Zmierzenie się z finałem wielotomowej sagi to dla każdego recenzenta chwila prawdy, w której najgłośniej brzmi pytanie: czy autorka zdoła udźwignąć ciężar własnego uniwersum? Knieja literackiej grozy pełna jest bowiem nieudanych pożegnań i niedomkniętych historii, które pod koniec tracą swój pierwotny impet. Kiedy zamyka się ostatnie karty opowieści budowanej konsekwentnie przez cztery tomy, oczekiwania nie tyle rosną, ile stają się bezwzględne. Catherine Reiss w swojej najnowszej powieści „W tym miejscu zostaniesz na zawsze” udowadnia jednak, że nie tylko doskonale kontrolowała ramy stworzonego przez siebie świata, ale potrafiła wycisnąć z niego esencję, która poraża realizmem, oblepia niepokojem i bezpowrotnie wnika pod skórę czytelnika. To nie jest zwykłe, cukierkowe pożegnanie z bohaterami,a bezkompromisowe, bolesne i mistrzowsko zaplanowane starcie z ludzką naturą.
Największym i najbardziej spektakularnym triumfem tej powieści jest jej niesłychana, niemal architektoniczna integralność. Reiss z chirurgiczną precyzją powiązała i wyjaśniła wątki, które w poprzednich częściach mogły wydawać się odległymi, rozproszonymi punktami na mapie fabularnej. Wydarzenia z przeszłości, dawne sekrety oraz rzucane przez pokolenia cienie nagle zbiegają się w jednym, porażającym punkcie zwrotnym. Ta drobiazgowość konstrukcji budzi najwyższy szacunek - widać wyraźnie, że autorka od samego początku miała przed oczami pełen obraz i nie błądziła po omacku, lecz realizowała plan, w którym każdy detal miał swoje określone przeznaczenie.
Co więcej, warstwa psychologiczna osiąga tu swoje apogeum. Postaci nie są jedynie pionkami w rękach losu czy elementami dekoracyjnymi mrocznej scenerii; to głęboko poranieni, wielwymiarowi ludzie, których wybory moralne i wewnętrzne rozdarcia śledzi się z autentycznym przejęciem. Wyjątkowo potężnie wybrzmiewa tu temat rodzicielskiej miłości oraz dylemat, do jakich poświęceń - i jednocześnie okrucieństw - jest zdolny człowiek w imię ochrony najbliższych. Autorka genialnie rezygnuje z taniego efekciarstwa na rzecz powolnego, metodycznego zagęszczania atmosfery, w której największy lęk budzi nie to, co czai się w ciemności lasu, lecz to, co potrafi narodzić się w ludzkim sercu.
Analizując dzieło o tak ogromnej skali i ambicjach, nie sposób jednak nie dostrzec momentów, które mogą stanowić dla odbiorcy barierę rzutującą na płynność lektury. W tym tomie Reiss stawia przed czytelnikiem wyjątkowo wysokie wymagania, wprowadzając skomplikowaną strukturę narracyjną. Zastosowane retrospekcje oraz dynamiczne przeskoki czasowe, choć mające na celu pełne naświetlenie genezy zła i wyjaśnienie mechanizmów rządzących tym przeklętym miejscem, w pewnych momentach wprowadzają drobny chaos. Ta nieliniowość i celowe zagmatwanie niektórych sekwencji sprawiają, że powieść traci momentami swój pęd na rzecz drobiazgowej wiwisekcji wydarzeń, co dla części odbiorców może wydać się odrobinę przekombinowane.
Dodatkowo, autorka podejmuje odważną decyzję o rezygnacji z podania wszystkich odpowiedzi na tacy. Pozostawienie sfery niedopowiedzeń i szerokiego pola do własnej interpretacji niektórych zjawisk z pewnością nie zadowoli każdego. Ci, którzy liczyli na tradycyjne, jasne i być może bardziej podnoszące na duchu rozwiązanie wszystkich losów, mogą poczuć specyficzną pustkę i emocjonalny chłód. Autorka bezlitośnie łamie bowiem nadzieje na proste, radosne ocalenie, wybierając zakończenie trudne, ale paradoksalnie najbardziej autentyczne dla tej historii.
Pod względem warsztatowym Catherine Reiss wspina się tutaj na wyżyny literackiego rzemiosła, kreując stylistykę, którą można określić jako zmysłową i klaustrofobiczną jednocześnie. Język opowieści jest gęsty, mięsisty, niemal fizycznie odczuwalny. Opisy przestrzeni są tak plastyczne, że granica między fikcją a rzeczywistością całkowicie się zaciera, a wykreowane miasteczko staje się pełnoprawnym, żywym bohaterem dramatu. Autorka posiada rzadką umiejętność operowania słowem w taki sposób, by budować napięcie nie poprzez krwawe opisy, ale poprzez permanentne poczucie osaczenia i nieuchronności losu. Każde zdanie wydaje się być przemyślane, a dialogi niosą ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny, doskonale współgrając z surowym klimatem opowieści.
Moje osobiste doświadczenie z tą lekturą było procesem niezwykle intensywnym. To jedna z tych rzadkich książek, które po zamknięciu nie pozwalają o sobie zapomnieć, zmuszając do ponownego przemyślenia definicji winy, odkupienia i kary. Reiss bezlitośnie obnaża ludzkie słabości, ale pod tą grubą warstwą mroku pozostawia maleńki, wywalczony i okaleczony autentycznością pierwiastek nadziei. Finał, choć daleki od klasycznego porządku, urzekł mnie swoją odwagą. To opowieść, która nie próbuje przypodobać się masowemu odbiorcy, lecz lojalnie i do samego końca pozostaje wierna swojej mrocznej naturze. Jesteśmy świadkami narodzin dzieła, które zasłużenie redefiniuje współczesną polską literaturę grozy.
Emocjonujący finał mrocznej serii Fetor. Obnażenie najbrutalniejszych grzechów, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Możesz uciec z sekty, ale ona już...
Jeśli myślałeś, że przetrwanie w tym miasteczku było trudne, przygotuj się – prawdziwe zło dopiero wychodzi z cienia. Po katastrofie lotniczej...