Nowa, poruszająca powieść autorki Halszki.
Warszawa, 1976 rok. Ewa, dojrzała kobieta z trudną przeszłością, odkrywa zdradę męża i w jednej chwili traci poczucie bezpieczeństwa. Ucieczkę przed rozpadającym się życiem znajduje w mieszkaniu Reginy – starszej, samotnej kobiety, która nosi w sobie ciężar doświadczeń sięgających przedwojennej Warszawy. Z pozoru przypadkowe spotkanie dwóch kobiet szybko przeradza się w relację opartą na niedopowiedzeniach, wzajemnej fascynacji i coraz głębszej zależności. W tle pojawia się Olgierd – syn Reginy, mężczyzna związany z aparatem władzy, rozdarty między lojalnością wobec systemu a własnym sumieniem. Gdy oferuje Ewie pomoc w odkryciu prawdy o jej pochodzeniu, stawia ją przed dramatycznym wyborem: ile jest gotowa poświęcić, by poznać własną historię?

Regina to wielowątkowa opowieść o kobietach z różnych światów i epok, których losy splatają się w cieniu wielkiej historii. Aldona Żółtowska z wyczuciem i literacką elegancją pokazuje przedwojenną Warszawę, pełną pozorów i luksusu oraz rzeczywistość PRL-u – świata kompromisów, lęku i moralnej niejednoznaczności. To powieść o samotności, pamięci, cenie wygodnego życia i o tym, że przeszłość nigdy nie znika – nawet jeśli bardzo chcemy ją przemilczeć.
Do lektury zaprasza Wydawnictwo Axis Mundi. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Regina:
Ewa – bo tak miała na imię znajoma Kowalików – przypominała mi kruchą, porcelanową laleczkę. Trudno było uwierzyć, że ma już ponad trzydzieści lat. Wyglądała młodo jak na dzisiejsze ciężkie czasy. Taka jej uroda – pomyślałam. O jej wieku i sytuacji rodzinnej dowiedziałam się dopiero następnego dnia.
Pierwszego wieczoru Ewa była milcząca, niemal od razu zamknęła się w pokoju. Przyniosłam jej czystą pościel, potem kakao i trochę słodyczy, ale nie odzywała się prawie wcale. Widać było, że coś ją gryzie. Chciała od razu wręczyć mi pieniądze, ale odmówiłam. Głupio było załatwiać takie sprawy już pierwszego wieczoru. W głowie słyszałam głos mojego zmarłego męża: „Gina nie ma głowy do przyziemnych spraw. Buja w obłokach. Nie potrafi załatwić prostej sprawy komornego”.
Następnego dnia, gdy Ewa wróciła, pewnie z pracy, sama do mnie zajrzała. Chciała jak najszybciej ustalić zasady naszego wspólnego mieszkania. Nie pytałam o jej życie prywatne. Sama zaczęła mówić.
– Zdradził mnie mąż, więc wyprowadziłam się od niego – oznajmiła.
Spojrzałam na nią z zaskoczeniem. Choć zdrady nie były niczym nadzwyczajnym – nawet w czasach mojej młodości – ton, jakim to powiedziała, zaskoczył mnie. To nie było wyznanie, bardziej chłodne oświadczenie.
W moim życiu i w życiu moich rówieśników wszelkie uczucia, intrygi, namiętności dawno już wygasły. Takie rzeczy oglądaliśmy co najwyżej w kinie, czytaliśmy o nich w rubryce opowiadań, czasem trafiły się w Teatrze Telewizji – jeśli ktoś miał szczęście i posiadał w domu odbiornik. W codziennym życiu już nie istniały. Może istniały w życiu naszych dzieci… Ale Olgierd, choć dawno przekroczył trzydziestkę, nigdy się nie ustatkował. Całkowicie pochłaniała go jego ,,szemrana praca” – tak ją w myślach nazywałam.
Ewa opowiedziała mi, że jej mąż, Andrzej, w oczach ich znajomych uchodził za ideał. To inni mężczyźni wracali późno z barów, brakowało im do pierwszego, byli ordynarni albo latali za spódniczkami. Andrzej był inny. Idealny. I to właśnie ten ideał ją zdradził. Nawet się z tym nie krył. Zobaczyła ich razem na ulicy.
– Proszę mi mówić po imieniu – poprosiła.
– Musi się pani z nim rozmówić, Ewuniu – poradziłam.
Skinęła głową.
– Nie chcę robić scen i pokazywać, że mi zależy. I że mnie to w jakiś sposób zabolało.
Uniosłam brwi, zdumiona.
– Po tylu latach małżeństwa… chyba można pokazać, że zależy – zauważyłam niepewnie.
Odpowiedziała milczeniem.
– A twoi rodzice? – spytałam ją po chwili.
Ewa spojrzała na mnie, jakby przez chwilę nad czymś się zastanawiała.
– Nie mam rodziców. To znaczy… pewnie kiedyś jakichś miałam, ale odkąd pamiętam, mieszkałam w domu dziecka.
– Kiedy tam trafiłaś? – zapytałam nieśmiało.
– Jako niemowlę, na początku wojny. Tak mówili wychowawcy.
Kiwnęłam głową. Takich dzieci jak Ewa było wtedy bardzo dużo. W czasie wojny z różnych powodów trafiały do domów dziecka – najczęściej dlatego, że ich rodzice nie żyli, wpadli w kłopoty albo po prostu nie było nikogo, kto mógłby się nimi zająć.
– A co było potem? – dopytałam.
Wzruszyła ramionami.
– Było ciężko i biednie. Ale dostałam przydział do pracy i miejsce w hotelu robotniczym. Uczyłam się dobrze. Skończyłam liceum.
– Kiedyś, przed wojną, o takich dziewczynach jak ty mówiło się „panna biurowa” – zażartowałam.
– A pani? Co pani robiła w młodości, jeśli można spytać?
Uśmiechnęłam się lekko, z odrobiną ironii.
– Żyłam jak pączek w maśle – odparłam enigmatycznie.
W duchu przeczuwałam, że Ewa nie zostanie u mnie na długo. W końcu prędzej czy później porozmawia ze swoim niewiernym mężem, a ten może zdoła ją przekonać, by dała mu drugą szansę. Tak kończyło się wiele podobnych historii. Ewa grzecznie mi podziękuje za krótki najem i wróci do siebie.
Książkę Regina kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
