Nie rzucaj słów na wiatr, jeśli nie wiesz, w którą stronę wieje. Fragment książki „Szum"

Data: 2026-05-11 09:30:43 | Ten artykuł przeczytasz w 5 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Laurze zmarł mąż, Leon. Jako podróżnik, zwiedził cały świat, był autorem cenionych przewodników. Mimo oddanych i opiekuńczych sąsiadek oraz dużej dozy zdrowego rozsądku Laura nie może odzyskać spokoju. W domu straszą obrazy Bacona, trumienne indiańskie mokasyny i rytualna maska – pamiątki po mężu-globtroterze. Gdy jedzie do Armenii jako pilot wycieczki, dokonuje zaskakującego odkrycia. Musi znaleźć ślad. Musi odkryć nieznane oblicze Leona. Co jest prawdą, a co nie? Kto tu jest kim? Czyja miłość jest silniejsza niż śmierć? Trzeba tylko uspokoić ten szum w głowie…

„Szum" Ewy Cielesz grafika promująca książkę

Do przeczytania powieści Ewy Cielesz Szum zaprasza Grupa Wydawnicza Axis Mundi. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Szum. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Na śniadanie przygotowałam błyskawiczną owsiankę z czekoladą, zawieruszoną w szafce Leona. Nic innego nie miałam w domu. Jesteśmy tym, co jemy, więc może choć w niewielkim stopniu zrozumiem mojego męża, który jadł to każdego ranka. Potem długo malowałam usta czerwoną szminką. Stałam przed szafą. Prasowałam sukienkę. I inną sukienkę. I jeszcze inną sukienkę. Dobierałam korale, kolczyki, bransoletę.

Potem się rozpłakałam i przebrałam w szlafrok Leona. Przetrząsnęłam apteczkę. Magiczne tabletki nie pojawiły się w niej cudem, skoro raz zniknęły. Kolejna kawa. Wysypałam resztki z puszki. Jeśli Małgorzata spełni obietnicę i mnie odwiedzi, nie będę miała jej czym poczęstować.

No więc znów przy swoim stole, na swoim krześle, nad wystygłą lurą. W głowie misja. Trzeba się za to zabrać. Szukać.Nie wiem czego, nie wiem gdzie. I już nie pamiętam dlaczego.

Opuściły mnie myśli, jestem pusta.

Telefon wrzuciłam na dno kosza z brudną bielizną. Niech milczy.

Przez kuchenne okno dostrzegłam Miśkę. Zerwałam się z miejsca, uciekłam w głąb kuchni i patrzyłam z daleka. Długonoga, w pantoflach na szpilce, w rudym płaszczu i szalu, którego koralowa zwiewność mieszała się z jasnością włosów, wyglądała jak rozsypana w lesie jarzębina. Jak złocistość pierwszych dni października. Szła szybko, a każdy z drobnych kroczków odbierał mi śmiałość, autonomię i burzył spokój.

Po pierwszym wrażeniu wpadłam w popłoch. Nie wiedziałam, gdzie się schować w grubym Leonowym szlafroku. Zamiast szybko przebrać się w jedną z wyprasowanych sukienek, zwinęłam je wszystkie w kłębek i wepchnęłam na dno szafy. Sama też zwinęłam się w kłębek, chory, pod kołdrą. I czekałam.

Czekałam tym niechcianym czekaniem, które nigdy nie przynosi nic dobrego. Wzrok uwiązł w lustrze upstrzonym odciskami Leonowych palców, pełnym jego portretów rozproszonych czasem. Mój bóg piękna, światła i porządku przeglądał w nim swoje twarze przed wyjściem i po powrotach, przymierzał krawaty i nastroje. A za jego plecami ja, mroczna Kali, pogromczyni czasu i demonów, wypatrywałam w srebrzystości lustra prawdy o nim. O sobie. O nas.

Zgrzałam się w tym szlafroku pod kołdrą. Miśki wciąż nie  było, a z klatki schodowej nie docierały żadne dźwięki. Wygrzebałam się z pościeli, wróciłam do kuchni i ostrożnie wyjrzałam przez okno. Stały tam: Edzia, Wanda, Adela, Jadwiga i Małgorzata. Otaczały wianuszkiem Miśkę, która o czymś rozprawiała.

Nie widziałam dokładnie, lecz nie mogłam podejść bliżej okna, ponieważ raz po raz któraś w nie spoglądała. Rozmawiały o mnie. Miśka buntowała je, niszczyła moje życie. Wściekłość uderzyła mi do głowy, kiedy domyśliłam się, dlaczego to robi. Chce mnie usunąć z mieszkania, dlatego kompromituje mnie w oczach sąsiadek.

Gorąco rozsadzało mi czaszkę.

Pójdę, powiem jej w twarz, co o tym myślę! – postanowiłam.

Ale zaraz przyszła refleksja.

Nie rzucaj słów na wiatr, jeśli nie wiesz, w którą stronę wieje – radził mi kiedyś Leon. Miał rację.

Otworzyłam apteczkę. Nerwowo po raz setny przerzuciłam zawartość. I jeszcze raz i jeszcze. Ręce mi się trzęsły, oblewały strugi zimnego potu. Łudziłam się, że znajdę choć jedną tabletkę, choć pół!

Nie było. Atak paniki czaił się jak zwierzę. Oszalałe serce omal nie wyskoczyło mi z piersi. Zrzuciłam na podłogę w przedpokoju szlafrok i zaczęłam się miotać po pomieszczeniach. Dusiłam się, najchętniej rozdarłabym sobie gardło.

Ostatkiem sił otworzyłam balkon. Wybiegłam boso i w samej bieliźnie. Trzymając się kurczowo barierki walczyłam otwartymi ustami o każdy łyk powietrza. W oknie z sansewieriami stała dziewczyna. Uśmiechała się samymi zębami jak niegdyś Seda na ormiańskim cmentarzu. Może ta dziewczyna to właśnie ona, Seda…

Książkę Szum kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Szum
Ewa Cielesz 1
Okładka książki - Szum

Laurze zmarł mąż, Leon. Jako podróżnik, zwiedził cały świat, był autorem cenionych przewodników. Mimo oddanych i opiekuńczych sąsiadek oraz dużej dozy...

Wydawnictwo