Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji, wciągając śledczych w grę, której zasady dyktuje on. Aby zatrzymać terror, Zofia musi otworzyć dawno zamknięte akta i zadać trudne pytania własnemu ojcu. Szybko okazuje się, że w świecie starych policyjnych układów niektóre tajemnice miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Jak daleko posunie się szaleniec, by wyrównać dawne rachunki? I jaką cenę przyjdzie zapłacić Zofii za odkrycie prawdy, gdy sprawa stanie się śmiertelnie osobista?
Zegar tyka, a morderca dopiero się rozkręca.

Zapraszamy do przeczytania książki Justyny Rosiak Tropem mordercy. Ad patres. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment publikacji:
Droga powrotna do laboratorium upłynęła w gęstym milczeniu. Zawadzka i Szafrańska przez większość czasu nie zamieniły ze sobą ani słowa, każda pogrążona we własnych myślach. Zofia wciąż miała przed oczami makabryczny kadr z redakcyjnego monitora. Ktoś sfotografował ofiarę, gdy pył jeszcze osiadał na gruzach, a potem rozesłał zdjęcie mediom, jakby prezentował światu swoje trofeum.
– To nie był przypadek – przerwała ciszę Szafrańska, gdy wjeżdżały na parking. – Ktoś zadbał o to, by ta wiadomość poszła w świat dokładnie wtedy, kiedy zaplanował.
– Dokładnie – przytaknęła Zawadzka. – I najwyraźniej bardzo mu zależy, żebyśmy wiedzieli, że to on pociąga za sznurki.
Weszły do środka i skierowały się prosto do sekcji technicznej.
Grzegorz Kilian siedział przy biurku, niemal pochłonięty przez blask trzech monitorów. Obok niego stał Walter, obracając w dłoniach kubek z wystygłą już kawą.
– I jak sytuacja? – zapytała Zawadzka, zdejmując płaszcz.
– Dostali identycznego maila jak telewizja – odparł Robert. – Ta sama treść, ten sam załącznik.
– Wysłane punktualnie o czwartej dwanaście – dodał Kilian, nie odrywając wzroku od ekranu. – Jednorazowa skrzynka, serwer w Azji i kilka sprytnych przekierowań. Gość wiedział, jak zatrzeć za sobą ślady.
– Profesjonalista – westchnęła Szafrańska.
– Albo ktoś, kto bardzo chce na niego pozować – rzucił informatyk.
Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Waltera. Inspektor odebrał i przez chwilę słuchał meldunku w skupieniu.
– Tak, rozumiem… Dobrze, przekażę – rzucił krótko i schował aparat. – Mamy zielone światło – oznajmił, spoglądając na kobiety. – Prokurator podpisał nakaz. Możemy zabezpieczać sprzęt i logi z serwerów pocztowych telewizji.
Kilian natychmiast zerwał się z krzesła.
– W takim razie jadę. Im szybciej tam wejdę, tym więcej uda się wycisnąć z tych maszyn.
– Weź ze sobą techników – poleciła Zawadzka. – I masz być pod telefonem.
– Jak zawsze – uśmiechnął się Grzegorz, chwytając kurtkę. Chwilę później słychać było już tylko echo jego kroków na korytarzu.
Walter odstawił kubek i utkwił wzrok w Zawadzkiej.
– Co z monitoringiem? – zapytał Walter. – Bruś i Weronika miały już coś mieć.
– Miały przynieść materiał – odparła, zerkając na drzwi.
Ledwie skończyła zdanie, do pomieszczenia weszła podkomisarz Bruś. W dłoni trzymała pendrive’a, a jej mina nie pozostawiała wątpliwości – nie wróciła z pustymi rękami.
– Mamy trafienie – rzuciła bez zbędnych wstępów. – Kamera z ulicy równoległej. Niewiele widać, ale... lepiej zobaczcie to sami.
Podeszła do stanowiska, które Kilian zostawił odblokowane przed wyjściem. Po chwili na środkowym monitorze pojawił się ziarnisty, czarno-biały obraz. W rogu kadru pulsował zegar: „02:41”. Widok przedstawiał pustą, niemal martwą ulicę, zniekształconą przez migotanie starej latarni. Przez kilkanaście sekund na ekranie panował bezruch.
– Przewiń trochę – poleciła Zawadzka.
Bruś przesunęła suwak nagrania. W kadrze nagle pojawiła się sylwetka.
Postać w ciemnej kurtce z kapturem szła spokojnym, niemal miarowym krokiem. Żadnego pośpiechu, żadnego nerwowego rozglądania się na boki.
– Zatrzymaj – rzucił krótko Walter.
Obraz zamarł. Sylwetka była jedynie ciemną plamą, rozmytą przez niską rozdzielczość kamery i brak światła. Twarz pozostawała w głębokim cieniu kaptura.
– Godzina? – zapytała Zawadzka, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Druga czterdzieści cztery – odparła Bruś.
– Pół godziny przed tym, jak wszystko wyleciało w powietrze – mruknął Walter.
Bruś puściła nagranie dalej. Postać bez wahania podeszła do wejścia kamienicy. Przez moment majstrowała przy zamku, po czym płynnym ruchem zniknęła w mroku bramy.
– I tyle – podsumowała podkomisarz. – Ta kamera obejmuje tylko ten jeden martwy fragment.
– A pozostałe? – dopytywała Szafrańska. – Przecież musiał jakoś tam dojść i stamtąd wyjść.
– Sprawdzamy każdy punkt w promieniu kilometra. Na razie to nasz jedyny konkret.
W pomieszczeniu zapanowała ciężka, duszna cisza. Wszyscy wpatrywali się w zamrożony kadr i tę anonimową postać.
– To nasz człowiek – powiedział z przekonaniem Walter.
Zawadzka milczała przez dłuższą chwilę. Jej wzrok błądził po pikselach, jakby próbowała siłą woli wyostrzyć obraz.
– Skąd ta pewność, Robert? – zapytała w końcu.
– Bo porusza się jak u siebie. Spójrz na niego: żadnej adrenaliny, żadnego strachu. Szedł tam z absolutnym spokojem, jakby po prostu wracał z nocnego spaceru.
Zofia zmrużyła oczy i pokręciła powoli głową.
– Właśnie to mi tu nie gra... – rzuciła zamyślona.
Książkę Tropem mordercy. Ad patres kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
