupa to też alegoryczna opowieść o samotności małej istoty, czującej się odrzuconą, niepotrzebną. Ona też ma swoją rolę do odegrania w świecie. Jej pojawienie się ma sens. To, że go ktoś nie dostrzega, nie oznacza, że tego sensu nie ma.


Książeczka jest niewielka objętościowo. Przemówi ona do dziecka, szczególnie - ilustracjami. Przemówi też do dorosłego, o ile ma on w sobie jeszcze coś z dziecka, o ile nie wyzbył się on umiejętności zadziwienia się i spojrzenia na świat z nowej perspektywy. Może Psia kupa sprawi, że inaczej spojrzymy na niezbyt estetycznie wyglądające psie odchody?

 

Co, oczywiście, nie znaczy, że nie powinno się ich sprzątać w miejscach, w których spacerują ludzie lub bawią się dzieci.

Tagi: Psia kupa, Psia kupa recenzja, Psia kupa książka, Kwon Jeong-saeng Psia kupa, Kwon Jeong-saeng recenzja, Kwon Jeong-saeng książka, Kwon Jeong-saeng

Kup książkę Psia kupa

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Psia kupa
Książka
Psia kupa
Kwon Jeong-saeng
Recenzje miesiąca
Na wieki wieków Pani Amen
Bianka Kunicka - Chudzikowska
Na wieki wieków Pani Amen
Spowiedź Goebbelsa
Christopher Macht
Spowiedź Goebbelsa
A miał być happy end
Katarzyna Kalicińska
A miał być happy end
Niskorosła
Joanna Bartoń
Niskorosła
Wędrówka
Anna Onichimowska
Wędrówka
Sam i Watson patrzą sercem
Ghislaine Dulier
Sam i Watson patrzą sercem
Największy sekret
Rhonda Byrne
Największy sekret
Pokaż wszystkie recenzje