Nowa powieść Katarzyny Michalak, mistrzyni powieści pełnych emocji!
One są trzy. Bestseller może być tylko jeden.
Amanda musi go napisać, bo bez niego przestanie istnieć.
Holly pragnie go mieć, bo poza nim ma już wszystko.
Kayla potrafi wyczarować go słowami. I właśnie dlatego powinna milczeć.
Ich drogi przecinają się w imperium należącym do wydawców, agentów i mediów, gdzie cudzy talent łatwo sprzedać pod własnym nazwiskiem, a skandal bywa lepszą reklamą niż prawda. Gdy granica między inspiracją a kradzieżą zaczyna się zacierać, każda z nich musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: ile jesteś w stanie poświęcić, żeby zostać numerem jeden?

Bestseller. Skandal to pierwszy tom trylogii o świecie ambicji, wielkich pieniędzy i jeszcze większych namiętności. O świecie, w którym fikcja staje się rzeczywistością, a rzeczywistość bywa mroczniejsza od fikcji. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Znak. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment książki Bestseller. Skandal:
ROZDZIAŁ I
„Arogancki drań”, to były pierwsze słowa, jakie przyszły jej do głowy.
Mierzył ją zimnym spojrzeniem i czekał, aż ona – która była tu przed nim! – wstanie i ustąpi mu miejsca, bo to „jego stolik”!
– Zajęłaś mój stolik – powiedział przed chwilą.
Kayla, zwykle łagodna i ustępliwa, zacisnęła zęby, czując, jak rośnie w niej zimny gniew. Na tego faceta, na tę chorą sytuację, na życie, które od rana tak jej dopieprzało, że w tej chwili mogła zareagować w tylko jeden sposób:
– Miał pan rezerwację? – zapytała tonem równie jadowitym jak spojrzenie czarnych oczu nieznajomego.
– Nie muszę – odparł, a na jego przystojnej, nawet bardzo przystojnej twarzy pojawił się pełen wyższości uśmiech. – Jestem właścicielem tej restauracji.
Uniosła brwi.
– I w ten sposób traktuje pan gości? Jeszcze trochę i ten cyrk sam zwinie namiot.
Zaśmiał się. Gardłowo, seksownie i bez krzty wesołości.
– O mój „cyrk” się nie martw. Restauracja wraz z pięćdziesięcioma piętrami powyżej należy do mojej rodziny od pokoleń. Radzimy sobie całkiem nieźle.
Restauracja razem z hotelem? Ma przed sobą kogoś z rodziny Carrera? Swojego pracodawcę? Na miłość boską, w co ona się wpakowała?! Kayli po prostu zabrakło oddechu. „Czy naprawdę musiałaś upatrzyć sobie ten właśnie stolik w najdalszym kącie sali, nie mogłaś, idiotko, usiąść gdzie indziej?!”, wyrzucała sobie w myślach. „A kelnerka? Dlaczego nie wskazała mi innego miejsca?!”
Ponieważ bardziej zajęta była flirtem z telefonem niż Kaylą, która bynajmniej na bywalczynię tak drogich restauracji nie wyglądała, więc na wysoki napiwek nie było co liczyć. Teraz kelnerka stała za plecami mężczyzny, pobladła z przerażenia, i słała Kayli błagalne spojrzenia: „Idź sobie, to może utrzymam posadę”.
Ale Kayla tkwiła przy stoliku, który wraz z całą restauracją i hotelem należał do aroganckiego drania, i próbowała zachować resztki godności, nie ustępując typowi miejsca zbyt szybko i potulnie. Powinna to uczynić, żeby nie wylecieć z pracy razem z kelnerką, ale jakieś licho kazało jej odpowiedzieć:
– Po rodzinie Carrera spodziewałabym się większej klasy.
Kelnerka jęknęła. Półuśmiech, który mężczyzna miał przed chwilą na twarzy, znikł.
– To było odważne – powiedział powoli.
– To była prawda.
– Prawda jest przereklamowana.
