Prawda jest drogą, która prowadzi w ciemność. „Tropem mordecy. Ad patres" Justyny Rosiak

Data: 2026-06-24 12:02:52 | Ten artykuł przeczytasz w 5 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji, wciągając śledczych w grę, której zasady dyktuje on. Aby zatrzymać terror, Zofia musi otworzyć dawno zamknięte akta i zadać trudne pytania własnemu ojcu. Szybko okazuje się, że w świecie starych policyjnych układów niektóre tajemnice miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Jak daleko posunie się szaleniec, by wyrównać dawne rachunki? I jaką cenę przyjdzie zapłacić Zofii za odkrycie prawdy, gdy sprawa stanie się śmiertelnie osobista?

Zegar tyka, a morderca dopiero się rozkręca.

„Tropem mordecy. Ad patres" Justyny Rosiak grafika promująca książkę

Zapraszamy do przeczytania książki Justyny Rosiak Tropem mordercy. Ad patres. Dziś na naszych łamach przeczytacie premierowy fragment publikacji:

Droga powrotna do laboratorium upłynęła w gęstym milczeniu. Zawadzka i Szafrańska przez większość czasu nie zamieniły ze sobą ani słowa, każda pogrążona we własnych myślach. Zofia wciąż miała przed oczami makabryczny kadr z redakcyjnego monitora. Ktoś sfotografował ofiarę, gdy pył jeszcze osiadał na gruzach, a potem rozesłał zdjęcie mediom, jakby prezentował światu swoje trofeum.

​– To nie był przypadek – przerwała ciszę Szafrańska, gdy wjeżdżały na parking. – Ktoś zadbał o to, by ta wiadomość poszła w świat dokładnie wtedy, kiedy zaplanował.

 – Dokładnie – przytaknęła Zawadzka. – I najwyraźniej bardzo mu zależy, żebyśmy wiedzieli, że to on pociąga za sznurki.

​Weszły do środka i skierowały się prosto do sekcji technicznej.

Grzegorz Kilian siedział przy biurku, niemal pochłonięty przez blask trzech monitorów. Obok niego stał Walter, obracając w dłoniach kubek z wystygłą już kawą.

​– I jak sytuacja? – zapytała Zawadzka, zdejmując płaszcz.

 – Dostali identycznego maila jak telewizja – odparł Robert. – Ta sama treść, ten sam załącznik.

– Wysłane punktualnie o czwartej dwanaście – dodał Kilian, nie odrywając wzroku od ekranu. – Jednorazowa skrzynka, serwer w Azji i kilka sprytnych przekierowań. Gość wiedział, jak zatrzeć za sobą ślady.

​– Profesjonalista – westchnęła Szafrańska.

 – Albo ktoś, kto bardzo chce na niego pozować – rzucił informatyk.

​Rozmowę przerwał dzwonek telefonu Waltera. Inspektor odebrał i przez chwilę słuchał meldunku w skupieniu.

 – Tak, rozumiem… Dobrze, przekażę – rzucił krótko i schował aparat. – Mamy zielone światło – oznajmił, spoglądając na kobiety. – Prokurator podpisał nakaz. Możemy zabezpieczać sprzęt i logi z serwerów pocztowych telewizji.

​Kilian natychmiast zerwał się z krzesła.

– W takim razie jadę. Im szybciej tam wejdę, tym więcej uda się wycisnąć z tych maszyn.

 – Weź ze sobą techników – poleciła Zawadzka. – I masz być pod telefonem.

 – Jak zawsze – uśmiechnął się Grzegorz, chwytając kurtkę. Chwilę później słychać było już tylko echo jego kroków na korytarzu.

Walter odstawił kubek i utkwił wzrok w Zawadzkiej.

​– Co z monitoringiem? – zapytał Walter. – Bruś i Weronika miały już coś mieć.

– Miały przynieść materiał – odparła, zerkając na drzwi.

​Ledwie skończyła zdanie, do pomieszczenia weszła podkomisarz Bruś. W dłoni trzymała pendrive’a, a jej mina nie pozostawiała wątpliwości – nie wróciła z pustymi rękami.

​– Mamy trafienie – rzuciła bez zbędnych wstępów. – Kamera z ulicy równoległej. Niewiele widać, ale... lepiej zobaczcie to sami.

​Podeszła do stanowiska, które Kilian zostawił odblokowane przed wyjściem. Po chwili na środkowym monitorze pojawił się ziarnisty, czarno-biały obraz. W rogu kadru pulsował zegar: „02:41”. Widok przedstawiał pustą, niemal martwą ulicę, zniekształconą przez migotanie starej latarni. Przez kilkanaście sekund na ekranie panował bezruch.

​– Przewiń trochę – poleciła Zawadzka.

​Bruś przesunęła suwak nagrania. W kadrze nagle pojawiła się sylwetka.

Postać w ciemnej kurtce z kapturem szła spokojnym, niemal miarowym krokiem. Żadnego pośpiechu, żadnego nerwowego rozglądania się na boki.

​– Zatrzymaj – rzucił krótko Walter.

​Obraz zamarł. Sylwetka była jedynie ciemną plamą, rozmytą przez niską rozdzielczość kamery i brak światła. Twarz pozostawała w głębokim cieniu kaptura.

​– Godzina? – zapytała Zawadzka, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Druga czterdzieści cztery – odparła Bruś.

– Pół godziny przed tym, jak wszystko wyleciało w powietrze – mruknął Walter.

​Bruś puściła nagranie dalej. Postać bez wahania podeszła do wejścia kamienicy. Przez moment majstrowała przy zamku, po czym płynnym ruchem zniknęła w mroku bramy.

​– I tyle – podsumowała podkomisarz. – Ta kamera obejmuje tylko ten jeden martwy fragment.

 – A pozostałe? – dopytywała Szafrańska. – Przecież musiał jakoś tam dojść i stamtąd wyjść.

 – Sprawdzamy każdy punkt w promieniu kilometra. Na razie to nasz jedyny konkret.

​W pomieszczeniu zapanowała ciężka, duszna cisza. Wszyscy wpatrywali się w zamrożony kadr i tę anonimową postać.

​– To nasz człowiek – powiedział z przekonaniem Walter.

​Zawadzka milczała przez dłuższą chwilę. Jej wzrok błądził po pikselach, jakby próbowała siłą woli wyostrzyć obraz.

– Skąd ta pewność, Robert? – zapytała w końcu.

– Bo porusza się jak u siebie. Spójrz na niego: żadnej adrenaliny, żadnego strachu. Szedł tam z absolutnym spokojem, jakby po prostu wracał z nocnego spaceru.

​Zofia zmrużyła oczy i pokręciła powoli głową.

– Właśnie to mi tu nie gra... – rzuciła zamyślona.

Książkę Tropem mordercy. Ad patres kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Tropem mordercy. Ad patres
Justyna Rosiak 0
Okładka książki - Tropem mordercy. Ad patres

Jeden wybuch wystarczył, by zburzyć spokój miasta i życie nadkomisarz Zofii Zawadzkiej. Nieuchwytny bombiarz zdaje się przewidywać każdy ruch policji,...