Zakochany facet. Fragment książki „Prawie jutro"

Data: 2026-06-25 11:46:04 | Ten artykuł przeczytasz w 9 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Zaciszna wieś, dom odziedziczony po babci, szczęśliwe życie z Patrykiem… Marzenia Amelii zaczynają się spełniać. Los bywa jednak przewrotny. Uczucie Amelii i Patryka zostaje wystawione na próbę, gdy wsi pojawia się tajemnicza kobieta. Kim jest i co zamierza?

By planować przyszłość, trzeba pozamykać sprawy z przeszłości.

Niespodziewane spotkanie przy rodzinnym grobowcu zmusza Amelię do ponownego zmierzenia się z bolesną historią jej rodziny. Czy uda się odnaleźć wszystkie odpowiedzi?
W tle Ustronie – spokojna wieś pod Łodzią, skrywająca wiele tajemnic. Jedna z nich sprawi, że Amelia znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie.

Prawie jutro Iwona Klimczak - grafika promująca książkę

Prawie jutro Iwony Klimczak to poruszająca opowieść o miłości, która daje siłę, o przeszłości, która domaga się rozliczenia, i o przyszłości, którą kształtuje się dzisiaj.

Poznaj dalsze losy bohaterów znanych z Kiedyś jest teraz i odkryj tajemnice, które na zawsze zmienią ich życie. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Prawie jutro. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Pierwsza do kuchni oczywiście musiała wejść Wiki, która natychmiast dopadła do Amelii, by złożyć psi pocałunek.

– Amelcia, co się stało? – Chwilę później w progu pojawił się Patryk i szybko znalazł się przy niej, zaniepokojony zapewne tym, że siedzi przy stole i nie reaguje na jego wejście.

Podniosła głowę i spojrzała na niego wzrokiem, z którego biły smutek i bezradność. Nie wiedziała, co dalej. Patryk prze­niósł spojrzenie na stół i przełknął ślinę. Widziała zmianę w jego twarzy, ale nie umiała jednoznacznie określić, co na niej widać. Strach? Złość? Czy tylko zaskoczenie?

Usiadł naprzeciwko.

– Były w skrzynce. – Pokazała kopertę, jakby potrzebował dowodu pochodzenia fotografii.

– To jej pismo.

Amelia prychnęła. Nie trzeba było być geniuszem, żeby się tego domyślić…

– Mogę? – Wyciągnął rękę po zdjęcia, chwycił pierwsze i szybkim ruchem przedarł je na pół.

– Nie! – Amelia złapała go za ręce. – Nie. Nie wolno drzeć zdjęć.

Odebrała mu podartą fotografię – tę, na której byli oboje. Rozdarcie przebiegło dokładnie pomiędzy nimi i teraz w jednej ręce Amelia trzymała wizerunek Moniki, w drugiej – Patryka.

Znieruchomiał, zaskoczony. Amelia wykorzystała ten mo­ment i wyciągnęła mu pozostałe zdjęcia z ręki, po czym położyła je na stole i wygładziła. Patryk usiadł ciężko na krześle obok i wpatrywał się w nią, jakby chciał odkryć jej intencje. Amelia tymczasem przyglądała się uśmiechniętej twarzy Patryka ze zdjęć. Musiała przyznać, że Monika dobrze dobrała kadry – wyglądał na naprawdę szczęśliwego, choć równie dobrze mógł wyglądać tak na każdej robionej mu wtedy fotografii…

Amelia złapała się za głowę.

– Jesteś tu taki szczęśliwy, taki radosny… – Głos jej zadrżał. Właściwie nie była pewna, czy powiedziała to do Patryka, czy bardziej do siebie.

– Bo wtedy byłem szczęśliwy.

Amelia spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami i po­czuła ukłucie w sercu. Dlaczego tak reagowała? Przecież to normalne, że był szczęśliwy, był z nią w związku, kochał ją.

Kochał…?

– Amela, daj te zdjęcia. Co będziesz z nimi robić?

– Zdjęcia to pamiątki. Pokazują, jacy byliśmy, zatrzymu­ją chwilę, która już przeminęła. Prawdziwą, jedyną, niepo­wtarzalną.

– Nie chcę uwieczniać tamtych chwil.

– Dlaczego? – Uniosła brwi. Wiedziała, że w ten sposób może wyglądać nieco prowokacyjnie.

– Co dlaczego? – Jego głos zdradzał zagubienie.

– Nie chodziło o jakieś uwiecznianie, zdjęcia po prostu… opowiadają. Pokazują, jaki kiedyś byłeś…

Patryk przyglądał się jej uważnie. Może i brzmiała jak nawie­dzona, może i miała trochę fioła na punkcie zdjęć, ale przecież nie kłamała. Gdy patrzyła na te fotografie, widziała prawdzi­wego Patryka z tamtych chwil. A teraz?

– Pokazują, jaki byłem kiedyś? A nie pokazują, jaki jestem teraz? – Zacisnął pięści, po czym podniósł się raptownie, aż Amelia drgnęła. – Poczekaj tu.

Nie czekając na jej reakcję, wybiegł z domu w takim po­śpiechu, że zaskoczona Wiki, drzemiąca do tej pory przy piecu, ledwie zdołała się podnieść i popatrzyć na Amelię, jakby ocze­kiwała wyjaśnień. Amelia wstała, żeby sprawdzić, dokąd po­szedł Patryk, ale on już wracał. Wbiegał właśnie do domu, niosąc pod pachą jakieś książki.

