twoje dłonie na jej smukłej talii, wargi całującezagłębienie jej szyi, długie nogi splątane z twoimi i twój głosszepczący jej do ucha rzeczy, których to ja kiedyś słuchałam
- Zawsze niepokoi mnie perspektywa Klatki - mówi Nicole, ale Megan tylko przewraca oczami.- Spędziłam tam najlepsze chwile mojego pobytu w szkole. Bez twojego chrapania, Nicole.- Ja nie chrapię!- W takim razie trzymasz wiertarkę pod poduszką.
- Umarł.
Pomimo mgły spowijającej mój umysł i tłumiącej dźwięki w uszach, rozpoznałem głos Brastiego.
- Nie umarł- odezwał się inny, niższy głos. Ten należał do Kesta.
Początkowo lekkie łup-łup kroków Brastiego po drewnianej podłodze chałupy stało się głośniejsze.
- Normalnie powinien już z tego wychodzić. Mówię ci, tym razem nie żyje. Zobacz: ledwo oddycha- palec wbił w moją pierś, w policzek i wreszcie w oko.
Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zwyczajnie nie dźgnąłem Brastiego i nie wróciłem do snu. Po pierwsze moje rapiery leżały jakieś dziesięć stóp ode mnie, na ławie obok drzwi małej chaty, którą zajmowaliśmy. Po drugie, nie mogłem się poruszyć.
- Przestań go szturchać- powiedział Kest. – Ledwo oddycha, czyli jeszcze żyje.
- No właśnie- odparł Brasti.- Podobno neatha jest śmiertelna w skutkach- wyobraziłem sobie, jak groźnie kiwa palcem.- Cieszymy się, że przeżyłeś, Falcio, ale to wylegiwanie się każdego poranka jest bardzo kłopotliwe. Można by nawet powiedzieć, że egoistyczne.
Pomimo wielokrotnych prób moje ręce odmawiały współpracy: nie chciały się wyciągnąć w górę i zacisnąć na gardle Brastiego.
Krew szumiała mi w uszach, w ustach czułem jej smak. Na dłoniach miałem czerwoneplamy, a w oczach – nienawiść.
Wiesz, po tym, jak spotkałam zakapturzonego typa grającego w rzutki,noszącego słoik pełen kamieni, chyba nic mnie już nie może przestraszyć.Powiedz mi tylko, jak stąd dojść do dzielnicy mieszkań komunalnych.
twoje dłonie na jej smukłej talii, wargi całujące
zagłębienie jej szyi, długie nogi splątane z twoimi i twój głos
szepczący jej do ucha rzeczy, których to ja kiedyś słuchałam
Książka: Zamiana