Czy to możliwe, że nasz świat ma drugą stronę, którą mogą zobaczyć tylko nieliczni? Co odkryją tam odważna Flora i ciekawski Leo? Animarium. Wybrańcy ukrytego świata to pierwszy tom cyklu przygodowo-fantastycznego, który wciągnie was jak Baśniobór czy Harry Potter.

Flora i Leo urodzili się tego samego dnia i o tej samej godzinie. Przyjaźnią się przez całe swoje jedenastoletnie życie i znają się na wylot. A teraz połączy ich coś jeszcze.
Wszystko zacznie się pewnej nocy, gdy Flora dostanie tajemniczą wiadomość. A właściwie - kilka tysięcy wiadomości. I gdy Leo podczas wędrówki po nadmorskim klifie odkryje coś, o czym do tej pory czytał tylko w baśniach.
Czego chcą od nich przybysze z Animarium, niezwykłej krainy ukrytej przed naszym wzrokiem? I jak stawić czoła mrocznym siłom, które bronią do niej wstępu?
Animarium. Wybrańcy ukrytego świata to powieść pełna niepohamowanej fantazji i zaskakujących zwrotów akcji. Razem z bohaterami porywa czytelnika w inny wymiar, gdzie przedmioty, rośliny i zwierzęta mają osobowość, a człowiek może zmienić się w gołębia lub pszczołę. Ale w tym baśniowym świecie czyhają też złowrogie fatamorgi i inne stwory jak sennego koszmaru. A z ukrycia kieruje nimi ich bezwzględny władca. Czy Flora i Leo znajdą w sobie dość odwagi, by stawić im czoła?
Do lektury zaprasza Wydawnictwo Dwie Siostry. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Animarium. Wybrańcy ukrytego świata:
1
Deszcz nie padał od dwóch tygodni i ziemia na szczycie klifu stała się spękana i zbita. Oku trudno było przebić jej powierzchnię. Jednak pragnienie, by wyjść na zewnątrz, rosło w nim z każdym dniem i dziś zaciśnięte powieki naparły na glebę ze wszystkich gromadzonych latami sił. Oko nie wiedziało, który z dwóch światów ujrzy, kiedy wreszcie wyjdzie na światło. Może nawet w ogóle nie wiedziało o ich istnieniu. Chciało się tylko wydostać. Po trzystu latach w ciemnościach teraz nie pragnęło niczego więcej poza tym, by w końcu zacząć Widzieć.
Kolejny raz z mocą natarło na glebę. Tym razem musi się udać! Ziemia nareszcie uległa, oko przebiło się przez jej warstwy. Na zamknięte powieki padły promienie słońca.
Przypominałoby to poród, gdyby nie cisza. Ziemia bezgłośnie wydała oko na świat, a właściwie na oba światy. Oko zamrugało i rozejrzało się oszołomione. Z każdej strony otaczały je kamienie. Gapiły się wrogo, a jeden z większych zadudnił:
– Bezczelstwo tak wyrosnąć bez pytania!
– Głazebiusz mu nastuka! – zagrzmiał inny.
– Huzia, wpadnę mu w oko! – zapiszczało ziarnko piasku. Ale oko wiedziało, że nawet go nie dotkną. Nagle poczuło tęsknotę. I choć nie miało pojęcia, do kogo tęskni, czuło, że to taki rodzaj tęsknoty, przez którą się usycha.
2
Florentyna siedziała przy biurku i zastanawiała się nad kolorem pisaka. Szykowała swój wakacyjny grafik i nie mogła się zdecydować, czy lekcje włoskiego zapisać na czerwono, a kurs zielarski na niebiesko, czy odwrotnie. Najlepszy byłby zielony, ale użyła go już do jogi w parku. Wakacje zaczynały się jutro, a Florka miała wobec nich ambitne plany i nie chciała stracić ani jednego dnia. Od dawna układała w brudnopisie harmonogram na każdy tydzień, by pogodzić wszystkie lekcje, kursy i warsztaty, w jakich zamierzała uczestniczyć. Dziś był dzień, na który czekała. Dziś zaznaczy to wszystko różnymi kolorami w swoim nowym kalendarzu. Florentyna niewiele rzeczy lubiła tak bardzo jak wielobarwne notatki.