Nie, nie książki. Albumy…

Patryk złapał ją za rękę i pociągnął do pokoju, niemal prze­mocą posadził na kanapie, a sam usiadł obok. Amelia była zbyt zaskoczona, żeby protestować, poddawała się więc temu bez oporów. W końcu otworzył książkę, w której już chwilę temu rozpoznała katalog ze swojej wystawy – tej z zeszłej zimy w Gdańsku, zorganizowanej po tym, gdy opuściła Ustronie ze złamanym sercem i poczuciem odrzucenia. Gdy zamiast miłości, którą już wtedy czuła, Patryk zaproponował jej przyjaźń. Pamiętała, jak zadzwoniła do niego, by poprosić o zgodę na wy­korzystanie jego zdjęcia na wystawie. Zdjęcia, które wybrała na okładkę i na które właśnie patrzyła.

Siedział w lesie, lekko zamyślony, z leżącą u jego stóp Wiki. Wilczyca sprawiała wrażenie bardzo zadowolonej, można by nawet rzec, że jej pysk wyrażał niczym niezmąconą błogość – o ile to określenie w ogóle pasowało do psa. Idiota z psem, tak powiedział Amelii, gdy przyjechał na wystawę. Miała nadzieję, że skoro przyjechał, to może coś na nowo między nimi zaiskrzy; że Patryk powie jej, że nie potrafi o niej zapomnieć, tak jak ona nie potrafiła zapomnieć o nim. Jedno zdjęcie, a tyle dla niej znaczyło… W dodatku jedno z najlepszych, jakie zrobiła.

– Poznajesz to? – Patryk wyrwał ją z zamyślenia. – Dlaczego dałaś to na okładkę i w ogóle na wystawę?

Już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, ale uznał widać, że to pytanie retoryczne, bo ciągnął, postukując palcem w fotografię.

– Co zobaczyłaś we mnie takiego, że zdecydowałaś, że to zdjęcie będzie otwierać twoją wystawę? Tylko nie mów, że pięk­nego psa, bo dobrze wiemy, że nie o to chodzi.

– To była wystawa… – zaczęła się i zamierzała właśnie prze­wrócić kartkę, żeby obejrzeć pozostałe zdjęcia, ale on już wyjął katalog z jej rąk i otworzył pierwszy z albumów. Przerzucał kolejne strony.

Rozpoznała znajdujące się tam fotografie, nie wszystkie jej autorstwa – na sporej części z nich była sportretowana przez Patryka. Nawet nie wiedziała, że tak skrupulatnie je prze­chowywał…

– Co widzisz? – Wskazał jedno ze zdjęć.

Amelia się uśmiechnęła. Leżeli razem na trawie, w lesie. Pew­nie, że pamiętała to zdjęcie. Najpierw na trawie wyciągnął się Patryk, obok którego natychmiast położyła się Wiki; Amelia oczywiście od razu zrobiła im zdjęcie. Później Patryk zażądał wspólnej fotografii. Położyła się więc obok i podniosła w górę aparat, żeby objąć ich oboje. Złapała Patryka w chwili, gdy pochylał się w jej stronę, by pocałować ją w policzek. Ona wy­glądała, jakby tego nie zauważyła, skupiona była bowiem na tym, żeby stabilnie utrzymać ciężki aparat na odpowiedniej wysokości i pod właściwym kątem. Zdjęcie wyszło świetnie. Kolejne było podobne, chociaż obraz zakłóciła Wiki, która zamierzała włożyć łeb między ich znajdujące się blisko siebie głowy.

– Piękne… – Tylko tyle Amelia była w stanie wyszeptać.

– Prawda? Piękne. Zakochany facet… Wpatrzony w swoją ukochaną.

– I nawet jej nie pomaga z ciężkim sprzętem – mruknęła, by rozładować napięcie i zmienić nieco ten patetyczny nastrój, którym emanował Patryk. Przede wszystkim jednak odgonić łzy.

Spojrzał na nią, jakby chciał odkryć, jakie intencje towarzyszą temu, co powiedziała, ale zaraz lekko się uśmiechnął i przerzucił kartkę, by zatrzymać się na zdjęciu, na którym była sama Ame­lia. Sportretował ją Patryk, oczywiście pamiętała okoliczności zrobienia tej fotografii.

– To było wtedy… – Zagryzła usta i zamilkła.

Miała wrażenie, że nie potrzebowali już słów; że samo pa­trzenie na te zdjęcia wystarczyło – oboje dobrze wiedzieli, po co przyniósł tu te albumy. Uśmiechnęła się więc tylko do fotografii. Marszczyła na niej nos i robiła nieco zagniewaną minę, bo nie lubiła, kiedy ktoś ją fotografował, a równocześnie w jej oczach błyskały wesołe iskierki, jakby ta złość była tylko na pokaz. Pa­trykowi znakomicie udało się ująć ten nastrój i pamiętała, że nawet pochwaliła go wtedy za świetne oko. Może miał rację? Takie zdjęcia mógł robić tylko zakochany facet.

– Zakochana dziewczyna? – szepnął, wpatrując się w nią niepokojącym spojrzeniem, skrywającym zarówno pytanie, jak i odpowiedź.

Książkę Prawie jutro kupicie na stronie internetowej autorki

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Prawie jutro
Iwona Klimczak 1
Okładka książki - Prawie jutro

Zaciszna wieś, dom odziedziczony po babci, szczęśliwe życie z Patrykiem… Marzenia Amelii zaczynają się spełniać. Los bywa jednak przewrotny. Uczucie...