Pasja, rywalizacja i tajemnice w najnowszej powieści Carli Montero, autorki Szmaragdowej Tablicy.
Wyspa Man, rok 1938. W tym odległym zakątku Morza Irlandzkiego Mila Kovac, młoda Hiszpanka, która zdobyła już sławę i pozycję w kręgach sportu motorowego, ma wziąć udział w wyścigu samochodowym. Zostawiła za sobą śmierć męża oraz przeszłość pełną wciąż otwartych ran. Na wyspie zebrali się wielcy kierowcy owych czasów, mężczyźni i kobiety. Jednak to nie wyścig i ostra walka na trasie okażą się dla Mili największym wyzwaniem. Ona będzie musiała się zmierzyć z własną historią, niespodziewanym uczuciem i podejrzeniami co do śmierci męża. Podczas gdy nad światem unosi się widmo nowego konfliktu, Mila poszukuje swojego miejsca między mgłą, pamięcią i pożądaniem.
W tej wypełnionej emocjami powieści linię mety przecinają miłość, ambicja i ukryte prawdy.

Do lektury Dziewczyny z mgły Carli Montero zaprasza Dom Wydawniczy Rebis. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Dziewczyna z mgły:
Tym, którzy mają odwagę skręcić kierownicę, żeby zjechać z wytyczonych tras, i odkrywać nowe drogi
„Choćby nasz dym zasnuł nieba twoich oczu, rozwieje się i gwiazdy ponownie rozbłysną; mimo bowiem mocy, ciężaru i wspaniałości, jesteśmy tylko wytworem twojego umysłu."
Rudyard Kipling
1937
Niedziela, 8 sierpnia
Hałas był ogłuszający. Piętnaście samochodów wyścigowych wypełniało powietrze głośnym jak rój milionów owadów rykiem silników. Pędziły z zawrotną prędkością po trasie prowadzącej ulicami Monte Carlo, a gdy przejeżdżały, zgromadzony tłum żywo pokrzykiwał i wiwatował. Ostre popołudniowe światło odbijało się w białych budynkach, w morzu i asfalcie lśniącym jak świeżo malowany. Panował duszący upał.
Anton Behra, za kierownicą swojego Verusa B1, rzucił okiem w lusterko wsteczne. Przód jednego z Maseratich pojawiał mu się w polu widzenia i znikał, wóz gnał za nim jak drapieżnik za ofiarą. Nie mógł pozwolić się dogonić. Jeśli nie utrzyma tej szóstej pozycji przynajmniej na kilku pierwszych okrążeniach, straci szansę na podium. To oznaczałoby jego koniec.
Rzut oka na szybkościomierz: sto czterdzieści kilometrów na godzinę. Już rozwijał maksymalną prędkość na tym dziurawym jak sito zjeździe. A jednak podjął ryzyko i wstrzymywał się z hamowaniem. Do końca prostej zostało mu zaledwie sto metrów, ale zdecydowanie dociskał pedał gazu. Był wybitnym rajdowcem, ciągle najlepszym. Samochód trząsł się jak opętany. On sam dygotał od stóp do głów, zlany potem; dyszał jak wściekły byk, mimo to brakowało mu powietrza. Serce podchodziło mu do gardła, czuł się bardzo źle, musiał jednak cisnąć do końca. Wściekłość utrzymywała go w ryzach. Zbliżał się do zakrętu, a pędził sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę; powinien przyhamować już teraz, w przeciwnym razie rozbije się o budynek na rogu. Chciał przytrzymać gaz jeszcze przez sekundę. Wtedy oczy zaszły mu mgłą.
W przebłysku świadomości zobaczył, że jezdnia skręca, a on sunie prosto na ten narożny budynek. Potrząsnął głową, zagryzł zęby i nadepnął na hamulec. Wcisnął sprzęgło i wrzucił jedynkę. Opony zapiszczały. Skręcił kierownicę i zdołał wyjść z zakrętu. Przemknął bardzo blisko ściany, była na wyciągnięcie ręki.
Nie mógł w to uwierzyć. Właśnie o włos uniknął śmierci. W ostatniej chwili doszedł do siebie i odzyskał panowanie nad maszyną. Zebrało mu się na wymioty, ale żołądek miał już zupełnie pusty. Zapach benzyny i spalonej gumy wywracał mu flaki, nigdy wcześniej nic takiego mu się nie przytrafiło. Mocno ścisnął kierownicę i targany mdłościami pruł jak szalony: zakręt Mirabeau, rozjazd przy dworcu, zakręt Portier. Ostre słońce nad morzem raziło go w szeroko otwarte oczy. Twarz ociekała mu potem. Przy każdym skręceniu kierownicy, przy każdym podskoku na wybojach bolały go wszystkie mięśnie. Wrzucił dwójkę, trójkę, czwórkę, za zakrętem Portier, znowu mocno dociskając pedał gazu, rozpędzał się na bulwarze Ludwika II.
To cholerne Maserati dogoniło go. Zobaczył, że próbuje przecisnąć się bokiem, więc zajechał mu drogę. Do jasnej cholery… Bardzo bolał go żołądek, czuł w ustach gorzki posmak żółci. Ciążyły mu powieki. Z trudem skupiał wzrok na jezdni: wjazd do tunelu zdawał się rozwijać i tańczyć mu przed oczami. Zamrugał i przesunął ręką po zaparowanych goglach. Co się, u diabła, z nim dzieje?
Poczuł w żołądku silne ukłucie; aż zaparło mu dech. Jedną ręką puścił kierownicę i przycisnął ją do brzucha. Zwolnił pedał gazu. Maserati wyminęło go przed tunelem.
Anton Behra zaklął szpetnie, wrzasnął z bólu i złości. Kiedy ponownie chwycił oburącz kierownicę i dodał gazu, wydawało mu się, że toczy pianę z ust. Dogoni tego skurwiela na następnej prostej, przy wylocie z tunelu Larvotto. Do diabła, dopadnę go, myślał, porysuję mu ten cholerny lakier przy wyprzedzaniu. Jeśli nie przed szykanami, to za nimi. Ból ciągle palił go w żołądku, powietrze nie docierało do płuc, Behra jednak nie pozwalał, aby te uczucia nad nim zapanowały: wykorzysta złość i gniew, by dalej gnać, by jechać jak mistrz, którym wciąż był.
Purpurowy Verus B1 z numerem bocznym 15 mknął ku szykanom przy porcie z niebywałą prędkością stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Kierowca raptownie zahamował z piskiem opon, które zostawiły na asfalcie czarne, dymiące, emanujące kwaśnym smrodem ślady. A jednak nie skręcił.
Krzyk przerażenia wstrząsnął trybunami, gdy samochód uderzył prosto w bandę, odbił się, przeciął jezdnię, sypiąc iskrami, po czym wpadł na murek okalający port. Uderzenie było tak silne, że wyleciał w powietrze i pokoziołkował wśród zgrzytu giętego metalu i brzęku tłuczonego szkła, aż z suchym łomotem, od którego włosy stawały dęba, zatrzymał się na asfalcie; leżał na boku. Nagle potężna eksplozja spowiła go wielką kulą ognia. Płomienie pochłonęły ciało Antona Behry, który uwięziony w kabinie, spłonął w kilka sekund i nikt nawet nie zdążył zbliżyć się do tego piekła.
Książkę Dziewczyna z mgły kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