Nagły podmuch wiatru otworzył okno. Do pokoju wleciał liść i, tak jak poprzednie trzy, wylądował na blacie biurka tuż przed nosem Florki.
– No uwzięło się to drzewo – mruknęła dziewczynka i po raz czwarty zamknęła okno.
Pogoda była piękna i Florka chętnie posiedziałaby przy otwartym, ale wpadające do pokoju liście działały jej na nerwy. Flora nie lubiła, gdy rzeczy działy się poza jej kontrolą. Mimo to humor jej dopisywał. Przed nią kilka tygodni luzu, będzie mogła robić, co chce, na własnych zasadach. Miała nadzieję, że uda jej zrealizować każdy podpunkt planu. Język włoski, kurs zielarski, joga, podstawy programowania, warsztaty aktorskie, akrobatyka online, szkoła gotowania i kurs pierwszej pomocy – to na początek. A pewnie po drodze wpadnie coś jeszcze. Ograniczał ją tylko czas, bo właściwie wszystkie te zajęcia były albo darmowe, albo istniały wyłącznie w głowie Florki, która świetnie posługiwała się wyszukiwarką Google, więc samodzielne opracowanie kursu gotowania było dla niej tylko kwestią organizacji. Gdyby nie tata i jego pomysł, by jechać nad morze… Dwa tygodnie zmarnowane na wycieczki rowerowe i plażowanie.
Przy godzinie dziewiątej wpisała czerwonym pisakiem „lekcja włoskiego” i zamknęła kalendarz. Założyła kosmyk kręconych włosów za ucho i przetarła pot z czoła. W pokoju było duszno, więc znów otworzyła okno. Jak na zawołanie do wnętrza wleciał duży klonowy liść i łagodnie opadł na jej stopy.
„Jest czerwiec, a tamto drzewo już gubi liście – pomyślała Florka. – Musi być chore. To chyba klon… Czy jawor?” – zastanowiła się i szybko uznała, że dobrym pomysłem byłoby zrobić sobie kilka lekcji rozpoznawania gatunków drzew.
Trwał wieczór najkrótszej nocy w roku. Za oknem było jeszcze zupełnie jasno, jakby dzień zapomniał się skończyć. Florka rozejrzała się po wysprzątanym pokoju. Świetnie jest zacząć wakacje w ładzie i porządku. Kąt za drzwiami ominęła wzrokiem. Stała tam mocno przykurzona konstrukcja z Lego należąca do Leo. Flora nie wiedziała co to, jakaś baza kosmiczna czy laboratorium. Zajmowała powierzchnię całego stolika. Jakby Leo nie mógł budować baz kosmicznych we własnym domu… No dobra, szczerze mówiąc, faktycznie nie mógł. Jego mama nie akceptowała plastikowych zabawek. Biedny Leo, gdyby nie Florentyna, w wieku jedenastu lat wciąż byłby skazany na drewniane klocki. Flora i Leo od lat mieli cichy układ. Florka na urodzinowe prezenty życzyła sobie dokładnie tego, co podpowiedział jej Leo – czyli zestawów Lego, zdalnie sterowanych pająków, wyrzutni plazmy i tym podobnych dziwactw, Leo zaś na urodziny czy święta bardzo pragnął dostawać książki o wyplataniu makram, atlasy zwierząt morskich bądź maty do ćwiczeń. Układ ten sprawdzał się bez zarzutu, bo mama Leo żyła w przekonaniu, że jej syn bawi się ekosznurkiem i kamykami, natomiast tatę Florki uspokajała świadomość, że jego nazbyt dojrzała córka używa czasami zabawek.
Denerwujące było tylko to, że gotowy obiekt zbudowany z Lego nie mógł zostać po zabawie schowany do pudełka, tylko musiał trwać wiele miesięcy na posterunku, żeby Leo i tata Florki mogli się nim nacieszyć. Co prawda, gdy go wcześniej razem składali, Florentyna mogła w spokoju czytać lub malować z mamą Leo. Tylko że potem musiała tolerować bazy kosmiczne we własnym pokoju. Ale, jak to się mówi, coś za coś. „Ciekawe, czy Leo już dojechał” – pomyślała dziewczynka i uśmiechnęła się na myśl o przyjacielu.
Książkę Animarium. Wybrańcy ukrytego świata kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
