Wydawnictwo: Niebieska Studnia
Data wydania: 2012 (data przybliżona)
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 285
"Specjaliści od antycznej kultury greckiej twierdzą, że w owych czasach ludzie nie uważali myśli za swoją własność. Kiedy starożytnemu Grekowi coś przychodziło do głowy, traktował to jak rozkaz boga czy bogini. Apollo nakazywał mu, żeby był dzielny. Atena polecała mu się zakochać. Dzisiaj, wysłuchawszy reklamy chipsów ziemniaczanych o smaku śmietankowym, ludzie pędzą po nie do sklepów, tyle że teraz nazywają to wolnością wyboru."
Zaiste, dziwna to była lektura, tak stwierdziłam po zakończeniu czytania. Jednak dopiero internety podpowiedziały mi, że Chuck Palahniuk jest specjalistą od właśnie takiej literatury. Takiej, czyli dziwnej i często kontrowersyjnej. Nie wiedziałam, nie znałam, nigdy wcześniej nie miałam z tym autorem do czynienia. Chyba jednak nie czegoś takiego się spodziewałam po opisie, chociaż właśnie dlatego ją kupiłam, że opis był właśnie taki, że zapowiadało się dziwnie, ale i ciekawie.
Nie bardzo potrafię się do tej książki ustosunkować, nie bardzo wiem, czy bardziej mi się podobała, czy bardziej mi się nie podobała. Ta książka była dla mnie jak.... nowe buty. Kupuję buty, ubieram, przyglądam się im. Piękne i śliczne, wydają się być wprost akuratne na moje nogi. Jednak kiedy zaczynam w nich chodzić, nagle dostrzegam, że którymś wycięciem wpadł mi do nich kamień i mnie uwiera, a na dodatek, zaczynają mi obcierać duży palec u stopy...
Reasumując, czy przeczytam tę książkę raz jeszcze? Raczej nie. Czy będę szukać innych literackich dokonań tego pisarza? Również nie sądzę. Jednak kilka ciekawych cytatów sobie z tej książki wynotowałam, do swojego kajecika, kompatybilnych z moimi spostrzeżeniami. Jak na przykład taki
"Nastawiamy muzykę głośniej, żeby zagłuszyć hałas. Inni robią to samo, żeby zagłuszyć nas.Więc znów podkręcamy decybele. Wszyscy kupują coraz to potężniejsze kolumny. Taki dźwiękowy wyścig zbrojeń. Samymi sopranami się nie wygra. Tu nie chodzi o jakość. Idzie o łomot. Nie ważne kto puszcza lepszą muzykę. Ważne kto zwycięży."
Ósmy tom serii. TYLER ŻYJE! 19 lat po premierze swojej bestsellerowej powieści Chuck Palahniuk znowu zabiera nas do świata Fight Clubu i...
Cassie Wright, podstarzała królowa porno kinematografii, chce ustanowić nowy światowy rekord i na oczach rejestrującej wszystko ekipy filmowej zadowolić...
Przeczytane:2026-02-22, Ocena: 3, Przeczytałam,
Jaką najdziwniejszą książkę przeczytałeś/aś? Ja mam mocną kandydatkę do podium w tej kategorii. Chciałabym wam pokazać powieść „Kołysanka” autorstwa Chucka Palahniuka, jak dowiedziałam się już po jej przeczytaniu, specjalisty od książek dziwnych, kontrowersyjnych, obrazoburczych. Czy ta dziwna hybryda kryminału, horroru i powieści drogi (i pewnie jeszcze jakiegoś „ustrojstwa”) zachwyciła mnie czy zniesmaczyła? Tak trudno w obecnych czasach szokować, czy Palahniukowi się to udało. Posłuchajcie.
Co my tu mamy? Najpierw poznajemy Helen, która prowadzi agencję nieruchomości ale sprzedaje tylko nawiedzone domy. Potem poznajemy Carla, dziennikarza, badającego serię śmierci łóżeczkowych. I ta kolejność wprowadzania bohaterów nie spodobała mi się, bo to ten drugi temat staje się sercem powieści. Już w pierwszych rozdziałach czułam, że będzie mi się trudno połapać w fabule. Właściwie Palahnik przedstawia Helen i na moment o niej zapomina, aby wprowadzić nas w sprawę. I robi się nawet ciekawie, bo Carl wpada na pewien trop. I to jakże genialny, intrygujący. Mianowicie wiersz, zaklęcie, które usypia na zawsze. Tekst wydrukowany w zbiorze bajek dla dzieci. Czujecie grozę tej sytuacji? Czujecie moc tych słów? I ten duet, a właściwie kwartet, bo do bohaterów dołącza jeszcze jedna ekscentryczna para zaczyna szukać egzemplarzy owej książki. W imię wyższego dobra, czy własnych interesów?
Czytając „Kołysankę” balansowałam pomiędzy zachwytem, a konsternacją – z przewagą tej drugiej. Ta książka ma rewelacyjne momenty. Pojawiają się w niej sceny, zdania, zabiegi literacki, które kompletnie „rozwalają system”. A potem wracamy do tej historii. Mocnej, intrygującej, ale jednak chaotycznej i przekombinowanej. Można odnieść wrażanie, że autor sam trochę w niej błądzi, jakby do końca nie wiedział, jak rozwinąć swój pomysł i jak połączyć w nim te wszystkie postawy, idee, które chciał zaprezentować.
Trudno mówić o realizmie skoro autor sięga po magie i elementy horroru, jednak w „Kołysance” nawet krew wydaje się sztuczna. Być może Palahniuk nawet chciał nadać jest nieco tandetny sznyt (te różniaste garsonki i tona złota na nadgarstkach Helen), ale czy to dodaje jej „uroku”. Chyba nie do końca.
W efekcie powstała powieść nie za długa, ale jednak nużąca z orzeźwiającym przebłyskami Czy geniuszu literackiego? A niech Palahniukowi będzie? „Kołysankę” oceniam jako powieść średnią, ale autor zaintrygował mnie swoim stylem. Nie omieszkam sięgnąć po inne jego książki.