– A arogancja? – Uniosła brodę. – Widzę, że trzyma się świetnie.
Patrick Carrera patrzył na Kaylę lekko zmrużonymi oczami, uważnie, badawczo. Rzadko spotykał się z taką odwagą, o ile u nieznajomej była to odwaga, a nie głupota czy bezczelność. Nie wyglądała na bywalczynię ekskluzywnych hoteli i restauracji z gwiazdkami Michelin. Wprawdzie miała na sobie elegancką sukienkę, trochę staroświecką, z czarnego aksamitu z białym kołnierzykiem, dobrze skrojoną i dopasowaną, która idealnie podkreślała jej zgrabną figurę, ale nie był to Dior czy Armani. Versace również nie. Niesforne kasztanowe loki wokół szczupłej twarzy próbowała ujarzmić opaską. W zielonych oczach miała bunt, to jasne, ale też smutek. Jakby życie najpierw zmusiło ją do walki, a potem do kapitulacji. Na zwyciężczynię bowiem nie wyglądała.
I chyba ów cień rezygnacji, a także coś, czego nie potrafił jeszcze określić, kazały Patrickowi wstrzymać się z wezwaniem kierownika sali, by wyprosił nieznajomą z restauracji. Tak. Młoda kobieta miała w sobie tajemnicę, która zaintrygowała znudzonego życiem i pięknymi, wymuskanymi laskami spadkobiercę fortuny Carrerów. Teraz spuściła wzrok, jeszcze przed chwilą pełen buntu, i już wstawała, by pokornie ustąpić Patrickowi miejsca, gdy odezwał się trochę wbrew sobie:
– Proponuję kompromis: zjemy obiad razem. Tu, przy tym stoliku.
– To ma być kara czy nagroda? – zapytała kpiąco.
– Ty wybierasz.
Kayla powoli pokręciła głową.
– To nie jest dobry pomysł.
– Niby dlaczego?
– Bo brzmi jak pułapka.
– Pułapki, jakie zastawiam na kobiety, są bardziej romantyczne – stwierdził. – Siadaj.
– Nie jest pan moim ojcem!
– I całe szczęście, bo musiałbym przeprosić za twoje zachowanie.
Już otwierała usta, by rzucić coś o jego ojcu i wychowaniu, ale przerwał jej władczym ruchem dłoni, zanim zdążyła wypowiedzieć choć słowo.
– Daj spokój. Usiądź i ciesz się, że tu, a nie po drugiej stronie drzwi.
Opadła na siedzenie, jakby ją popchnął. Nie uniosła się honorem i nie wyszła tylko i wyłącznie z jednego powodu: potrzebowała właśnie takiego mężczyzny jak Patrick Carrera. Łaknęła wręcz! Nie pod względem seksualnym, nawet nie uczuciowym. Po prostu taki jak on – pewny siebie, bogaty i wręcz nieprzyzwoicie przystojny – był główny bohater jej powieści.
Właśnie dlatego, w nadziei na spotkanie mężczyzny, który będzie pierwowzorem Nathaniela White’a, przyszła do restauracji hotelu, w którym pracowała, usiadła w najdalszym kącie sali i obserwowała gości, sącząc herbatę tak drogą, że za te pieniądze mogłaby gdzie indziej kupić cały obiad. Ona mogła sobie pozwolić jedynie na herbatę, choć głód skręcał jej trzewia, książka była jednak najważniejsza. Dla tej powieści zrobi wszystko, no, prawie wszystko, nawet jeśli przez najbliższych parę kwadransów będzie musiała znosić arogancję drania, który na nieszczęście okazał się jej szefem.
Patrick usiadł naprzeciw, kelnerkę, która odetchnęła z ulgą i usłużnie podsunęła mu kartę dań, odgonił machnięciem ręki, splótł dłonie pod brodą, po czym wbił nadal uważne, ale już nieco przyjaźniejsze spojrzenie w młodą kobietę o kasztanowych włosach i zielonych oczach.
