Przewrotna saga rodzinna.
Bezwstydny manifest podglądactwa.
Wielki powrót Filipa Zawady.
Róża zaskakuje ripostami szybszymi niż laser, a wiarą w siebie obdzieliłaby całą rodzinę. Trytek, jej brat, śmiertelnie poważnie traktuje sny i już od dzieciństwa było jasne, że zostanie degeneratem. Ich rodzice Halia i Andrzej stanowią parę siejącą zniszczenie większe niż armagedon. I babcia Edwarda. Wyjaśnia zawiłości życia z subtelnością armaty. Nawet Hades nie może upilnować tego towarzystwa.
Witaj u Mrazów. Tu wszystko działa na opak - jakby ktoś odwrócił instrukcję obsługi codzienności. Dzieci widzą więcej niż dorośli, reguł uczy się poza domem, a babcie bywają adoptowane.
Filip Zawada snuje przewrotną sagę rodzinną, która toczy się aż w zaświatach. Wiadomo, że z rodziną najlepiej wychodzi się... po śmierci. Skrajne emocje i egzystencjalne pytania mieszają się tu z dosadnością, absurdalnym humorem i koktajlem literackich tropów.Niepodrabialna powieść!
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2025-09-10
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 384
Na początku przyznam, że nie wiedziałam jak zabrać się do opinii tej książki. Zdecydowanie jest ona "inna" z pewnością wymyka się schematom. Jedyna klasyfikacja do jakiej mogę ją przypisać to "dziwna". Znajdziemy tutaj dosłownie wszystko...
Całą historię opowiada nam ptak, a dokladnie gawron (nie mylić z krukiem!). Dzięki niemu poznajemy rodzinę Mrazów w której rodzice są niewidomi a Rózia i Trytek już widzą. Zamieszkuje z nimi babcia Edwarda na polowym łóżku, jest osobą dość specyficzną oraz pojawia się pies Hades, ale nawet on nie potrafi upilnować tej rodziny. Początkowo wszystko dzieje się na ziemi, a po śmierci babci powoli poznajemy czyściec. Po kolei wszyscy tam lądują i spotykają się a nasz gawron nam opowiada co tam się wyprawia.
Niby wszystko jest tutaj takie dziwne i nierealne a jednak jakby było znajome. Niby nic nie rozumiesz a jednak bardzo dobrze to znasz. Spotkamy tutaj czarny humor ale jest tez wiele spraw które dają do myślenia.
Książkę czyta się szybko, jest w niej dużo mroku, emocji i tematów, które nie są oczywiste. Zdecydowanie nie jest to lekka książka ale warta uwagi. Zmusza do własnych przemyśleń, zatrzymania się i spojrzenia w głąb siebie, pozostawia z ciężkim ale potrzebnym uczuciem. Ta książka z pewnością zostaje na dłużej w pamięci.
Powieść przeniosła mnie do czasów dzieciństwa, do magii jaką widzą tylko dzieci. Zawada dotyka tu korzeni - własnie tych najmłodszych lat, rodziców, którzy móże nie tak jak mama i tata Mraz - nie byli niewidomi, ale też wychowywali nas trochę po omacku. Przywołuje prawdy pamięci, prawo dziedziczenia emocji, historii naszych babek które nosimy gdzieś tam w środku. Rodzina Mrazów to nie tylko bohaterowie, to wielka metafora życia - pamiętania, zapominania, widzenia i niewidzenia. Fabuła prowadzi nas przez momenty z życia tej rodziny, ale i przez przestrzeń poza życiem, które również jest jego częścią. Z blokowiska przenosimy się w zaświaty, prowadzą nas małe gesty, milczenie, no i prowadzi nas gawron - narrator wszechwiedzący. Styl jest dynamiczny, momentami drapieżny, momentami poetycki. Czytać tę książkę to jak wchodzić w czyjąś duszę, szukać światła w ciemności, a przy tym śmiać się i płakać jednocześnie. Ma w sobie to coś, coś wyjątkowego.
Co to znaczy być częścią rodziny? Na to pytanie, jak na wiele innych Filip Zawada stara się odpowiedzieć w swojej najnowszej powieści ,,Gdyby nie czerń". Historia Mrazów pokazuje, że bycie członkiem rodziny rzadko oznacza bycie razem - między bohaterami jest bliskość, ale i ogromna przepaść, głęboka pustka. To niepokojące uczucie dominowało podczas czytania tej książki, ale podobał mi się ten melancholijny ton - idealnie wpisał się w mój jesienny nastrój.
Dom Mrazów jest miejscem, gdzie każdy ma swoje tajemnice, swoje sny, swoje cierpienie. Są razem, ale osobno. Róża reaguje szybciej niż zdążysz pomyśleć, Trytek przewiduje swoje życie jako ,,degenerat", rodzice popełniają błędy, babcia obserwuje wszystko z boku i trafnie komentuje i to właśnie ona, ta co przeżyła już wszystko zdaje się być jedyną, która widzi cały obraz. No i jest jeszcze narrator - wszystkowidzący i wiedzący gawron. Choć ja też czułam się tu jak jedna z obserwatorek i narratorek, bo znalazłam tu wiele odcieni samej siebie. Na pewno warto dać jej szansę, choć nie jest to typowa powieść, to warta uwagi.
