Diabeł nie śpi z byle kim. Prokurator Amelia Wilska budzi się pobita i uwięziona w nieznanym miejscu. Ze ścigającej sprawcę nieustępliwej prawniczki stała się zdobyczą. Sytuacja wydaje się patowa, a czasu na ratunek niewiele. Jednak jej mąż Szymon nie zamierza się poddać. Sił doda mu furia, dzięki której stanie się mścicielem. Bo czas pomsty już nadszedł!

Parafrenia to trzecia część bestsellerowej serii o prokurator Amelii. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Lind & CO. Autorką książki jest Magdalena Kornak – adwokat prowadząca własną kancelarię i adiunkt na wydziale prawa jednej z wrocławskich uczelni. Prywatnie żona i mama, wielbicielka czworonogów różnej maści, głównie psów i kotów. Jest nałogową czytelniczką i prowadzi bloga na Instagramie. W wolnych chwilach fotografuje i spędza aktywnie czas.
Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Parafrenia:
Próbowała otworzyć spuchnięte od pobicia oczy, ale powieki miała tak obrzęknięte, że mimo wysiłków, pozostawały zastygłe w skorupie sklejającej je, mocno zakrzepłej już krwi. Jedno oko ani drgnęło, drugie było w nieco lepszym stanie, ale i ono dotkliwie odczuło starcie z ciężką pięścią jej oprawcy. Chociaż pozwalało ono na ograniczoną widoczność, to mrok, który spowijał jej celę sprawiał, że zorientowanie się, gdzie jest i co się z nią dzieje, graniczyło z cudem. Widziała niewyraźny zarys kamiennych ścian, z małym luftem znajdującym się pod krawędzią sufitu. Przebłyski bladego światła, wpadającego do piwnicznej izby, nie pozostawiały złudzeń, że w tym niewielkich rozmiarów oknie znajdowała się żeliwna krata.
Pod językiem czuła metaliczny smak. Cała jej twarz musiała przypominać krwawą miazgę. W głębi duszy cieszyła się, że się teraz nie widzi. Bez zaglądania w lustro wiedziała, jak wygląda. Zbyt długo pracowała jako prokurator, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, w jaki sposób mogły się zmienić jej rysy twarzy. Potrafiła je sobie bez trudu wyobrazić. Przed oczami miała wszystkie zdjęcia pobitych kobiet, mających wątpliwą przyjemność kontaktu z męską pięścią. Widziała ich setki w prowadzonych przez siebie sprawach o znęty. Kobiety zmaltretowane, z fioletowo-karmazynowymi, przechodzącymi z czasem w odcienie żółci i zieleni sińcami na policzkach, z opuchniętymi, podbitymi oczami lub szczękami uniemożliwiającymi pełny śmiech, w których ubytki w uzębieniu nie miały nic wspólnego z zaniedbaną higieną jamy ustnej czy zaawansowaną próchnicą. Chociaż każda z tych kobiet wiedziała, do czego doprowadził efekt gniewu ich mężów, partnerów czy kochanków, wszystkie zarzekały się, że ich obrażenia to nic innego jak efekt ich wyjątkowej niezdarności, śliskiej podłogi, nieuwagi przy schodzeniu ze schodów czy utraty równowagi przy wieszaniu firanek. Ona zawsze wiedziała swoje i nie miała wątpliwości, że z niefrasobliwością żon, partnerek czy kochanek ślady te nie miały nic wspólnego.
Teraz sama czuła się jak jedna z takich ofiar, z tą tylko różnicą, że jej życiowy partner z jej obrażeniami nie miał nic wspólnego, a przynajmniej nie bezpośrednio. On był Bogu ducha winy, a jego przewinienia sprowadzały się wyłącznie do tego, że kiedyś zakochał się w kobiecie, którą wcześniej pokochał ktoś inny, a później zaprzyjaźnił się z człowiekiem, który funta kłaków nie był wart. Ona to doskonale wiedziała, ale nie zmieniało to faktu, że teraz czuła się podle.
Książkę Parafrenia kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