– Jestem Patrick Carrera, jak mogłaś się domyślić – zaczął niskim, miękkim, zdecydowanie męskim głosem. – Przejrzyj menu. Na pewno coś dla siebie znajdziesz. Mamy świetnego szefa kuchni.
– Ma pan też świetny dar wydawania poleceń – odparła przekornie, otwierając menu.
– To rodzinne.
„Zapewne”, pomyślała. „Ceny też macie świetne. Albo więc od razu cię, bogaty dupku, uprzedzę, że stać mnie tylko na tę nieszczęsną herbatę, albo gdy przyjdzie do płacenia, spalę się ze wstydu, prosząc o pożyczkę”.
– Muszę się do czegoś przyznać – rzekła, powziąwszy nagle decyzję. – Nie przyszłam tu na obiad. Nie mam pieniędzy na wykwintne i drogie dania.
Skinął głową, jakby się tego spodziewał.
– To nie tak, jak pan myśli! – rzuciła z gniewem. – Nie chciałam zamówić, najeść się i zniknąć bez płacenia! Nie próbuję też łapać bogatych klientów!
„No pewnie, że nie”, zgodził się z nią w myślach. „Za grzeczną masz sukienusię. Sama też na dziwkę nie wyglądasz”.
– Czy ja choć słowem coś takiego sugerowałem? – zapytał retorycznie. – Wydało mi się jasne, że jesteś moim gościem, i zapraszam cię na obiad. Chciałbym tylko wiedzieć – uniósł nagle wzrok, wbijając ostre spojrzenie w twarz dziewczyny, a ona aż skuliła ramiona – jak masz na imię – dokończył i zaśmiał się krótko, złośliwie, widząc jej zmieszanie.
– Kayla Lesensky – odparła cicho, a potem dodała niemal szeptem, jakby to było przyznanie się do największego grzechu: – Jestem pisarką.
– Pisarką? – powtórzył, jakby sprawdzał smak tego słowa. – To wyjaśnia, czemu masz w oczach katastrofę, a na twarzy upór.
– To się nazywa obserwacja.
– Moim skromnym zdaniem to się nazywa głód.
Zaczerwieniła się. Nie była pewna, czy on mówi to dosłownie czy w przenośni, i tym coraz bardziej wyprowadzał Kaylę z równowagi.
– Więc?
– Potrzebowałam takiego wnętrza i takiego… – ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć „faceta” – …klimatu do książki.
– Jednym słowem przyszłaś mnie tu podglądać.
– Ja nie…! Okej, trochę tak. Podglądam ludzi zawodowo. Dopiję herbatę i znikam. Naprawdę nie chcę nadużywać pana dobrej woli.
– Mojej dobrej woli? – powtórzył rozbawiony i odchylił się na krześle, jakby cały świat miał dla spadkobiercy imperium czas. – A skąd wiesz, że ją w ogóle mam?
– Pozostała mi ta resztka wiary w świat i ludzi – odparła. – Może pan ją nazwać naiwnością. Przepraszam, nie powinnam była w ogóle tu przychodzić. – Głos się jej lekko załamał.
Wypiła filiżankę pysznego aromatycznego płynu trzema szybkimi łykami, rzuciła na stół banknot, ale zanim zdążyła zniknąć, Patrick przytrzymał stanowczo jej rękę i zmusił, by opadła z powrotem na krzesło.
– Po pierwsze, mów do mnie po imieniu. Po drugie, nalegam, byś zjadła ze mną ten cholerny obiad.
W następnej chwili patrzył z zadowoleniem, jak dziewczyna posłusznie otwiera menu.
– Co piszesz? Gdzie wydajesz? – zapytał bez ciekawości, bo znał odpowiedź. – Znam paru pisarzy, ale ich stać na jadanie w drogich restauracjach. Nawet codziennie mogą tutaj szukać „klimatu”. Ty wyglądasz, jakbyś mieszkała w samochodzie.
Mało nie upuściła filiżanki z herbatą.
