Poznań 1918-1919
Młoda Felicja Wolińska dorasta w zaborze pruskim w tradycyjnej polskiej rodzinie, w której kobieta ma przyporządkowaną odpowiednią rolę społeczną. Tej zasady szczególnie mocno przestrzega matka, niechętnie patrząca na emancypację kobiet, a zwłaszcza swoich córek, dodatkowo głęboko zraniona z powodu śmierci najstarszego syna na froncie.
I wojna światowa powoli dobiega końca, jednak w Wielkopolsce wrze. Felicja obserwuje sytuację w kraju i zaczyna wierzyć w możliwość odzyskania niepodległości przez ojczyznę. Bez zgody nadopiekuńczej matki pomaga powracającym z wojny żołnierzom. Jako wolontariuszka pracuje w jadłodajni dworcowej, zbiera dla nich żywność od Poznaniaków i słucha o ich przeżyciach.
Dziewczyna jednak pragnie zrobić coś więcej dla ojczyzny. Z polecenia trafia do grupy zajmującej się renowacją broni mającej posłużyć przyszłym powstańcom. Tak zaczyna się jej przygoda niepodległościowa.
Czy Felicja poradzi sobie z nowymi obowiązkami? Czy uda się jej sprostać zadaniom zwiadowczym? Czy na drodze do wolności można spotkać miłość?

Do przeczytania powieści Anety Krasińskiej Miłość i odwaga zaprasza Wydawnictwo Zwierciadło. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Miłość i odwaga. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
ROZDZIAŁ II
Minęły cztery dni od podpisania przez stronę niemiecką rozejmu, ale na ulicach Poznania nie milkły głosy tych, co to marzyli o poważnych zmianach, bo wciąż pamiętali opowieści przodków o życiu w wolnej Polsce. Jednak nie brakowało i tych, co to w pierwszej kolejności skupiali się na codziennych obowiązkach, a wieści o zachodzących w kraju przemianach poznawali z ust innych albo z gazet. Wśród tych osób znaleźli się Wacław i Klementyna Wolińscy z rozwagą i dystansem podchodzący do coraz to nowych informacji. Jako ludzie dojrzali nie ekscytowali się każdą utarczką z pruskim wojskiem, do jakich od kilku dni dochodziło w okolicy.
Zupełnie inaczej rzecz się miała w przypadku Felicji, która w każdej wolnej chwili biegła do mieszkającej bliżej dworca Teresy Wojnarowskiej, a później wspólnie przemierzały ulice, z zaciekawieniem przysłuchując się opowieściom kramikarzy, sprzątaczek czy sąsiadów.
Dzisiaj nadarzyła się wyjątkowa okazja, by poznać nowiny bez wychodzenia z domu, bo jeszcze przed obiadem w domu przy Mostowej zjawiła się Euzebia Kępińska z zamiarem odebrania spódnicy, a że jej mąż wchodził w skład dopiero co powołanej Rady Ludowej, to chętnie się dzieliła wiadomościami z pierwszej ręki.
– Spotkanie Rady Robotników i Żołnierzy zaplanowano na siedemnastą, ale zmrok nadszedł znacznie wcześniej, więc przemknęli do ratusza niezauważeni – tłumaczyła Kępińska, a widząc przejęcie w oczach panien Wolińskich, kontynuowała opowieść. Potem weszli na salę obrad, a Boguś Hulewicz* spokojnie wyjaśnił, że oddelegowali go żołnierze polscy z garnizonu poznańskiego, gdyż są bardzo rozczarowani brakiem swych reprezentantów w Radzie.
– Polacy zawsze byli traktowani jak żołnierze drugiej kategorii – zauważyła Klementyna, pamiętając czasy, gdy jej ojciec służył w pruskiej armii.
– I tym razem chcieli się wykpić – relacjonowała Euzebia z rosnącą ekscytacją. – Twachtmann** się nadąsał i zasypał Hulewicza pytaniami. Wtedy rozwścieczony Paluch*** walnął pięścią w stół i począł żądać przekazania naszym żołnierzom praw. W tym samym czasie na placu przed ratuszem posypały się kule.
– Mój Boże! – Klementyna zakryła usta dłonią, z naparstkiem na palcu. – Do naszych strzelali.
– Skądże znowu – sarknęła Euzebia i machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. – To nasi taką zasadzkę zgotowali.
Najpierw serię puścili na Rynku, a potem klatkę schodową w ratuszu potraktowali granatem. Sypiący się z sufitu i ścian tynk wraz z odłamkami szkła wypełnił schody. Ktoś szybko otworzył drzwi. Dławiący dym eksplodującego granatu i siny kurz wpychający się do pomieszczenia sprawiły, że strach sparaliżował Twachtmanna, a inny Niemiec przypadł do Palucha i począł skamlać, że zaszło nieporozumienie i chętnie wpuszczą do Rady świeżą krew.
– Mateńko Przenajświętsza. – Klementyna się przeżegnała. – I nikt nie padł ranny?
