Nowa książka Katarzyny Michalak, mistrzyni powieści pełnych emocji!
One są trzy. Bestseller może być tylko jeden.
Amanda musi go napisać, bo bez niego przestanie istnieć.
Holly pragnie go mieć, bo poza nim ma już wszystko.
Kayla potrafi wyczarować go słowami. I właśnie dlatego powinna milczeć.
Ich drogi przecinają się w imperium należącym do wydawców, agentów i mediów, gdzie cudzy talent łatwo sprzedać pod własnym nazwiskiem, a skandal bywa lepszą reklamą niż prawda. Gdy granica między inspiracją a kradzieżą zaczyna się zacierać, każda z nich musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: ile jesteś w stanie poświęcić, żeby zostać numerem jeden?

Bestseller. Skandal to pierwszy tom trylogii o świecie ambicji, wielkich pieniędzy i jeszcze większych namiętności. O świecie, w którym fikcja staje się rzeczywistością, a rzeczywistość bywa mroczniejsza od fikcji. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Znak. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Bestseller. Skandal. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Uśmiechnęła się nieśmiało, a ten uśmiech rozpromienił jej szczupłą twarz, rozjaśnił zielone oczy. Mężczyźnie zaś przemknęło przez myśl, jak piękną byłaby kobietą, gdyby o siebie zadbała, gdyby nabrała pewności siebie, a z jej oczu zniknęłoby „przepraszam, że żyję”.
Gdyby Patrick mógł ją wykreować… O, to jest myśl! Nieprzyzwoicie bogaty, jedyny syn nestora rodziny, wywodzącego się z rodu włoskich książąt, mógł mieć wszystko, co tylko można kupić za pieniądze: najpiękniejsze wille w najpiękniejszych zakątkach Ziemi, najbardziej nadmuchane silikonem kobiety, najszybsze samochody i własny odrzutowiec, gdyby zapragnął przejąć ogromne imperium Carrerów. Jednego tylko nie mógł kupić: talentu pisarskiego, a własna książka, z jego imieniem i nazwiskiem na okładce, była cichym marzeniem Patricka Carrery, co właśnie sobie uświadomił.
„Cóż za problem?”, ktoś zapyta. „Zatrudnić ghostwritera i po sprawie”.
Jednak Patrick nie uznawał kompromisów. On musiał oddać siebie tej książce, tak jak oddawał się każdej sprawie, w którą się angażował. Tak jak całym sobą spełniał każde swoje marzenie: wszystko albo nic. Teraz miał przed sobą zabiedzoną dziewczynę, z siedem lat od siebie młodszą, choć z tym przygaszonym uśmiechem, zmęczeniem w oczach i przygarbionymi plecami wyglądała na znacznie starszą, i… pewna myśl chodziła mu po głowie: może on da jej to, czego ona potrzebuje, a w zamian dostanie to, o czym on sam marzy? Kayla o dziwnym, słowiańskim nazwisku, którego nie potrafił powtórzyć, nie machnie za niego książki, ale może zredagować, poprawić, uszlachetnić to, co Patrick napisze.
Nie wierzył w przypadki. Wierzył w przeznaczenie. Wszystko na tym świecie miało swój cel i swój sens. Nieprzypadkowo w ostatniej chwili odwołał lot do Australii, gdzie na polecenie ojca miał sprawdzić, jak idzie biznes w tamtejszych hotelach Carrera Residence. Nie przez przypadek, sfrustrowany swoją dezercją, postanowił się odstresować kieliszkiem dobrego starego porto w restauracji nowojorskiego hotelu i nie ot tak, bez sensu i wyższego celu, spotkał przy swoim stoliku początkującą pisarkę.
O ile ta dziewczyna rzeczywiście potrafiła sklecić choć jedno interesujące zdanie.
Trzeba się o tym przekonać.
– Masz przy sobie próbkę talentu? – zapytał, od niechcenia studiując kartę dań, bo i tak zamówi to samo, co za każdym razem: znakomite, najlepsze na świecie penne à la carbonara, które w tej restauracji przygotują tak, jak on, Patrick, lubi: z jedwabistym kremowym sosem, chrupiącymi kawałkami bekonu, świeżym ostrym parmezanem i na koniec startym czosnkiem i papryczką chilli.
– To, co zwykle, panie Carrera? – zapytał kierownik sali, który od dłuższej chwili czekał w dyskretnej odległości na najmniejszy znak.
Patrick skinął głową, wpatrując się w dziewczynę, która najwyraźniej nie potrafiła się zdecydować. Rzeczywiście menu restauracji, która szczyciła się dwiema gwiazdkami Michelin, było imponujące.
