W lesie odbywają się ćwiczenia Wojsk Obrony Terytorialnej. W pewnym momencie jednemu z żołnierzy wydaje się, ze kierowca zaparkowanego w pobliżu samochodu mierzy do niego z broni, naciska więc na spust, zabijając go. Okazuje się jednak, że kierowca to przypadkowy, nieuzbrojony cywil. Wkrótce zjawia się policja. Terytorialsi za wszelką cenę chcą bronić kolegi. Napięcie miedzy nimi a policjantami narasta. Niestety, skutki okazują się opłakane.
Cóż, wiele osób ma tendencję do stawiania na piedestale policjantów i żołnierzy – w końcu z założenia zapewniają nam bezpieczeństwo. Jednak w służbach mundurowych tez zdarzają się niebezpieczni ludzie. Pokazuje to powieść Agnieszki Pietrzyk Terytorium.
dr Kalina Beluch
Mówią, że piekło wybrukowano dobrymi chęciami. Nie kłamią. Prezes banku, Artur Martynow, otrzymuje zaproszenie na tajemnicze spotkanie. Przypuszcza, że...
Kilku przechodniów przystanęło i patrzyło na wozy policyjne. Zerkali też na nią. W świetle ulicznych lamp widziała ich pospolite twarze. To byli zwyczajni...
Młodszy aspirant Nikita Sokołow był nakręcony jak zabawka na gwiazdkę.
Pół Polski wyśmiewało wojsko terytorialne. Czytał te obrzydliwe wpisy w internecie. Wszyscy terytorialsi zapoznawali się z obśmiewczymi komentarzami, choć major mówił, aby tego nie robili. Byli nazywani: kotami prezesa, antkami i kaczuszkami. Sugerowano, że biorą kasę za nic, bo nic nie potrafią i nic pożytecznego nie robią.
Więcej