– Ani ranny, ani zemdlony, no, chyba że ze szczęścia. – Euzebia zachichotała niczym dzierlatka, którą nie była od ćwierć wieku. – Potem czterech naszych weszło do Wydziału Wykonawczego Rady Żołnierzy z Bogusiem Hulewiczem jako przewodniczącym. Przewodniczącym Rady Robotników został doktor Rydlewski****.
– Nasi górą! – zakrzyknęła Felicja.
– Wasza Fela to narwana – zauważyła klientka i ze zdziwienia szeroko otworzyła oczy.
– Toć teraz wszyscy musimy działać – przyznała młódka, choć wzrok matki nie pozostawiał wątpliwości, co myśli o tej deklaracji.
– Co za blubry***** pleciesz! Lepiej ten swój zapał spożytkuj, by równiej przeszywać i drobniej fastrygować materiał. – Matka pogroziła córce palcem uzbrojonym w naparstek. – My się znamy na domowej robocie i niech tak zostanie! – fuknęła, kończąc dywagacje.
Kępińska, czując wiszącą w powietrzu awanturę, nie ociągała się z uregulowaniem rachunku i opuszczeniem mieszkania Wolińskich. Sama też nie zamierzała się angażować w działania podejmowane przez mężczyzn, ale rozumiała entuzjazm młódki.
Tymczasem gdy drzwi za Euzebią się zamknęły, Klementyna surowo spojrzała na Felicję, ale zanim coś rzekła, podała jej kolejną parę spodni do obrąbienia.
– Zamiast kłapać ozorem bez potrzeby, lepiej dobrze spożytkować czas – przypomniała. – I żeby którejś z was nie przyszło do głowy takie głupoty wygadywać przy ojcu – zastrzegła, a potem powiodła wzrokiem po siedzących wokół stołu dziewczętach.
Panienki w mig pojęły, że matka jest na skraju wytrzymałości, i nie zamierzały jej prowokować. Najstarsza dla pewności kopnęła Felicję w łydkę, a potem łypnęła w jej stronę. Upewniwszy się, że siostra zrozumiała, powróciła do cerowania swetra dla sąsiada z drugiego piętra.
Milczenie Felicji wcale nie oznaczało, że przestała myśleć o tym, co przed chwilą usłyszała. Rozumiała niepokój matki wciąż niemającej wieści o Ignacym. Wiele razy kpiły z nadmiernie niańczonego Filipa. Klementyna uważała, że jej córki powinny się skoncentrować na założeniu rodziny, a nie zajmować się sprawami, o których nie miały pojęcia. Kobiety od zarania dziejów dbały o domowe ognisko i opiekowały się dziećmi. W tej roli sprawdzały się najlepiej i Wolińska nie wyobrażała sobie, aby mogło być inaczej.
Po obiedzie przygotowanym przez Pelagię dziewczęta powróciły do pracy, a Klementyna równiutko złożyła świeżo wyprasowaną sukienkę dla pułkownikowej Schneider i delikatnie włożyła odzież do koszyka.
– Wracam najpóźniej za dwie godziny. Od Schneiderowej pójdę do ciotki Hanki, bo chciała, żebym złapała miarę najmłodszej Isi. Ponoć mela****** rośnie jak na drożdżach i nie ma w czym latać do szkoły – poinformowała matka, po czym włożyła grube palto, a pod brodą zawiązała chustkę. Chwyciwszy koszyk, opuściła mieszkanie.
Felicja podbiegła do okna i upewniwszy się, że matka zmierza w ustalonym kierunku, podniosła siennik Filipa, bo tam, gdy starsi nie widzieli, dziewczęta upychały skrawki materiałów w białym kolorze oraz różnych odcieniach czerwieni, które teraz zamierzały wykorzystać. Potem pognała do pokoju na co dzień zajmowanego przez nią i siostry i sięgnęła pod gruby siennik swojego łóżka. Chwilę później dopadła do łóżka, na którym spała Walentyna, by i stamtąd wydobyć wymięte ścinki tkanin.
– Mam wszystko – obwieściła, wchodząc do pokoju, w którym siostry pochylały się nad powierzoną przez Klementynę robotą.
– Myślisz, że matka się nie domyśli? – upewniła się Melania, bo jako najmłodsza z sióstr najbardziej obawiała się narazić rodzicielce.
– Sama musisz wykonać naszą robotę – zadyrygowała Felicja. – Wala, wyprasuj materiał i zajmij się wykrojeniem, a ja siadam do maszyny – dodała, szukając w pudełku szpulki z nicią w odpowiednim kolorze. – Mamy niewiele czasu, ale kilka flag zdołamy uszyć. Swoją drogą nie pojmuję, dlaczego matka tak się piekliła, gdy wspomniałam o przygotowaniu paru proporców.
– Wiesz, że bardzo się o nas boi. Nie chce kłopotów. Policjanci, jak już sobie kogoś upatrzą, to nie dadzą mu spokoju wyjaśniała najstarsza siostra. – Lepiej, żeby niczego się nie domyślali.