– Dla mnie to samo – rzekła wreszcie słabym głosem, a potem przeniosła spojrzenie na Patricka, odpowiadając na zadane przed chwilą pytanie: – Mam, oczywiście, że mam. Nie dlatego, że liczę na…
– Nie gadaj, tylko dawaj – przerwał jej mało uprzejmie, jednocześnie zaciekawiony i zły na samego siebie, że wiąże z tą dziewczyną jakieś nadzieje. Mimo wszystko, nawet jeśli czeka go rozczarowanie co do niej, zyskał bezcenną wiedzę o sobie: pragnął napisać książkę. I to nie byle jaką książkę, którą ktoś tam – albo nawet on sam – wyda w kilku egzemplarzach, po czym rozda przyjaciołom i rodzinie, przepełniony dumą ze swojego nazwiska na okładce. Nie, on jak zwykle mierzył wysoko. Najwyżej. W pierwsze miejsce bestsellerów „New York Timesa”.
Kayla sięgnęła do przepastnej torby, po czym podała mężczyźnie plik kartek. Bez słowa zaczął czytać i, jasny szlag!, wciągnęło go od pierwszego akapitu, niemal pierwszego zdania! Historia zaczynała się intrygująco: trzy pisarki, trzy bestsellery i tylko jedno miejsce na podium. A każda z nich gotowa na wszystko…
Książka kończyła się zbyt szybko. Na pierwszym rozdziale. Podniósł na autorkę zawiedzione spojrzenie. Czekała z zapartym tchem na werdykt i to… rozbroiło Patricka.
Do rodzinnego domu zapraszano tylko tych, którzy osiągnęli sukces: nagradzanych reżyserów, uwielbianych aktorów, polityków znanych na całym świecie, sportowców, wreszcie pisarzy z pierwszych miejsc list bestsellerów. Ci ostatni byli zblazowanymi, zarozumiałymi i żądnymi pochwał „literatami”. Bez względu na to, jaki gniot wciskali publice, która kupowała ich „arcydzieła”, i krytykom, którzy się nimi zachwycali, oni mieli o sobie wysokie mniemanie: byli twórcami, kreatorami światów, którym taki Patrick i jego rodzina mogą buty czyścić. Talent od Najwyższego dostaje przecież nie byle kto. Tymczasem miał przed sobą autorkę wciągającej, genialnie napisanej historii, która czekała w napięciu na jego opinię.
– Chętnie przeczytałbym więcej – rzekł, widząc głód pochwały w jej oczach.
Westchnęła, rozczarowana. Zmalała.
– Więcej nie ma. Potrzebuję…
– Wiem, wiem, inspiracji. – Machnął od niechcenia ręką, jakby inspiracje serwowano tutaj na przystawkę. – Będziesz ją miała. Do woli. Masz house account w tej restauracji i wszystkich innych należących do mojej rodziny.
„Zaproszenie na rachunek domu”? Uniosła brwi w niemym zdumieniu, Patrick zaś mówił dalej:
– Początek jest dobry. Bardzo dobry. Czytam niewiele, zwykle podczas podróży, bo na co dzień czasu mi brak na książki, ale tę przeczytałbym od deski do deski, a na koniec zerknąłbym, kto napisał tak wciągający kawałek prozy, i zaproponował umowę na parę następnych tomów.
Patrzył, jak ta niepozorna dziewczyna rozpromienia się z każdym jego słowem, i sprawiało mu to taką samą przyjemność, jak jej słuchanie przychylnej recenzji. Nie były to puste frazesy chwalące urodę, nowe piersi czy przedłużane włosy. Było to docenienie talentu. Diamentu, który już teraz, dziś, wymagał jedynie oszlifowania, by zmienić się we wspaniały brylant.
– Mówisz serio czy chcesz mnie przelecieć? – rzuciła, patrząc na niego poważnie swoimi wielkimi oczami, zielonymi niczym wiosenny liść.
Tym razem to on uniósł brew i… roześmiał się. Gardłowo. I tak seksownie, że Kayla mimo wszystko, mimo tego, co myślała o facetach, poczuła, jak jego śmiech budzi coś, co powinno pozostać uśpione.
– Myślisz, że wyrywam laski na tanie komplementy? – zapytał w następnej chwili, poważniejąc.
– Ty nie musisz – odparła cicho. – Więc naprawdę podoba ci się to, co napisałam? – dodała i ponownie rozpromieniła się niczym małe słońce, które nagle rozjaśniło ciemny kąt restauracji.
Fascynowało go to, jak potrafił rozpalić i zgasić w niej światło. Jednym słowem, jednym zdaniem, jednym gestem. Kobiety, które spotykał do tej pory, były takie jak on – piękne, pewne siebie, bogate, mające życie u swoich stóp. Albo takie, które pragnęły zgarnąć dla siebie choć trochę jego bogactwa, jego blichtru. Poza krąg światła, który go otaczał ochronnym kokonem, Patrick nie sięgał, bo doprawdy nie czuł takiej potrzeby. Nie był ślepcem, nie był głupcem. Wiedział, jak w rzeczywistości wygląda świat i w jakiej nędzy żyją ludzie niebędący półbogami, jak on. To mu wystarczało.
