Nowa, poruszająca powieść autorki Halszki.
Warszawa, 1976 rok. Ewa, dojrzała kobieta z trudną przeszłością, odkrywa zdradę męża i w jednej chwili traci poczucie bezpieczeństwa. Ucieczkę przed rozpadającym się życiem znajduje w mieszkaniu Reginy – starszej, samotnej kobiety, która nosi w sobie ciężar doświadczeń sięgających przedwojennej Warszawy. Z pozoru przypadkowe spotkanie dwóch kobiet szybko przeradza się w relację opartą na niedopowiedzeniach, wzajemnej fascynacji i coraz głębszej zależności. W tle pojawia się Olgierd – syn Reginy, mężczyzna związany z aparatem władzy, rozdarty między lojalnością wobec systemu a własnym sumieniem. Gdy oferuje Ewie pomoc w odkryciu prawdy o jej pochodzeniu, stawia ją przed dramatycznym wyborem: ile jest gotowa poświęcić, by poznać własną historię?

Regina to wielowątkowa opowieść o kobietach z różnych światów i epok, których losy splatają się w cieniu wielkiej historii. Aldona Żółtowska z wyczuciem i literacką elegancją pokazuje przedwojenną Warszawę, pełną pozorów i luksusu oraz rzeczywistość PRL-u – świata kompromisów, lęku i moralnej niejednoznaczności. To powieść o samotności, pamięci, cenie wygodnego życia i o tym, że przeszłość nigdy nie znika – nawet jeśli bardzo chcemy ją przemilczeć.
Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Regina. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
– Regino, posłuchaj mnie uważnie. Nie mówię, że masz wyjść za mąż dla dobra mojego interesu. Ale znasz dobrze samą siebie i swoje słabości… Nigdy nie miałaś głowy do nauki. Gdy inne panny się uczyły, ty siedziałaś w kinie, w kawiarni, z głową w chmurach. Emancypacja? Córka Stefanii to emancypantka. Ty co najwyżej nią bywasz, kiedy palisz ostentacyjnie papierosy.
Gina zaczerwieniła się.
– Więc według papy, skoro nie zostałam uczoną, to mam zostać żoną z rozsądku?
– Nie z rozsądku, a z troski. Kiedyś mnie zabraknie. A ty – nie łudźmy się – lubisz wygodne życie. Luksus, wyjazdy zagraniczne.
Gina zerwała się z krzesła.
– Może nie chcę tego wszystkiego!
Maurycy westchnął ciężko.
– Regino… świat się zmienia, to prawda. Kobiety mają prawa wyborcze, mogą studiować. Ale nie każda z was ma do tego zdolności i zamiłowanie. Ty jesteś inna. To nie jest powód do wstydu. Potrzebny ci mąż, który zrozumie twoją naturę. Mąż, który cię nie zniewoli, ale będzie twoim oparciem i zapewni wygodne życie.
– Czy papa ma kogoś na myśli? – spytała podejrzliwie.
– Pan Szeliński wspomniał mi, że od kiedy zobaczył ciebie w loży podczas przedstawienia w Teatrze Narodowym, nie mógł odwrócić myśli od twojej osoby. Wspomniał mi o tym, mając nadzieję, że nie zostanie mu to poczytane za nietakt.
Przed oczami Giny stanął mężczyzna dwa razy starszy od niej – Ludwik Szeliński, zamożny i dystyngowany, ale bardziej przypominający dawnego kolegę jej ojca niż jej potencjalnego narzeczonego.
– Ja nie chcę oparcia, tylko kogoś, kogo sama sobie wybiorę – rzuciła cicho, ale zdecydowanie.
Ojciec podniósł wzrok i pierwszy raz tego wieczoru spojrzał na nią nie jak na dziewczynkę, ale jak na kobietę.
– To znajdź kogoś takiego. Ale nie zwlekaj. Póki możesz wybierać, a nie być wybraną dla pieniędzy.
Gina wstała i bez słowa wyszła z gabinetu.
Maurycy sięgnął po cygaro. Przez chwilę patrzył na drzwi.
Tymczasem Gina zatrzasnęła drzwi swojego pokoju z siłą, która w mniej wyrozumiałym domu mogłaby uchodzić za przejaw złego zachowania.
Stanęła przy oknie, za którym rozpościerał się wieczorny obraz ulicy. Pochyliła się lekko i przymknęła oczy. Rozmowa z ojcem mocno nią wstrząsnęła.
Czy naprawdę wierzył, że może podjąć decyzję o jej przyszłości bez choćby słowa wyjaśnienia? Czy naprawdę sądził, że można ot tak wydać ją za jakiegoś Szelińskiego, który pierwszą młodość przeżywał chyba w ubiegłym wieku?
Otworzyła oczy. W jej spojrzeniu błysnął chłodny błękit matczynych źrenic, ten sam, o którym zawsze wspominał ojciec.
Matka…
I zaraz potem w jej myślach pojawiła się osoba Stefanii Meyerowej, wdowy po Tadeuszu Meyerze. Gina nigdy nie mówiła o niej per „ciotka”. To słowo nie chciało przejść jej przez gardło. Ojciec z pewnym zażenowaniem próbował je narzucić, jakby chciał w ten sposób oddać Meyerowej należyty szacunek. Ale dla Giny była ona zawsze „panią Meyerową” albo ,,Meyerową”.
Była jak cień. Od śmierci matki Giny, Wiktorii Woynickiej, Meyerowa stała się strażniczką porządku w domu. Ojciec ufał jej bez zastrzeżeń.
Gdy Gina z uporem wchodziła do pokoju bez pukania, to Stefania uczyła ją, że dobre maniery są świętością.
„Panna powinna wchodzić, a nie wpadać” – mówiła z uśmiechem, który nie zostawiał pola do dyskusji.
Ale teraz, myśląc o niej, Gina poczuła coś, co było bliższe gniewu niż wdzięczności. Bo to zapewne Meyerowa doradziła ojcu, by wreszcie wydać Ginę za mąż. Przybrana siostra jej matki. Córka ludzi, którzy niegdyś przyjęli do siebie jej matkę, ubogą sierotę.
Kiedy Maurycy, zaledwie kilkanaście miesięcy po narodzinach Reginy, owdowiał, cały dom pogrążył się w dziwnej, cichej pustce. To właśnie wtedy Meyerowa zaczęła bywać w domu Maurycego Woynickiego coraz częściej. Początkowo z troski i poczucia obowiązku wobec osieroconej dziewczynki.
Książkę Regina kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
