Przewodnik wybitnej psycholożki, nieoceniona pomoc dla psychoterapeutów i wszystkich, którzy chcą pracować nad polepszeniem relacji we własnej rodzinie. Przyda się też osobom chorym, które w głębi duszy czują, że zachorowanie na konkretną chorobę nie jest przypadkowe, lecz kryją się za nim jakieś ważne powody. Dzięki tej książce odkryjesz, dlaczego kolejna osoba w rodzinie zapada na określoną chorobę lub ma wypadek, zupełnie jak kiedyś dziadek, ciotka czy wujek. Dowiesz się, jakie ukryte powody mają wpływ na decyzje wyboru partnera czy wykonywanego zawodu. Nauczysz się rysować swoje drzewo genealogiczne i zobaczysz co jest w rodzinie ukryte.
Wydawnictwo: Virgo
Data wydania: 2016-06-22
Kategoria: Poradniki
ISBN:
Liczba stron: 304
Książkę "Tajemnice przodków, ukryty przekaz rodzinny" nabyłam niemal bez zastanowienia, jak tylko zobaczyłam ją w mojej ulubionej internetowej księgarni. Bardzo byłam ciekawa, (bo któż by nie był) jakież to tajemnice skrywają moi przodkowie i czy rzeczywiście zgodnie z zapowiedzią z tylnej okładki tej książki, odniosę owe korzyści tam opisane, jak tylko się z nią zapoznam. Niestety, to co "odniosłam" po przeczytaniu tej pozycji, to przede wszystkim głębokie rozczarowanie.
Autorka była francuską psycholog, urodzoną w Rosji w 1919 roku. Pani dożyła sędziwego wieku, ponieważ zmarło jej się dopiero w roku 2018. Była profesorem psychologii na uniwersytecie w Nicei i psychoterapeutką o światowej renomie i jak podpowiada mi zapis na tylnej okładce, opiniowana przeze mnie książka, "weszła do kanonu lektur obowiązkowych na wydziałach psychologii".
I to widać, że może jest to książka, z której studenci wspomnianych wydziałów powinni się uczyć. Jednak dla zwykłego zjadacza chleba jest bardzo nudna i toporna do czytania. Dużą część książki zajmują wyliczenia drogi zawodowej pani autorki, jakie kończyła szkoły itp. i z kim pracowała i od kogo się uczyła. Ci wszyscy jej nauczyciele współpracownicy i ci, których ceniła i cytowała w swojej książce, również wymienieni z imienia nazwiska, stanowiska, jakie zajmowali i nawet jak napisała jedna z czytelniczek w swojej opinii, kto kogo lubił, a z kim się kłócił.
Autorka bardzo obszernie chwali się swoimi badaniami, i w jej mniemaniu sukcesami w myśli zasady, że "moje jest zawsze mojsze", bo jak jakiś ktoś się pani Anne nie podobał, to potrafiła powiedzieć, że ten czy tamten "nic nie udowodnił". Pani owa, nie wierzyła w żadne "cuda" taroty i inne reinkarnacje, (o czym kilka razy czytelnikowi przypominała, jakby ta informacja była do czegokolwiek potrzebna) tylko w swoje "badania", które moim zdaniem w zasadzie niczego tak naprawdę nie udowadniają. I też mogą być odbierane jak "cuda". Bo czy "prześlizgiwanie się z pokolenia na pokolenie" to nie cud? Autorka tak pisze o tym pod koniec książki:
"Wstrząsające traumy, o których się nie mówi, nieprzepracowane stają się następnie traumami, o których nie wolno nawet pomyśleć, lecz objawiają się psychosomatycznie, będąc wspomnieniami traum u tych, którzy sami ich nie przeżyli, a których wspomnienie przedostało się, PRZEŚLIZNĘŁO!z pokolenia na pokolenie. Dzięki transgeneracyjności udaje się je uchwycić i zneutralizować, wyrażając je przez psychoterapię, sny, rysunki, czy też pieśni lamentacyjne"
I wszystko mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zwłaszcza dzięki tym pieśniom lamentacyjnym ?.
Nie i nie, to zdecydowanie nie jest to, czego ja oczekiwałam i czego się spodziewałam, po tej książce.