Od czasu do czasu stykał się z tą drugą, brudną, okrutną stroną życia. Ale z własnej woli. Na własne życzenie. Zderzenia z chorą rzeczywistością miał potem dosyć na tyle, by się z niej wyleczyć, żeby o niej zapomnieć. Wrócić do swojego świata pełnego pięknych ludzi i pięknych miejsc. Tamten drugi zostawiał za sobą, zmywając go w łazience apartamentu na ostatnim piętrze nowojorskiego Carrera Residence. I nagle do jego świata wkracza kobieta, która nie powinna się tu znaleźć, a on, Patrick, na to pozwala. Więcej: zachęca ją do tego. Pragnie tego. Czyżby rzeczywiście stawał się zmanierowanym pasożytem, jak w chwilach gniewu wyrzucał mu ojciec? Gdyby tylko stary dobry Matteus Carrera wiedział, czym od czasu do czasu zajmuje się jego jedyny syn… Patrick uśmiechnął się do siebie w duchu i spojrzał na wyczekującą jego słów kobietę.
– Masz rację. Ja nic nie muszę. Mam wszystko.
– Dlaczego więc tracisz swój bezcenny, jak mniemam, czas na rozmowę z kimś takim jak ja? – zapytała zaczepnym tonem.
– Powinienem powiedzieć „prawie wszystko”. Ty masz to, czego ci zazdroszczę – przyznał, z nonszalancją wzruszając ramionami.
„Czyli?!” – zdawały się krzyczeć jej oczy.
– Masz potencjalny bestseller – rzekł lekko.
Powinien był powiedzieć „masz wyjątkowy talent”, ale aż tak rozpieszczać nieznajomej dziewczyny nie zamierzał.
– Czy raczej pierwszy i, o ile dobrze rozumiem, jedyny jego rozdział – sprecyzował zimno.
– Napiszę więcej. – Wzruszyła ramionami.
– Skąd ta pewność? A jeśli się okaże, że jesteś pisarką jednego rozdziału?
Podniosła na niego pociemniałe nagle oczy. Nie było w nich ani odrobiny blasku sprzed paru chwil.
– Pisanie jest dla mnie jak oddech. Nie potrafiłabym bez niego żyć.
– Masz więcej tak dobrych pierwszych rozdziałów? – zakpił.
Widząc jednak, jak Kayla zaciska zęby i mruży zielone oczy, niczym kotka, która za chwilę wbije ci pazury w dłoń, uniósł ręce w geście kapitulacji.
– Sorry, oczywiście, że masz szuflady pełne bestsellerów. Próbowałaś znaleźć wydawcę? Mógłbym cię skontaktować albo sam zainwestować w wydanie i promocję…
Mówił dalej, lecz Kayla już nie słuchała, wpatrując się we własne zaciśnięte na serwetce palce. Jeszcze parę lat temu marzyłaby o takim szczęściu. O spotkaniu kogoś, kto zachwyciłby się jej książką, kto wykrzyknąłby: „Masz potencjalny bestseller! Pomóc ci z wydaniem?”. Ale wiedziała, że mężczyzna, którego miała przed sobą, nie wyda jej książki, nie pchnie jej na szczyty list bestsellerów, nie pomoże Kayli zaistnieć w świecie uwielbianych pisarek, o którym marzyła od najmłodszych lat. Nie sprawi, że Kayla wreszcie poczuje się kimś wartościowym, kimś ważnym choćby dla czytelniczki, która sięgnie po jej powieść, zachwyci się i zapragnie więcej. Nawet nie dlatego, że Patrick nie potrafiłby – za pieniądze można przecież wszystko – ale dlatego, że Kayla nie mogła na to pozwolić.
Poczuła łzy pod powiekami i znużenie tak straszne, że zapragnęła podziękować za obiad, wstać i wyjść. Pobiec do samochodu, zaszyć się w jego przytulnym wnętrzu i płakać dotąd, aż zabraknie łez. A potem skasować plik z pierwszym rozdziałem i zapomnieć o marzeniu, które jeszcze długo się nie spełni, bo pewna znana na całym świecie pisarka na to nie pozwoli…
Lecz kiedyś przyjdzie dzień, w którym Kayla będzie mogła pokazać światu swoją powieść. Swój „Bestseller”, bo tak właśnie ją zatytułuje. Do tego czasu będzie pisać, pisać i pisać. Aż do bólu palców, oczu i… serca.
Poderwała się z miejsca tak gwałtownie i cisnęła serwetkę, którą do tej pory mięła w dłoniach, na stół z taką pasją, aż Patrick drgnął zaskoczony.
– Przepraszam, nie jestem głodna. Muszę iść – wydusiła.
Szybkim krokiem ruszyła do wyjścia, zanim otrząsnął się z zaskoczenia i zdołał ją zatrzymać, lecz nagle stanęła w pół kroku, zawróciła biegiem i rzuciła do skonsternowanego mężczyzny:
– Powinieneś przeczytać mój raport. Jest ważny.
– Jaki raport? Dałaś mi pierwszy rozdział… – zaczął zdumiony, ale ona już biegła z powrotem do wyjścia, już znikała za drzwiami restauracji.
Książkę Bestseller. Skandal kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