Dawno nie czytałem tak niesamowitej opowieści. Przypominała mi amerykańskich surrealistów, którzy dziś są klasykami. W polskich realiach to prawdziwy literacki eksperyment. Narracja przypomina sen - pełen niedopowiedzeń, powtórzeń i symboli. Zawada gra z czytelnikiem w grę pełną czarnego humoru, zwykłej codzienności, którą rozpozna każdy z nas, nawet jeśli nie ma niewidomych rodziców. Teksty babci zasługują na Oscara. Serio. Na poziomie głębszym odczytuję tę książke jako ukazanie granicy między realnością a zaświatami, że ta granica jest cienka jak ludzka pamięć. To opowieść o widzeniu, którego często brakuje w prawdziwym życiu.
W kolejnej już znakomitej powieści Filipa Zawady - jednego z najbardziej wyrazistych, nietuzinkowych, wyjątkowych polskich pisarzy współczesnych śmiech miesza się z rozpaczą, a absurd z prawdą. Zawada potrafi jednym zdaniem rozśmieszyć, by w następnym wzruszyć do łez. To historia o ludziach, którzy próbują zrozumieć siebie i świat.
To opowieść o rodzinie Mrazów. Rodzice są niewidomi, a dzieci - jak to dzieci- musza sobie radzić więc podróżują w dalekie światy wyobraźni. Urzekały mnie sceny kiedy Trytek i Róża dokazywali sobie, ale ich miłość pozwalała im przetrwać nawet najtrudniejsze momenty.
Autor udowadnia, że język może być zarówno prosty, jak i głęboko poetycki. W jego zdaniach słychać rytm ciszy, przeczucie straty, ale to co uwielbiałam to genialne dialogi babci Mraz. Książka Filipa Zawady to literacka podróż w głąb ludzkiej wrażliwości, która dotknęła mnie do żywego. Coś pięknego.
NOWA POWIEŚĆ FINALISTY NAGRODY LITERACKIEJ NIKE 2020 Proza bez filtra Samolubny i zgryźliwy, szowinista starej daty i samozwańczy mentor. Dziadek Szczepan...
O ludziach, którzy mają dużo miłości, ale nie mają komu jej dać Książka, za którą Filip Zawada został finalistą Nagrody Literackiej ,,Nike" Na świecie...
Ocena: 6, Przeczytałam,
Filip Zawada to autor, który potrafi wymykać się schematom. Nie pisze prostych historii, raczej układa z emocji, symboli i niedopowiedzeń opowieść z pogranicza jawy i snu. W takiej konwencji utrzymana jest również jego najnowsza powieść pt. „Gdyby nie czerń” z oferty Wydawnictwa Znak, która kreuje świat jednocześnie absurdalny i dziwnie znajomy - taki, w którym rzeczywistość miesza się z czymś nieuchwytnym.
To nie jest opowieść o zwyczajnej rodzinie, choć mogłaby się nią wydawać. Nie ma też tradycyjnego narratora, bo w tej roli występuje nad wyraz inteligentny podglądacz - gawron. To historia o rodzie Mrazów: o niewidomych rodzicach, dzieciach - Róży i Trytku - oraz o ich babci Edwardzie, która wydaje się w pewnym sensie „po tamtej stronie”. Te trzy pokolenia łączy życie pod wspólnym dachem i śmierć, która odrzucając wszelkie schematy, zamiast jednoczyć - dzieli, zamiast prowadzić do wiecznego spokoju - sprawia, że bohaterowie nie ustają w oczekiwaniu.
Zawada nie tworzy jednak prostych charakterystyk - jego bohaterowie są jak lustrzane odbicia emocji: zagubienia, straty, potrzeby bliskości. Ich codzienność, zwykłe gesty i rozmowy nabierają tu znaczeń, jakby w każdej scenie kryło się drugie dno. Najbardziej intrygujący jest jednak narrator – gawron. To on obserwuje rodzinę, komentuje ich losy i nadaje opowieści niemal filozoficzny wymiar. Z początku ten pomysł wydał mi się dziwny, nawet trochę zbyt „eksperymentalny”, ale ostatecznie przekonałam się, że bez tej ptasiej perspektywy historia nie miałaby tej głębi. Gawron widzi to, czego nie dostrzegają ludzie - zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. Dzięki niemu książka staje się refleksją o tym, co znaczy „widzieć” naprawdę.
„Gdyby nie czerń” nie jest ani typową powieścią obyczajową, ani też klasyczną rodzinną sagą. Dla mnie to raczej refleksja o granicach - między życiem a śmiercią, między tym, co można zobaczyć, a tym, co się czuje. To książka o relacjach, które są trudne, ale przez to wyjątkowo prawdziwe.
Polecam, bo lektura tej powieści to ciekawe, niepowtarzalne doświadczenie.