– Prawda, ale przez to musimy się kryć nie tylko przed nimi, ale też przed rodzoną matką – zauważyła skonsternowana Felicja.
– Pamiętasz, jak bardzo przeżywała, gdy się dowiedziała, że zapisałaś się do Żeńskiego Hufca Skautowego i będziesz się uczyła strzelać? – przypomniała Walentyna.
– Wtedy musiałam kłamać, że o strzelaniu nie ma w ogóle mowy, a nasze spotkania poświęcone są nauce opatrywania ran.
– I długo temu wierzyła.
– Niestety, ta mała Isia nas pogrążyła, bo wypaplała mamie, że trzymałam w rękach Mausera w czasie spotkania naszego hufca.
– Wciąż mam w uszach krzyk matki i nakaz wystąpienia z organizacji – nadmieniła Wala.
– Inne matki są mniej radykalne – wtrąciła Melania, przegryzając nitkę tuż obok przyszytego guzika do koszuli.
– Dlatego o wielu działaniach lepiej głośno nie mówić. Robić swoje i pozwolić rodzicom żyć w błogiej nieświadomości, a właściwie ze świadomością, że jedynie wypełniamy swoje codzienne obowiązki – stwierdziła Felicja, kończąc nawlekać igłę przy maszynie. – To do dzieła – rzuciła, biorąc z rąk starszej siostry dwa kawałki tkaniny w białym i czerwonym kolorze.
Terkot maszyny przeszył ciszę w pokoju rodzinnym. Felicja w skupieniu prowadziła igłę, nie chcąc skrzywić ściegu. Potem jeszcze przeszycie umożliwiające wetknięcie drzewca i pierwsza flaga spoczęła na blacie stołu.
Dziewczęta pracowały jak zgrany zespół, w którym każdy zna swoje zadania do wykonania. Kolejne skrawki materiału przybierały jednaki kształt i rozmiar.
Kiedy największa fala ekscytacji minęła, a szycie przychodziło automatycznie, myśli Felicji powędrowały do efektownego przedsięwzięcia autorstwa Marii Nogaj*******, która ubiegłej wiosny zainicjowała akcję rozlepiania ulotek na murach miasta. Kiedy tylko Tereska Wojnarowska zdradziła jej sekret Marysi Nogajówny, z którą znały się od dzieciństwa, Fela natychmiast zdecydowała się pomóc. Przetrząsnęła strych i mieszkania rodziców i dziadków w poszukiwaniu pędzli i garnków na klej, jednocześnie tłumacząc, że przed Wielkanocą trzeba zrobić generalne porządki. Matka i babka nie mogły wyjść z podziwu nad zaangażowaniem Felicji, na co dzień stroniącej od sprzątania bez wyraźnego polecenia. Znalezione naczynia szybko zaniosła do Nogajów. Kilka dni później jej satysfakcja sięgnęła zenitu, gdy wędrując ulicami miasta, widziała oklejone ulotkami mury. Salwą śmiechu powitała policjanta na Placu Piotra zdrapującego małym scyzorykiem nalepki. I gdyby nie szybka reakcja kroczącej obok Teresy mogłaby trafić do aresztu za utrudnianie pracy mundurowemu, który pocił się i klął po niemiecku na polskich wandali, co to tak perfidnie zorganizowali mu służbę.
– Mamy dziesięć – poinformowała Walentyna, przeliczywszy flagi.
– Na dzisiaj wystarczy – oświadczyła Felicja. – Lecę do Teresy, zanim matka wróci.
– Tylko na siebie uważaj – przestrzegła starsza siostra i zebrała resztki tkanin, by ponownie ukryć je pod siennikami.
Tymczasem Felicja narzuciła na siebie odziedziczony po babce kożuch, który ze względu na swą obszerność doskonale krył zawieszoną na szyi wypchaną flagami torbę. Potem co tchu pobiegła do drzwi. Na schodach minęła się z powracającym z piekarni ojcem i po krótkiej wymianie zdań ruszyła w drogę.
* Bohdan Hulewicz – 13 listopada 1918 r. brał udział w przejmowaniu kierownictwa nad Wydziałem Wykonawczym Rady Żołnierzy i Robotników w Poznaniu, a następnie współkoordynował organizację oddziałów powstańczych.
** August Twachtmann – przewodniczący Wydziału Wykonawczego Rady Żołnierzy i Robotników.
*** Mieczysław Paluch – żołnierz armii niemieckiej, z której zdezerterował, by przybyć do Poznania i walczyć tutaj.
**** Celestyn Rydlewski – pełniący obowiązki zastępcy Augusta Twachtmanna.
***** Blurby – brednie, bzdury [z gwary poznańskiej].
******Mela – dziewczynka [z gwary poznańskiej].
******* Maria Nogaj – aktywistka z Drużyny Skautek im. Emilii Plater.
Książkę Miłość i odwaga kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
