Laurze zmarł mąż, Leon. Jako podróżnik, zwiedził cały świat, był autorem cenionych przewodników. Mimo oddanych i opiekuńczych sąsiadek oraz dużej dozy zdrowego rozsądku Laura nie może odzyskać spokoju. W domu straszą obrazy Bacona, trumienne indiańskie mokasyny i rytualna maska – pamiątki po mężu-globtroterze. Gdy jedzie do Armenii jako pilot wycieczki, dokonuje zaskakującego odkrycia. Musi znaleźć ślad. Musi odkryć nieznane oblicze Leona. Co jest prawdą, a co nie? Kto tu jest kim? Czyja miłość jest silniejsza niż śmierć? Trzeba tylko uspokoić ten szum w głowie…

Do przeczytania powieści Ewy Cielesz Szum zaprasza Grupa Wydawnicza Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Szum. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Przyszła po mnie w lutowe przedpołudnie smutna i blada. Równie smutna i blada pozwoliłam się wyciągnąć na spacer. Było mi wszystko jedno, gdzie i jak spędzę czas.
– Nie posprzątałaś tu jeszcze – stwierdziła beznamiętnie, patrząc tępo na rozrzucone w przedpokoju przedmioty.
– Szukam czegoś – odparłam w tym samym tonie, żeby nie próbowała dorabiać własnej ideologii. – Długo szukasz – stwierdziła.
– Bo jeszcze nie znalazłam.
Szłyśmy deptakiem. Ona jak zwykle spowita w czerń, zdawała się pochłaniać całe światło. Nie wiem, czy widziała coś spod głęboko nasuniętego kapelusza. Może po prostu na wszystko już się napatrzyła. Byłam ubrana żywiej. Nie jakoś groteskowo, ale dość barwnie. Trochę zieleni, trochę beżu, czerwone rękawiczki… Niby nic, a i tak kontrastowało z wewnętrznym mrokiem.
Szłyśmy. Dwie wdowy. Ja po Leonie, ona po złudzeniach. Obie milczałyśmy, ale to za nią ciągnął się chłód niedomówień. Zdaje się, że z własnych insynuacji utkała sobie ze mnie wroga i ciągnęła na szafot wymówek.
– O co ci chodzi? – odezwałam się po dwóch kilometrach ciszy. – Masz żal, że Urszula znalazła we mnie powiernika?
Małgorzata zatrzymała się, wskazującym palcem przesunęła do góry kapelusz i spojrzała na mnie z tak bezdennym smutkiem, że natychmiast przestałam ją oceniać. Pogubiłam się w labiryncie jej rozważań. Tymczasem ona rozejrzała się za miejscem, gdzie można spocząć, zatrzymała wzrok na porzuconym przez fale konarze i ruszyła w tamtym kierunku. Podążyłam za nią. Usiadła ciężko i zapatrzyła się w morze. Czekałam, aż zacznie mówić, lecz widocznie ze swoim milczeniem czuła się lepiej. Usiadłam przy niej. Zanurzyłyśmy się we własnej zadumie i patrzyłyśmy obie. Nad horyzontem jaśniało słońce. Świeciło jasno, radośnie. Może dlatego, że samo wybrało sobie to miejsce do świecenia? Chciałam powiedzieć o tym Małgorzacie, lecz to ona zaczęła mówić. Słowa spadły z niej czarno i gorzko.
– Zakochała się – padło oskarżenie.
– To zbrodnia przeciwko tobie?
– Chce się wyprowadzić. W jej głosie po raz pierwszy wybrzmiał jakiś konkretny ton. Była to nuta zdziwienia i irytacji.
– Jesteś zła, że śmie opuścić twój mały, czarny wszechświat? – zapytałam.
– Chyba tak… – rzekła w zadziwieniu.
– Nie możesz jej zatrzymywać ani wtrącać się w jej życie.
– Nie – zastrzegła. I tu uległa irytacji. – Ty nie rozumiesz. To uczucie, to zwykły kaprys, chwilowe zadurzenie. Wpadło w jej serce jak ćma do pokoju. Takie zauroczenie prędko mija.
Błądziłam wzrokiem po morskiej tafli zakłóconej zmarszczkami fal, bawiłam się w chwytanie którejś wzrokiem i doprowadzanie jej do brzegu. Słowa Małgorzaty odbijały się od mojej świadomości, nie chciałam ich przyjąć.
– Ty mnie nie słuchasz – wróciła do beznamiętnego tonu.
– Ależ słucham. Opowiadasz jakiś dramat o opuszczeniu, oczekujesz współczucia, a musisz zrozumieć, że Urszula nie żyje tylko dla ciebie.
– Nie, nie żyje – przyznała z nostalgicznym uśmiechem. – Nie żyje…
Wstała, poprawiła swój czarny kapelusz i ruszyła w morze. Tak, zanurzała się stopniowo w fale, które muskały najpierw jej stopy, łydki, skraj płaszcza, tułów… Obserwowałam ze spokojem, jak wchłania ją morze, jak nie przyjmuje kapelusza. Oto kończy się jej opowieść, zamienia w historię, jedyną rzecz, która trwa, kiedy ludzie znikają…
Coś szarpnęło moim ramieniem. Dwoje oczu jak czarna otchłań wysysało mój mózg, a z nim wszystko, co wydarzyło się przed chwilą.
– Ty mnie w ogóle nie słuchasz.
– Przepraszam, Małgorzato – otrząsnęłam się. – Uciekły mi myśli. Słucham cię, oczywiście, że cię słucham…
– Chciałam ci tylko powiedzieć, jak przykra to dla mnie strata.
– Urszula?
– Pokochałam ją jak córkę.
– Tak… Cudownie byłoby mieć taką córkę.
Wstałyśmy, otrzepałyśmy z piasku brzegi naszych płaszczy, ona czarny, ja beżowy, poprawiłyśmy szale, ona czarny, ja zielony, uładziłyśmy myśli, ona czarne, ja czarne…
– Rozumiesz mnie, prawda? – zapytała.
– Rozumiem, Małgorzato.
– Dziękuję, że zechciałaś tu ze mną przyjść, dzielić mój ból.
– To nic takiego. Po prostu odpuść.
Skinęła głową w milczącej zgodzie. Ruszyłyśmy powoli w drogę powrotną. Piasek chrzęścił pod butami.
– A jak u ciebie? – zapytała kilometr dalej.
– Wciąż szukam.
Zatrzymała się, położyła dłonie na moich ramionach. Zajrzała w oczy. Tak głęboko, że dotarła do mojej duszy.
– Przestań to robić – powiedziała. – Nic nie znajdziesz, bo tam nic nie ma. Zachowaj w sercu dobrą pamięć po Leonie i miłość. To wszystko. Nie szukaj, to twoje zmory. Dzieją się w twojej głowie. Tego nie ma.
– Nie ma, Małgorzato? Szukałam prawdy w jej oczach.
– Nie ma.
– Tobie wierzę. Tylko tobie – szepnęłam. Pokiwała głową z leciutkim uśmiechem. Nigdy się nie uśmiechała, teraz tak.
– Mogłabyś mnie przytulić?
Wzięła mnie w ramiona. Uścisk splótł nasze osobne żale. Jedna drugiej zdjęła z pleców ciężar. Odtąd ona niosła mój garb, a ja jej…
Książkę Szum kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