– Jak… jak śmiesz?! Nic o mnie nie wiesz! Nie masz pojęcia, o czym mówisz!
– Zwykle mam – uciął. – Nie chciałem cię obrazić, po prostu jestem ciekaw, skąd to zagubienie w twoich oczach. Poza tym… – zawahał się na sekundę – rzadko spotyka się pisarkę, która używa kurtki jako poduszki. Sorry, widziałem cię parę dni temu na parkingu za hotelem. – W następnym momencie uniósł dłonie, widząc morderczy błysk w zielonych oczach. – Okej, okej, ty byłaś po prostu zmęczona, a ja wyciągnąłem pochopne wnioski.
Dziewczyna przez parę uderzeń serca wbijała jadowite spojrzenie w jego niewinnie uśmiechniętą twarz, walcząc z chęcią, by zetrzeć z niej ten uśmiech jednym uderzeniem pięści, ale w następnej chwili spuściła wzrok, palce zacisnęły się na serwetce. Bądź co bądź, facet miał rację.
– Tak naprawdę jeszcze niczego nie wydałam. Zaczęłam powieść, na której bardzo mi zależy, i potrzebuję… inspiracji. – „Takiej jak ty”, dokończyła w myślach i sama sobie wydała się w tym momencie żałosna.
Nie pasowała do tego miejsca! Na głupią herbatę ciułała przez cały tydzień, nie dojadając. Gdzie jej do świata bestsellerowych pisarzy i ludzi pokroju Patricka Carrery, którzy nawet nie wiedzą, ile ta herbata kosztuje, bo takich kwot po prostu nie zauważają? Ona od pięciu lat walczyła o każdy grosz. Brakowało jej pieniędzy na najprostsze potrzeby. Spłacić ratę kredytu i nie umrzeć z głodu – to wszystko, o czym dziś marzyła. Teraz doszło jeszcze: dokończyć książkę, jej własną książkę, i znaleźć wydawcę, który się nią zachwyci, a potem zachwyci książką Kayli świat.
Na razie jednak czekał ją wydatek, który przerastał skromny budżet dziewczyny: tani, używany laptop, bo ten, którym się posługiwała, zaczynał odmawiać posłuszeństwa. Gdy złom padnie, a ona straci wszystko, co stworzyła, chyba się załamie… Tak, trzysta dolarów na porządny sprzęt. O tym marzyła. Za to oddałaby duszę.
Zatopiona w niewesołych rozmyślaniach, pochwyciła uważne spojrzenie Patricka. Och, ten zarozumiały ulubieniec Losu nie miał pojęcia, co znaczy głód, fizyczny głód, od którego żołądek zwija się w ciasny, bolesny węzeł. Dziedzic fortuny Carrerów, od urodzenia opływający w dostatki, nie wiedział, jak to jest walczyć o przeżycie każdego dnia. On wyciągał rękę i dostawał wszystko, czego zapragnął, a czasem nie musiał się nawet wysilać na wyciąganie tej dłoni, bo rodzice wciskali mu pewnie prezenty i pieniądze, nawet gdy o to nie prosił. Zaś Kayla… nawet swoich rodziców nie znała.
Nagle poczuła pod powiekami piekące łzy. On nie może ich zobaczyć! Nie może się ich nawet domyślić! Przytknęła dłoń do oczu, by po chwili przywołać na twarz wymuszony uśmiech.
– Napiszę ją i pierwsze, co zrobię, gdy tylko stanie się bestsellerem, przyjdę tutaj, do twojej restauracji, na najdroższy obiad w historii – rzekła z pewnością, której nie miała w sercu.
– Oczywiście – zgodził się lekko. – Ale tymczasem ja ten obiad stawiam. Naprawdę wydajesz się… – „głodna”, chciał powiedzieć prosto z mostu, ale dokończył z lekką kpiną – …spragniona inspiracji. – Po raz nie wiadomo który wskazał kartę dań i dodał zachęcająco: – Częstuj się. Czego dusza zapragnie.
Książkę Bestseller. Skandal kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
